Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Wyświetla wpisy wg etykiety: filozofia
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie, jednak bez chęci zawładnięcia drugim." (Phil Bosmans)
"Serca przepełnione miłością nigdy daleko od siebie nie odejdą" (Elen White)
"Dzięki miłości biedny jest bogaty. Z braku miłości bogaty jest biedny." (łacińskie)
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi." (Stefan Wyszyński)
"Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał." (S. Żeromski)
"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym." (George Sand)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)
"Miłość jest jak słońce. Ten, którym zawładnęła, może zrezygnować z wielu spraw. Komu jej brakuje, temu brakuje wszystkiego." (Phil Bosmans)
"Prawdziwą miłość poznaje się nie po jej sile, lecz po czasie jej trwania" (Robert Paulet)

Subskrybuj RSS
piątek, 28 listopada 2008 19:22

Czystość w sepii

Czystość w sepii

Dlaczego czystość została zanegowana, ośmieszona i zabrudzona, dlaczego stała się jakby infantylna, obca i abstrakcyjna? Nie chcę równie abstrakcyjnych, zawikłanych albo zbyt błahych odpowiedzi. I oto przychodzi z wytłumaczeniem nie kto inny jak właśnie Karol Wojtyła.



Resentyment polega na błędnym, wypaczonym stosunku do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. Chodzi o to, że wyższa wartość domaga się większego wysiłku woli, jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, co w rzeczywistości jej przysługuje, widzimy w niej wręcz jakieś zło, choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. Resentyment posiada, jak widać, znamienne cechy tej kardynalnej wady, jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo (acedia) jako „smutek płynący stąd, że dobro jest trudne”. Sam smutek jeszcze nie fałszuje dobra, a nawet pośrednio podtrzymuje on w duszy uznanie dla jego wartości. Resentyment idzie jednak dalej: nie tylko fałszuje obraz dobra, ale doprecjonuje to, co powinno zasługiwać na uznanie, aby człowiek nie musiał z trudem podciągać siebie do prawdziwego dobra, ale mógł „bezpiecznie” uznawać za dobro to tylko, co jemu odpowiada, co dla niego wygodne. Resentyment mieści się w mentalności subiektywistycznej: przyjemność zastępuje tu nadrzędną wartość.

(Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność)

Czystość można by dziś oprawić w ramkę i postawić w muzeum w odległej gablocie. Czystość próbuje się dziś nieudacznie (pod szyldem artyzmu) malować jako czaro-białą fotografię (bo zdjęcia są wszechobecne i bardziej rzeczywiste) albo coraz częściej w sepii, bo modnie. Tak jak modne są ostatnio suknie ślubne ecrui. A tymczasem czystość nie tylko jest biała (choć to szczególnie), ale jest kolorowa. Zupełnie jak tęcza i jak prawo rozszczepiania światła. Ale to piękno wysublimowane i całkiem inne od gryzących i atakujących barw bilbordów i reklam. A jednak rozszczepianie wiązki światła wymaga cierpliwości, uważności i za-pragnięcia.

Uderzył mnie dzisiejszy mechanizm spychania cnoty czystości w naszej świadomości i w kulturze tak stanowczo i dogłębnie zbadany przez Wojtyłę. Ostatnio dużo się mówi. Wolność słowa dopuszcza coraz więcej głosów. Kolejna moda. Czasem ktoś w telewizji poprowadzi wywiad z młodymi zdeterminowanymi, zadając bardzo niezręczne pytania. Czasem ktoś napisze świetny tekst do gazety (katolickiej!), który nie wyjdzie dalej. Choć wątpliwe, czy trafiając w świat, nie trafiłby w próżnię. Czasem ktoś odważnie powie wśród znajomych o swoich doświadczeniach czystości, a potem szybko zamilknie. Światowi, którzy zaczynają brudzić się, nie twierdzą nigdy, że czystość jest trudna. Mówią tylko, że Ona nie jest, odbierając jej status ontologiczny. O trudzie czystości mówią jedynie walczący o czystość. Rzeczywiście, nie chodzi o wygodę. Ci, którzy zasmakowali czystości (i owocnie ją przepracowali, wymalowali) powiedzą, że jest piękna. Dopiero spotkanie z Nią i doświadczenie Jej pozwala tak stwierdzać. Ci, którzy Jej nie poznali – nie mają prawa głosu, dusząc jej moc nawet bez przyzwolenia.

Czuję oklepanie tematu, wygładzenie Czystości albo do stanu nieważkości i nieistnienia (jest, ale dostępna aniołom), albo do stanu kliszy z sepii (możliwe, że była, ale nie ma Jej już i jest niedzisiejsza). A Ona jest realna, jest na wyciągnięcie Serca i rąk. Nie rąk świętych, ale dłoni, które umieją chwycić drugą dłoń i poczuć Człowieka, rozumiejąc, że Osoba to coś znacznie ponad ciało, że Osoba to całokształt. Czystość bytuje na wyciągnięcie... pługa czy miecza. Czystość jest pracą. Czystość jest walką. Ale nie walką z ciałem, ale właśnie z lenistwem, z letniością, z od-człowieczeniem. Jest postawą, która wymaga wysiłku, aby stać i nie przysiąść. I jest drogą. Nie celem, nie ideałem, który kiedyś-tam będzie do osiągnięcia. Jest drogowskazem. A właściwie: być może.

Wielkim odkryciem bywa zrozumienie, że czystość jest doświadczeniem dwojga ludzi: chociaż każdego z osobna, to jednak oboje są współtwórcami nowej jakości swej relacji, a właściwe podstawą dialogu. Czystość jest tworzeniem, integrowaniem. Jest nie tylko wstrzemięźliwością, ale też u-kochaniem drugiej Osoby danej. Jest skupieniem i przygotowywaniem, jest jednoczeniem serc, które prowadzi do doskonałego, mistycznego zjednoczenia ciał. Misterium czystości.

Czystość nