Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Wyświetla wpisy wg etykiety: piekno
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Miłość szczęśliwa. Czy to normalne, czy to powszechne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?" (Wisława Szymborska)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)
"Miłość nie jest skarbem, który się posiadło, ale obustronnym zobowiązaniem." (Antoine de Saint-Exupery)
"Jaka miłość - taki człowiek." (św. Augustyn)
"Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest pełna realizacja przykazania miłości" (Jan Paweł II)
"Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie, jednak bez chęci zawładnięcia drugim." (Phil Bosmans)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)

Subskrybuj RSS
niedziela, 03 lipca 2011 14:20

Lustereczko, powiedz przecie...

Lustereczko, powiedz przecie...

 

„Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie…”


Pewnie większość z nas Dziewczyny, zaprzeczy, że kiedykolwiek wypowiadała dokładnie te słowa. Chyba że miała okazję wcielić się w Złą Macochę w bajce o Królewnie Śnieżce. (Mnie trafiło się akurat być krasnoludkiem w przedszkolnym przedstawieniu ; - )

 

A jednak szukamy tej odpowiedzi albo Samo Lustro zwraca się do nas ze swoimi kąśliwymi, wymagającymi uwagami. Jeśli którakolwiek z Was stwierdziła po wymianie spojrzeń ze zwierciadłem, że powinna się odchudzić albo cokolwiek zmienić w swoim wyglądzie, nie będzie mogła zaprzeczyć temu subtelnemu dialogowi. Lustro mówi, że coś jest nie-tak-jak-być-powinno. Ale skąd ono wie, jak być powinno, czy ma jakiś wzorzec? Skąd my (bo nie oszukujmy się, jednak mamy tu dużo do powiedzenia) to wiemy? I właściwie: Kto powinien tym rozporządzać?

 

Tak naprawdę temat samoakceptacji wydaje mi się coraz bardziej oklepany. To jest trochę tak, że jedne dziewczyny z niego wyrastają i znajdują w tej kwestii jakąś równowagę czy kompromis (zwykle temat powraca, choć już w innym natężeniu, inną drogą), ale pojawiają się nowe sytuacje, nowe osoby i nowe – może nawet „nowoczesne” – wymagania, kanony piękna – nawet nie piękna, ale atrakcyjności o zgrozo, atrakcyjności zwykle z-seksualizowanej. (Oczywiście, kwestia samoakceptacji dotyczy też panów, ale wolę mówić do kobiet i o kobietach, bo lepiej znam nasze dolegliwości.)

 

Wiem na pewno, że tym, co „leczy” z lusterkowej choroby jest Miłość Drugiej Osoby, która widzi w nas piękno – i nie, nie tylko to wewnętrzne, ale całościowe. W moim życiu i w sposobie patrzenia na siebie zaszły ogromne zmiany odkąd zostałam pokochana. Dopiero wtedy zrozumiałam, że każda dziewczyna może być Księżniczką (nawet jeśli kiedyś musiała zagrać krasnoludka;-) Ale to był pierwszy krok. Drugi musi odbyć się gdzieś głęboko w naszym sercu, w zgodzie na siebie i – jakże to zabrzmi górnolotnie – w odkryciu tego, że jestem stworzona i pomyślana przez Boga. Jestem piękna jako kobieta.

 

Ale to, co mnie zmotywowało do wpisu, to potrzeba, jaką noszę w sobie od dłuższego czasu. Chcę podzielić się z Wami piosenkami zespołu, który – mogę się założyć – dla większości będzie całkiem nowym odkryciem. Chrześcijańską grupę Barlow Girl (www.barlowgirl.com) tworzą trzy dziewczyny - siostry, które już od wielu lat komponują, grają i śpiewają. Wydały kilka płyt. Ich muzyka towarzyszy mi od czasów liceum. To, co mnie zachwyca, to „kobiecość” tego zespołu. Nie tylko w całości tworzą swoje piosenki, ale też przez ten damski rys ich treść wyjątkowo trafia do płci pięknej, poruszając tematy, które dla nas są ważne. W związku z kwestią akceptacji chciałam zwrócić uwagę na dwie piosenki. Są one bardzo osobiste dla autorek, szczególnie dla Rebecci Barlow (najstarszej z sióstr), która otwarcie wyznaje, że chorowała na anoreksję. Nie potrafiła sobie poradzić z wymaganiami, jakie stawiała swojemu ciału, ideałowi wykreowanemu przez media, który chciała osiągnąć. Udało jej się jednak wyjść z tego.

 

Pierwsza z piosenek to „Mirror” (ang. Lustro) – utwór sprzed kilku lat właśnie o tym dialogu, a właściwie o wygraniu tej dyskusji-walki. Druga piosenka „Sing me a Love Song” (ang. Śpiewaj mi piosenkę o miłości) pochodzi z najnowszej płyty i na youtube możecie obejrzeć teledysk, choć osobiście pierwszy kawałek polecam bardziej!:-)

 

Jeśli spodobają się Wam te piosenki, to polecam i inne. Bo muszę zdradzić, że podane powyżej nie są moimi ulubionymi z repertuaru Barlow Girl:-) a jednak i tak są piękne!

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
środa, 26 października 2011 18:51

Przyozdobiona klejnotami

Przyozdobiona klejnotami

„Piękne są twoje policzki wśród wisiorków,

Śliczna jest twoja szyja przyozdobiona sznurem pereł.

Zrobimy ci złote wisiorki,

Haftowane będą srebrnymi guzkami.”

Pnp 1,10-11

 

Przeoczenie obrączki na kobiecej dłoni nie jest trudne, zwłaszcza gdy nie ma ona klasycznego kształtu i koloru. Z męską obrączką (przez niektórych zwaną GPSem) jest inaczej, ona niejako rzuca się w oczy, nie pozwala na niezauważenie. A wszystko to z prostej przyczyny: mężczyźni nie noszą biżuterii tak często i w takim natężeniu jak kobiety. Niejeden pan skarży się zaraz po ślubie na trudności z przyzwyczajeniem się do krążka na palcu. (Trudność ta, oczywiście, nie dopuszcza jednak kapitulacji i bezkarnego zdjęcia obrączki.) I choć ruchy genderowe zaraz podniosłyby swoje krzyki, twierdząc, że już małym dziewczynkom nakazuje się noszenie takich gadżetów jak spinki do włosów czy plastikowe pierścionki, to jednak uważam, że z kobiecego pragnienia piękna wynika naturalnie dążenie do przyozdabiania się "sznurem pereł" czy "złotym wisiorkiem".

 

Część kobiet na co dzień przyozdabia się biżuterią – czy to delikatnymi kolczykami, czy dużymi koralami, czy broszką, czy pierścionkiem. Różnorodność materiałów, kształtów i stylów – do wyboru, do koloru! Drewno, złoto, srebro, filc, kamienie szlachetne, szkło. Każda kobieta, nawet ta, która zastrzega się, że może żyć bez biżuterii albo że jest bardzo wybredna – znajdzie coś dla siebie. Każda może znaleźć coś, co nie tylko będzie komponować się z jej strojem, ale także podkreśli jej urodę i może nawet zdradzi coś o niej samej. Nie bez powodu stwierdzamy, że coś pasuje lub nie do danej osoby.

 

Zastanówmy się, jaką funkcję pełni biżuteria. Chyba wśród odpowiedzi ankietowanych nie byłoby dużych rozbieżności i funkcja ozdobna stałaby się główną odpowiedzią. Bo czy np. ciężkie, duże kolczyki są rzeczywiście wygodne? Czy przypięty do bluzki albo wpleciony we włosy kwiat ma jakąś rolę użytkową? Biżuteria, która zdobi, jest wyrazem pragnienia piękna, jakie kobieta w sobie nosi oraz podkreśleniem samego jej piękna. (Może pojawić się pytanie, gdzie jest granica próżności. Według mnie nie wyznacza jej ilości czy nawet jakości biżuterii. Próżność musi mieć swoje źródło w sercu, nie w materii.) To oczywiście nie jedyna funkcja. Chociażby nasze ślubne obrączki pełnią inną rolę - są symbolem, znakiem miłości. Co jednak nie wyklucza tego, że także mają być piękne, szczególnie gdy wyboru dokonują panie (zauważyliście, że obecnie popularna stała się wersja damskiej obrączki z diamentem?).

 

Znamienne, że biżuteria swoje początki ma w prehistorii. Archeolodzy odnajdują przedmioty, które nie mogły pełnić funkcji użytkowej: muszle na sznurku, korale z kamieni i inne pomysłowe konstrukcje. Pierwsze takie przedmioty naukowcy datują na 22 tys. lat p.n.e. Jednoczenie podkreśla się ich funkcję magiczną, były one bowiem amuletami, chroniącymi noszące je osoby przed złem. Dziś również funkcja religijna pojawia się się w noszeniu medalików czy różańców. Jednak nie zawsze jesteśmy skłonni nazywać krzyże noszone na łańcuszku biżuterią, a wręcz trend krzyża jako ozdoby (co jakiś czas temu było dość silnie zaznaczone w modzie) jest nie do przyjęcia dla osób wierzących.

 

Piękno zawsze przychodzi mi na myśl, gdy widzę kobiety starannie dobierające swoje dodatki do stroju czy mnie samą, kierującą się potrzebą estetyczną przy zakupie tych drobiazgów. Nie chcę umniejszać mężczyzn (zwłaszcza że ostatnio silnie rozwija się „biznes biżuterii dla mężczyzn”, zaobserwowaliście?), ale oni jednak nie odczuwają takiej potrzeby otaczania się klejnotami jak kobiety. Im wystarcza całe piękno ich damy serca!

 

Nie bez znaczenia jest źródłosłów biżuterii – z francuskiego „bijouterie” pochodzi od „bijou”, czyli klejonotu. Chyba mało która z nas ośmieliłaby się powiedzieć, że nosi klejnoty. Takie określenie pasuje bardziej do ekskluzywnych, bardzo cennych wyrobów, które noszą osoby bardzo bogate i to tylko na bardzo wystawnych przyjęciach. Ale czy na pewno? Czy jako kobiety, które mogą nosić najróżniejsze klejnoty (nie tylko diamenty, nie tylko najczystsze złoto), nie możemy poczuć się jak księżniczki?

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
środa, 16 listopada 2011 09:25

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą

 

"Żadna kobieta nie jest tylko kobietą" (Keine Frau ist ja nur Frau) - to chyba jedno z najpopularniejszych zdań z pism Edyty Stein. Zdanie tak pojemne, tak treściwe, a przy tym tak skrótowe. Ciekawa jestem wszystkich możliwych interpretacji (oraz nad-interpretacji i re-interpretacji).

 

Najważniejsze do zaakcentowania jest owe TYLKO. Gdyby je ominąć, powstałby dziwny twór, stwierdzający, że kobieta nie jest kobietą, co miałoby sens tylko w odpowiednim kontekście, a i tak nie wiadomo, czy miałby jakieś (jakieś mądre i dobre) przesłanie. Najgorszym posunięciem byłoby wyrzucenie obu negacji i zostawienie tego jako: kobieta jest tylko kobietą, bo przecież gdzieś nawet intuicyjnie wyczuwamy, że byłoby to zubożenie i spłaszczenie Sprawy. Chociaż nie powinno być dla nas trudne przywołanie sytuacji surowego patriarchatu, gdzie kobieta faktycznie jest "tylko kobietą", która nie ma prawa głosu, a jeśli nawet wyrazi swoje zdanie, może zostać uciszona, zignorowana, wyśmiana, przywołana do pionu, do "swojego miejsca w szeregu". Potrafimy wyobrazić sobie takie podejście, które depcze godność kobiety, podkreślając owe tylko i rozumiejąc je na swój sposób.

 

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą, ponieważ jest zawsze KIMŚ więcej, ponieważ samo bycie kobietą nie wyczerpuje jej tożsamości. Przede wszystkim jest osobą, która na równi z mężczyzną posiada woją niezbywalną godność i wielkość bycia człowiekiem. Jest Ona nie tylko córką i siostrą, ale staje się oblubienicą, matką, przyjaciółką. Przyjmuje role żony, wychowawczyni, opiekunki, a także wykorzystując swoje talenty i umiejętności, podejmuje najróżniejsze prace w społeczeństwie. Dzięki swojej wrażliwości na drugiego człowieka oraz innym cechom, które tak naturalnie i powszechnie nie przysługują mężczyznom, jest po prostu niezastąpiona.

 

W jednym z odcinków świetnego amerykańskiego serialu "Siódme niebo" kilkuletnia Ruthy za zadanie domowe dostaje napisać: kim chciałaby być w przyszłości. Zabiera się do tej pracy bardzo poważnie i skrupulatnie. Przygląda się pracy ojca-pastora, rozmawia ze starszym bratem-pielęgniarzem i kilkoma innymi osobami z jej otoczenia. Ale w tym wszystkim, co widzi i słyszy, nie odnajduje żadnego celu ani czegoś, co by ją pociągnęło. I oto do jakiego dochodzi wniosku... Ruthy pragnie zostać mamą! Jednak nie chodzi tu konkretnie i jedynie o aspekt macierzyństwa, ale o bogactwo, jakie ma w sobie jej mama, o wielość spraw, jakimi się zajmuje. Okazuje się ona nie tylko mamą, ale także psychologiem, nauczycielem, dekoratorem wnętrz, zarządcą, kucharką, a gdy trzeba także mechanikiem. Mama (moglibyśmy poszerzyć: Kobieta) nie zamyka się w jednym zawodzie, w jednym zadaniu, ale jest elastyczna, zdolna do ogarnięcia wielu spraw w swoim otoczeniu i wytyczeniu celów. Mama to ktoś więcej niż tylko mama - odkrywa dziewczynka.

 

Przewiduję pewną problamtyczność: a czy o mężczyźnie nie powiemy podobnie, czyli: Żaden mężczyzna nie jest tylko mężczyzną? W świetle powyższych dywagacji nie możemy wręcz powiedzieć inaczej. Mężczyzna także zawiera w sobie bogactwo - ról i relacji, swoich zadań i umiejętności. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż o tym, że mężczyzna jest "kimś więcej", nie trzeba nawet przypominać (choć w świetle dzisiejszych kryzysów chyba jednak już trzeba). A jak musiało to zabrzmieć zdanie o kobiecie w latach 20-30. XX w.? Na pewno odważnie i poważnie. A dziś? W dobie wy-emancypowanych kręgów kobiecych, wojujących feministek i ruchów genderowych to zdanie chyba musi powrócić z dużą siłą i nowym przesłaniem.

 

I wreszcie mój ulubiony komentarz do powyższego zdania.

Żadna kobieta nie jest tylko kobieta, ale jest AŻ kobietą.


Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
wtorek, 29 listopada 2011 18:35

Seks [nie] zakazany owoc w Biblii

Seks [nie] zakazany owoc w Biblii

 

„Gdyby nasze życie było muzyką, seks byłby crescendo”

M. Pearl

 

Jeśli spojrzeć na powszechnie funkcjonujące stereotypy, znajdujemy się w ambiwalentnej sytuacji. Z jednej strony świat zewsząd bombarduje nas seksem – w filmach, reklamach, gazetach, Internecie, poprzez pieprzne żarciki czy modę (zwłaszcza damską). Wszelkiego rodzaju programy telewizyjne i poradniki chętnie podpowiedzą, jak stworzyć odpowiedni klimat, w jaki sposób czerpać z seksu maksymalną przyjemność, jak się zabezpieczyć przed ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dylematem jest, czy iść do łóżka już na pierwszej randce, czy warto jednak „trochę” odczekać (dwa tygodnie? miesiąc? dwa? pół roku?) Ów „rozpasany” obraz silnie kontrastuje z tym propagowanym przez Kościół, gdzie stawia się przede wszystkim na czystość przedmałżeńską (i czystość w ogóle) oraz naturalne sposoby regulacji poczęć. Stosunkowo niewiele mówi się jednak w tych środowiskach o zmysłowej relacji między małżonkami. Tę „lukę w systemie” skwapliwie wykorzystują ateiści w swojej batalii przeciwko Kościołowi. Padają stwierdzenia typu: „Zabrania seksu”, „Pozbawia przyjemności”, „Ogranicza”.

 

Czy to znaczy, że Kościół potępia seks? Czy wierzący i praktykujący katoliccy małżonkowie powinni nastawić się stricte na prokreację, a rozkosze łoża odstawić na bok jako grzeszne i złe?

 

Michael Pearl w swojej książce proponuje na nowo przyjrzeć się „tym” sprawom, za punkt wyjścia i najlepszy przewodnik obierając… Biblię! Autor zdaje sobie sprawę z wielorakich mitów, jakie narosły na temacie miłości zmysłowej oraz poczucia winy, jaki staje się udziałem wielu par chcących żyć „po Bożemu”. Wykorzystując cały szereg różnorodnych fragmentów z Pisma Świętego (m.in. z Ksiąg: Rodzaju, Ezechiela, Izajasza, Ozeasza, Psalmów oraz Ewangelii, Listów Apostolskich i Apokalipsy) stara się pokazać i udowodnić, że cielesny związek między małżonkami jest nie tylko niewyobrażalnie piękny, ale też dobry, gdyż jest darem od samego Stwórcy!

 

„Jeśli czujecie, że erotyczna przyjemność między mężczyzną a jego żoną jest niegodna świętości Boga, że nie jest równie wzniosła i święta, jak najbardziej szczere uwielbienie dla Niego, to nie jesteście w harmonii z Bogiem i wasze sumienie potrzebuje Bożej instrukcji. Nie przestawajcie teraz czytać”.

 

Co więcej – natchnieni autorzy Pisma Świętego niejednokrotnie sięgali po „miłosne” metafory, aby zobrazować relację między Bogiem a człowiekiem, czego najbardziej ewidentnym i znanym przykładem jest cała Pieśń nad Pieśniami. I właśnie tej niezwykłej, pozornie tak niepasującej do reszty Biblii księdze autor Seksu… poświęca szczególną uwagę. Przekłada jej treść na bliższą i bardziej zrozumiałą dla współczesnego czytelnika, okraszając ją przy tym niezwykle interesującymi i inspirującymi komentarzami. Co ciekawe (i równocześnie nieco kontrowersyjne), skupia się na literalnym, a nie metaforycznym odczytaniu PnP:

 

„Jeżeli sprzeciwiasz się uznaniu seksualnej zawartości Pieśni Salomona za ważną i mającą praktyczne zastosowanie dla wszystkich zamężnych par, to ty najbardziej jej potrzebujesz”.

 

W tej fascynującej, choć niewielkiej rozmiarowo książce małżonek z trzydziestoletnim stażem akcentuje także istotne miejsce seksu w życiu męża i żony, porusza kwestie poczucia winy (i przezwyciężenia go) czy wynaturzeń w sferze erotycznej.

 

Ogromną zaletą tej książki jest to, że świetnie łączy erudycyjny, teologiczny wywód z osobistymi refleksjami i przeżyciami autora. Wspaniale się ją czyta, strona po stronie coraz bardziej zachwycając się fenomenem tego niezwykłego daru, jakim jest płciowość, zdolność do wspólnego przeżywania jej i dopełniania się w akcie miłości małżeńskiej.

 

Polecam!

 

Michael Pearl, Seks [nie] zakazany owoc w Biblii (Holy Sex, Songs of Salomon), Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2011.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
wtorek, 23 grudnia 2008 15:34

Czy jestem piękna? O kobiecym pragnieniu adoracji

Czy jestem piękna? O kobiecym pragnieniu adoracji

„Kobieta bardziej niż mężczyzna jest wrażliwa na to, jak się ją widzi. Potrzebuje uznania, potrzebuje podobać się, być podziwianą, a w głębi – by ją kochano. Być może jest to tęsknota za pierwszym zachwytem Mężczyzny-Adama nad Kobietą-Ewą, za tym spojrzeniem, które spowodowałoby, że stałaby się w pełni kobietą i szczęściem dla mężczyzny.” (Jo Croissant, „Kobieta. Kapłaństwo serca.”)

 

Jedna z najprostszych różnic między kobietą a mężczyzną? - spytał mnie kiedyś pewien kierownik duchowy i po chwili sam odpowiedział. - On musi działać, ona musi być adorowana.


Najpierw jako mała dziewczynka przebierająca się w sukienki mamy i pytająca całe otoczenie, czy jest piękna. Jako ta, która ciągle szuka zainteresowania rodziców. Następnie jako panienka uwielbiająca spojrzenia kolegów, ich komplementy, małe prezenty. A w końcu jako żona ciesząca się z każdej oznaki adoracji ze strony męża oraz jako matka – uwielbiana przez swoje dzieci. To jest tak naturalne jak zioła pomagające przy chorobie, to najbardziej adekwatna cecha, zawierająca w sobie wszystkie inne atrybuty kobiecości. Kobieta chce być Urzekająca, o czym nawołują wciąż państwo Eldredge’owie. (patrz: Stasi Eldredge, „Urzekająca”).

 

Nie ma nic złego w takim pragnieniu serca kobiety, tak jak nie było niczego niestosownego w zachwycie Adama nad pięknem kobiety. Pielęgnować tą właściwość? Szczycić się nią? A może ją ujarzmić? Ale jak? Wydarza się zwykle coś (zwłaszcza w tak zwanej „współczesności”), co powoduje powątpiewanie w uzasadnienie mnie jako Osoby Adorowanej. Bo oto ktoś mnie wyśmiewa, że czegoś nie potrafię; bo tata nie patrzy, kiedy do niego przychodzę; bo mama krzyczy, żeby się nie stroić; bo koleżanki są zgrabniejsze i inteligentniejsze; bo moje dziecko wcale nie lgnie do mnie-mamy, tylko do taty. Czy oby na pewno jestem piękna? Czy raczej jest to niespełnione marzenie bycie-kimś?

 

„Upadek przemienił jednak tę specyficzną łaskę w kruchość, i słabość ta często przysparza kobiecie kłopotów, skłaniając do wyborów, podporządkowują ją i czynią z niej czyjąś niewolnicę. W ten sposób zasklepia się ona w wizerunku kobiety powierzchownej, kobiety-przedmiotu, wizerunku, który kłóci się z tym, czy jest ona w głębi…” (Jo Croissant, „Kobieta...”)

 

Czym jestem w głębi? Czy w głębi jest coś, czy ktoś? Dlaczego o głupich kobietach mówimy, że są puste? I co oznacza ta pustka? Czy pusta jest w głębi i może nią być?

 

Lubię, kiedy rozmówca patrzy mi w oczy. A także kiedy dobrze czuję się nie tylko w swoim ciele, ale też w otoczeniu innych kobiet. Ale czasem „dziś” jest nie-do-wytrzymania. Bo dziś jest „czasem” ideałów wirtualnych, mechanicznych, w które nie wierzę, w które powątpiewam, ale w które brnę jak w pozornie płytką wodę. Brniemy. Toniemy. To dziś ma znamię grzechu pierworodnego. Ona nie jest już tak piękna jak w Raju. On nie patrzy na nią już tak wtedy – nie w takim zachwycie, nie w tak czystym spojrzeniu. Ale... Przecież jesteśmy zbawieni. Przecież jesteśmy zdolni i do czystości, i do miłości, i do głębokości.

 

Ale też do upadania – w kult ciała, w kult intelektu, w kult świecidełek i aromatów. Czy kobieta walczy o spojrzenie? Adorować można także siebie samego – w lustrze, albo też w innym człowieku: „kochać się w kimś” to tyle co kochać siebie samego w drugim człowieku – w jego reakcji na mnie, w jego uwielbieniu dla mojej osoby. Ale to ułuda. Ludzkie patrzenie staje się podobne do krzywego zwierciadła, który zniekształca postać, jej piękno i prawdę. Bo czyż nie zepsuty mamy wzrok? Czy możliwe, że sami jesteśmy zepsuci? Druga teoria nie byłaby wcale zła, gdyby nie fakt, że jest Ktoś Większy, Ten, którego Wzrok obejmuje całość człowieka i ma w nim ani obłudy, ani pobłażliwości, ani bałwochwalstwa. Wzrok Boga jako Miłości. Spojrzenie Jezusa z miłością na człowieka.

 

„Ponieważ zwrócenie się ku sobie, jest naturalną skłonnością, musimy stale zwracać się ku Bogu, pozwolić Mu na siebie spoglądać. Oto zapominając o sobie, odnajdujemy siebie. Jego spojrzenie nas uzdrawia. Jedynie On może wniknąć naszą intymność, nie raniąc. Jedynie On może obnażyć nasze ubóstwo, nie odbierając nam nadziei. To jego miłość nas ocala.” (Jo Croissant, „Kobieta...”)

 

Czy Bóg może dać nam Swoje Oczy? Czy możne dać patrzącym na nas Swoje źrenice? Może. Tym, którzy naprawdę kochają, Bóg daje spojrzenie w prawdziwej Miłości.

Opublikowane w Kobieta
Czytaj więcej...
niedziela, 29 stycznia 2012 21:14

Do kobiety

Do kobiety

W 1995 r. Jan Paweł II napisał List do kobiet, w którym wyraził swój zachwyt i podziw dla wszystkich kobiet, które pomimo często trudniejszych warunków, potrafią w niezwykły sposób wnosić w świat i we wszystkie sfery życia swoje kobiece dary, swój "kobiecy geniusz".

 

28.01.2012 uczestniczki warsztatów "Dobra Nowina o Kobiecie!" napisały dwa przejmujące listy skierowane do każdej Kobiety.

 

 

Droga Kobieto!

Z całego serca życzymy Ci, abyś dostrzegła swoją cudowną unikalność i piękno.

Twoje życie jest cennym darem i jest wartością samą w sobie.

Życzymy Ci, abyś miała odwagę wsłuchać się w swoje serce i pójść za swoimi pragnieniami.

Zaufaj swojej intuicji i sile, która jest w Tobie.

Dojrzyj w sobie talenty i rozraduj się nimi.

Bądź sobą, bo tego naprawdę oczekuje świat i właśnie to przyniesie Ci szczęście!

 

Aneta, Patrycja i Ela

 

 

Droga Kobieto!

Jesteś wyjątkowa - zawsze o tym pamiętaj, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdziesz.

Zaufaj Bogu, bo On najpełniej odkrywa w Tobie pokłady czułości, wrażliwości i piękna!

Masz w sobie wszystko, żeby być pięknym, pełnym i wyprostowanym człowiekiem.

Jeżeli kiedykolwiek poczujesz lęk, pamiętaj od Kogo czerpać siłę, a On nigdy Cię nie zawiedzie i da Ci poczucie bezpieczeństwa.

Odnowi w Tobie dary, które złożył w Tobie z chwilą Twych narodzin. Dziel się tym z innymi ludźmi, bo tego, co masz, starczy i dla nich.

Staraj się zawsze szukać w innych dobra, pamiętając, że oni także mają potrzebę bycia kochanymi.

Nie bój się realizować pragnień swojego serca.

Naprawdę jesteś tego warta!

 

Małgosia, Asia, Ola

Opublikowane w Kobieta
Czytaj więcej...
niedziela, 18 stycznia 2009 00:00

Nie czytać! ŻARTOWAŁEM ;-)

Nie czytać! ŻARTOWAŁEM ;-)

Dochodzi już godzina 1 w nocy. To dobra pora dla faceta. Czas, kiedy jego umysł już poskładał to i tamto. Spróbuje coś napisać, bo już kilka osób pytało się, czy napiszę... hmm... czyżby czekali na moje wypowiedzi? (buźka z przymrużeniem oka - moja Pani nie pozwala mi wstawiać emotikon).

 

No to kilka refleksji na start..

 

Drogi Czytelniku, co sobie pomyślałeś, kiedy zobaczyłeś księżniczkę i rycerza na naszej stronie? Ciekawe pytanie. Spróbuje się wczuć w użytkowania sieci.


Genowefa*: o, jakie to słodkie, ojoj.
Olaf*: brzmi ciotowato, serwis dla "panienek".
Aleksandra*: W jakim oni świecie żyją?
Dionizy*: chrześcijańscy lalusie.
itd. itp.


Oczywiście, mogę się mylić. Do czego zmierzam? Otóż spójrzcie: kochamy romantyczne komedie o dzielnych facetach, którzy stają na głowie dla swoich dam, Pań czy lasek, jak kto woli. Ona jest słodka, delikatna, On taki mężny wojak. No jak się to ogląda, to nawet facetom w serducho robi się miło (choć pewnie się do tego nie przyznają). Każdy mały chłopiec chce być bohaterem, a każda mała dziewczynka chce być najpiękniejsza. Te ideały są w naszych sercach, a później przez lata karmią się romantycznymi bajkami, filmami i historiami. Co dalej? Przychodzi życie i... czar pryska. Okazuje się jednak, że wcale nie jest tak cudownie. Dziewczyna ma w sobie ideał Księcia, a facet hmm, no nie do końca go realizuje. Lipa. Zerwać z nim, znaleźć lepszego? Zaczyna się błędne koło, w którym coraz bardziej idealizujemy Miłość, czyniąc ją nie z tego świata. Jaki jest tego efekt? Obniżamy nasze wymagania, rezygnujemy z marzeń, bierzemy pierwsze lepsze z ulicy tylko po to, by poczuć, że jednak ktoś mnie kocha. Cieszymy się duperelami. A potem to już leci.

 

I moi drodzy, nagle człowiek, który pragnie Kochać i być Kochanym, staje się EGOISTĄ (Dla niewtajemniczonych przypominam, że EGOIZM jest przeciwieństwem Miłości, w miłości najważniejsze jest Ty poprzez, które widzę Ja, a w egoizmie ważne jest tylko JA). 
Może trochę generalizuję, nie zawsze musi tak być, ale chcę pokazać pewien schemat, który pewnie i w moim życiu nie raz wziął górę.

 

Otóż mam Dobrą Nowinę! Prawdziwa Miłość istnieje!
Faceci! Warto być, a nawet trzeba być Rycerzem!
Panie! Jesteście Księżniczkami!
Jedno i drugie to wielkie słowa, trzeba je zrozumieć. Mam nadzieję, że ten blog będzie to przybliżał! 
Nie dajcie się oszukać światu, który próbuje brutalnie z Miłości uczynić Egoizm! Nie dajcie się oszukać, bo stracicie prawdziwą Miłość i szczęście!

 

Dziś to na tyle. Idę spać. Mam nadzieję, że nie było zbyt brutalnie...

Do roboty chłopy o swoje męstwo, przyszedł czas walczyć.
Panie, nie zatracajcie swojego piękna nie tylko tego zewnętrznego, ale przede wszystkim tego ukrytego w waszej kobiecości.

 

Dobranoc.  



* Zbieżność imion przypadkowa (buźka z przymrużeniem oka)

Opublikowane w .:BLOG:. Z rycerskiego szlaku
Czytaj więcej...
poniedziałek, 26 stycznia 2009 19:45

Jestem kobietą!

Jestem kobietą!

Nie byłam nigdy chudzielcem. Tak to jest. Miałam za to kobiece kształty. Czasem aż za bardzo albo za szybko po prostu. Nie akceptowałam ich a każdy komentarz co do wyglądu był przykry (bo negatywny). Choć z perspektywy czasu widzę, że nie byłam gruba. Nie tak, jak to widziałam. Myślałam, że to jest przyczyna wszystkich moich problemów, mojej małej atrakcyjności i nawet nie chciałam myśleć, co będzie dalej, gdy dorosnę…

 

Ale kiedyś w końcu, będąc młodą nastolatką zebrałam się w sobie i rozpoczęłam skuteczną dietę. Kilogram po kilogramie… W ciągu kilku miesięcy zgubiłam ¼ masy ciała. I wyglądałam potwornie. Ale dla siebie już bardziej zadowalająco. Nie potrafiłam przestać. Bałam się, że kilogramy mogą powrócić. Żołądek skurczył się, włosy przypominały miotłę, skóra podobnie, byłam bardzo słaba. Co by tu dużo nie mówić - zachorowałam na anoreksję. Oczywiście, utrata na wadze nie wpłynęła pozytywnie na moją atrakcyjność ani na pewność siebie. Jakkolwiek najważniejsze w tym, co chcę powiedzieć, jest to że oczywiście straciłam okres. (A miałam go wcześniej od blisko 3 lat.) Wszystkie komentarze co do tego, że mogę mieć problemy np. z zajściem w ciążę nie bardzo mnie martwiły. Jeszcze lepiej – myślałam.


Jakkolwiek w ciągu kilku kolejnych miesięcy dzięki pomocy rodziców, psychologa i lekarzy udało mi się „wyjść” z tego. Chciałam wyjść z tego stanu osłabienia połączonego z silną depresją, ale nie chciałam wrócić do swojej wagi. Przytyłam więc tyle, ile było wymagane i wiedziałam, że tej cienkiej granicy przekroczyć nie chcę.


Oczywiście okres sam nie wrócił.  Kilka razy sztucznie był wywoływany. Ale potem i tak robił, co chciał. Generalnie przyjęłam, że taką mam „urodę” i mam nieregularne cykle. A przez kolejne kilka lat trzymałam swoją „dobrą” wagę. Nie chciałam powracać do stanu początkowego. Chciałam mieć te 15% mniej niż kiedyś.


Zakochałam się na studiach. Bardzo poważnie. Ta osoba bardzo szybko dowiedziała się o moich wcześniejszych problemach i oczywiście, była wyczulona na wszelkie formy unikania obiadów. Powoli, sukcesywnie moja figura zaczęła się zaokrąglać. Często poprzez łzy i złość. Przeplatana próbami zmian i wielką Jego miłością. „Jesteś najpiękniejsza.”


Po kilku miesiącach stała się rzecz niebywała i trwa już bardzo długo. Otóż okazało się, że moje hormony są w jak najlepszym porządku, po mamie odziedziczyłam niemal podręcznikową długość cykli. Zrozumiałam, że tak naprawdę zawsze sama hamowałam swoją kobiecość. Kiedy kobieta chudnie organizm dostaje sygnał: „Jest niedobrze. Głód. Bieda. Nie będzie owulacji. To niedobry czas na dziecko.” Mój organizm przez kilka lat był chyba tak oszukiwany.


Jest to dla mnie cud. Piękne pokazanie, jak Bóg idealnie mnie stworzył.


Nie jestem lekarzem, ale odnoszę wrażenie, że moja sytuacja może być podobna do wielu innych. Kobiety skarżą się na nieregularne cykle (nie neguję, że tak często jest zupełnie bez ich winy!), ale mogą zdarzać się takie przypadki z własnej winy. A potem jest to oczywiście pretekst do regulowania cykli, do antykoncepcji, do niemożliwości rozpoznawania dni płodnych i niepłodnych.


Odkryłam, że jestem kobietą. I że Bóg chce mojej płodności, mojej kobiecości.


Życzę tego wszystkim kobietom!

 

Danka

Opublikowane w Strefa Świadectw
Czytaj więcej...
środa, 01 czerwca 2011 07:46

Intymna rozmowa

Intymna rozmowa

Fragment rozmowy Lindy i Lorraine, autorek Intymnych spraw

 

Linda: Niesamowite są również opowieści kobiet, z którymi się zetknęłyśmy. Myślę tu na przykład o Renee, której mąż Ryan był niewidomy od urodzenia. Ryan nigdy nie widział kobiecego ciała, ani na filmie, ani w rzeczywistości. Renee opowiedziała nam, jak bardzo zależało jej, żeby ich pierwszy raz był wyjątkowy. Wzięła więc igłę z nitką i na cieniutkim materiale swojej nocnej koszul­ki na obu ramionach wyszyła Braille’m wersety z Pieśni nad Pie­śniami. Kiedy po weselu znaleźli się sami, Renee ubrała koszulkę, podeszła do Ryana i go pocałowała. Potem wzięła jego dłonie i po­łożyła je sobie na ramionach. „Kochanie, napisałam ci wiadomość. Potrafisz ją przeczytać?”.

 

Palce Ryana przesuwały się po wyszytych słowach, które mu do­ręczono „do rąk własnych”. Na jednym ramieniu Ryan przeczytał: Usta jego przesłodkie, a na drugim Taki jest miły mój, taki jest przyja­ciel mój (Pnp 5, 16). Potem zsunął ręce niżej, gdzie odkrył: Jedzcież, przyjaciele, pijcie, upajajcie się, najdrożsi! (Pnp 5, 1). Jego ręce zsunęły się jeszcze niżej.

 

Powoli odkrywał miękkie krągłości jej ciała, a potem zawołał w zachwycie: „Więc tak wygląda kobieta!”.

 

Lorraine: Być może dobrze byłoby, gdybyśmy wszyscy na jakiś czas oślepli. Może wówczas zobaczylibyśmy siebie takimi, jakimi chce nas widzieć Bóg.

 

Linda: A tobie, Lorraine, kto najbardziej utkwił w pamięci?

 

Lorraine: Connie.

 

Linda: To ta kobieta na wózku?

 

Lorraine: Tak, ponieważ otrzymałam od niej prawdziwą lekcję pokory. Nie wiem, czy pamiętasz, Lindo, ale stałam akurat na po­dium i opowiadałam zebranym kobietom o wizerunku swojego cia­ła i narzekałam, jak trudno jest nam żyć pod presją mediów, które promują kobiety idealne: młode, bez zmarszczek, bez tłuszczu. I kiedy tak stoję i opowiadam o tym wszystkim, patrzę w dół, a tam, w środkowym rzędzie, dokładnie na wprost mnie siedzi śliczna młoda kobieta na wózku inwalidzkim, bez rąk i bez nóg. Moje usta mówiły nieprzerwanie, ale w głowie zakotłowało mi się od myśli: Co ona musi sobie o mnie myśleć! Stoję tu i marudzę o rzeczach, które jej muszą się wydawać zupełnie niepoważne. Było mi wstyd.

 

Odszukałam ją po konferencji i zapytałam o to, o co musiałam zapytać. Spojrzałam prosto w jej ciepłe, brązowe oczy, nie zważając na jej kalekie ciało. „Connie, o czym myślałaś, kiedy opowiadałam o obrazie własnego ciała? Poczułaś się urażona? Pomyślałaś: kobie­to, przestać się żalić, bo nie masz na co?”.

 

Connie się zaśmiała, ale nie było w jej śmiechu ukrytego wy­rzutu. Był to raczej pełen empatii i zrozumienia chichot. Wciąż się zaśmiewając, powiedziała, jak wiele się dowiedziała podczas tej konferencji, a potem dodała: „Lorraine, każda kobieta ma problem ze swoim ciałem. Ja na szczęście poradziłam sobie z tym wiele lat temu i dziś mogę powiedzieć, że jestem ze swojego ciała całkiem zadowolona. Przyszłam tu, bo wiem, że mam fatalny stosunek do mojego męża, jeśli chodzi o seks. Ty i Linda bardzo mi pomogłyście w zmianie sposobu myślenia. Dziękuję wam”.

 

Od tamtej pory, zawsze kiedy chce mi się ponarzekać na to, jak wyglądam, wspominam tamtą uroczą kobietę, która poradziła so­bie z problemami z własnym ciałem, i to dodaje mi sił, aby zrobić to samo.

 

Linda: Kolejną osobą, która utkwiła mi w pamięci jest kobieta, która urodziła dziecko dzięki Intymnym sprawom.

 

Lorraine: Ach tak, pamiętam. Żona pastora, która nie potrafiła się zmusić do uprawiania seksu ze swoim mężem, ponieważ padła ofiarą przemocy seksualnej w przeszłości. Intymny dotyk przywo­ływał w jej pamięci bolesne chwile. Przeczytała książkę, uczestni­czyła w dziesięciogodzinnej sesji wykładów, a potem opowiedziała, jak bardzo nie może się doczekać, aż wróci do domu i pozwoli sobie na intymne zbliżenie z mężem. Po dziewięciu miesiącach dowie­działyśmy się, że urodziła dziecko – dziewczynkę!

 

Jest to fragment książki L. Dillow i Lorraine Pintus, Intymne sprawy. 21 pytań na temat seksu, które zadają sobie kobiety, wyd. Esprit

Opublikowane w Seksualność
Czytaj więcej...
piątek, 04 listopada 2011 11:32

Spojrzał, dodał mi urody

Spojrzał, dodał mi urody

Wisława Szymborska Przy winie

 

Bardzo kobiecy wiersz. Nie tylko dlatego, że autorką jest wybitna polska poetka i noblistka – Wisława Szymborska, a osobą mówiąca w utworze – bez wątpienia przedstawicielka płci pięknej. Moim zdaniem ten wiersz jest kobiecy przede wszystkim dlatego, ponieważ doskonale ukazuje to, co jest wpisane w naturę każdej Kobiety – pragnienie bycia piękną, akceptowaną, kochaną.

 

Spojrzał, dodał mi urody

a ja wzięłam ją jak swoją.

Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

 

Jak rewelacyjnie pisała Stasi Eldredge w Urzekającej, Kobieta pod wpływem miłości rozkwita. Nawet jeżeli wcześniej mogła wydawać się zupełnie przeciętna albo wręcz mało atrakcyjna, zaczyna rozświetlać Ją wewnętrzny blask, a piękno, którym promienieje, ogarnia każdego, kto znajdzie się w pobliżu. Nie chodzi wcale o walory fizyczne: długie, gęste włosy, ładne nogi, zgrabną sylwetkę. Dla Kobiety niezmiernie istotna jest bowiem świadomość, że jest wspaniała i jedyna w swoim rodzaju. Że ma coś, co w wyjątkowy sposób wyróżnia Ją spośród innych kobiet, coś tylko dla Niej charakterystycznego, co budzi w kimś podziw. Równocześnie ma jednak tendencję do przesadnego samokrytycyzmu. Koncentrując się na swoich mankamentach, często nawet nie zdaje sobie nawet sprawy z własnych zalet. Jest zaskoczona, kiedy On zachwyci się Jej uśmiechem, kształtem dłoni, miękkością włosów, jakimś małym gestem. Pomaga dostrzec w Niej to, co najpiękniejsze. I właśnie ten sposób… On dodaje Jej urody.


Pozwoliłam się wymyślić

na podobieństwo odbicia

w jego oczach. Tańczę tańczę

z zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.[…]

Śmieję się, przechylam głowę

ostrożnie, jakbym sprawdzała

wynalazek. Tańczę, tańczę

w zdumionej skórze, w objęciu,

które mnie stwarza.

 

Ostatnio czytając książkę do poduszki, natrafiłam na takie zdanie „Każda z dwóch kochających się istot nieświadomie i mimo woli kształtuje się według wymagań drugiej, pracuje nad tym, by upodobnić się z ideałem, który widzi w drugim sercu…”.  Ładne i… prawdziwe.

 

Kiedy Ona jest w Jego ramionach, czuje się szczęśliwa, wybrana. Bo gdy spojrzy w Jego oczy, widzi w nich szczery zachwyt. Dostrzega też odbicie kobiety – pięknej, wspaniałej, silnej, czułej… I nagle okazuje się, że ta kobieta to… Ona! Nie poznaje samej siebie! Jeszcze niedowierzając, chce dorównać temu cudownemu obrazowi, jaki On stworzył. Z wolna zaczyna jednak inaczej postrzegać swoją osobę – jako wyjątkową. To niespodziewane odkrycie i wypływająca z niego radość rozpierają Jej serce tak, że unosi się ponad rzeczywistość – już nic nie jest nudne, smutne, za trudne. Jest jak barwny motyl, delikatny, lekki, zwiewny.

 

Stół jest stołem, wino winem

w kieliszku, co jest kieliszkiem

i stoi stojąc na stole.

A ja jestem urojona,

urojona nie do wiary,

urojona aż do krwi.[…]

Ewa z żebra, Venus z piany,

Minerwa z głowy Jowisza

były bardziej rzeczywiste.


I wtedy pojawia się pytanie: jaka właściwie jest Jej prawdziwa natura? Czy to ta, którą zna (lub wydaje jej się, że zna) czy też ta przez Niego „urojona”? A może jedna i druga? Do tej pory Ona była przekonana, że nic, ale to nic na świecie nie jest tak pewne jak to, że JEST. Oraz – JAKA jest. Ale teraz właśnie to wydaje się najmniej pewne…

 

Mówię mu, co chce: o mrówkach

umierających z miłości

pod gwiazdozbiorem dmuchawca.

Przysięgam, że biała róża,

pokropiona winem, śpiewa.

 

Kochająca kobieta czuje potrzebę bycia integralną częścią życia swojego Mężczyzny. Lubi z Nim rozmawiać o wszystkim – o Jego pracy, pasjach, sukcesach kłopotach. O wspólnej, bliższej lub dalszej, przyszłości. O każdym, nawet najmniejszym elemencie rzeczywistości, który w jakikolwiek sposób się z Nim łączy. Bo Ona chce czuć, że jest Mu potrzebna, że daje Mu wsparcie nie tylko swoją radą, ale nawet samą tylko obecnością. Obdarza Go swoim pięknem. A On poprzez Nią utwierdza się w swojej męskości tak, jak Ona umacnia się w kobiecości.


Kiedy on nie patrzy na mnie,

szukam swojego odbicia

na ścianie. I widzę tylko

gwóźdź, z którego zdjęto obraz.

 

Starotestamentowa Oblubienica deklaruje: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego”, szuka swojego Ukochanego oraz chce być w Jego oczach piękna. Jest to część Jej własnego „JA”. Podobnie czuje każda kochająca Kobieta – wieki temu, dzisiaj, za tysiąc lat.

Opublikowane w Strefa Sztuki
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane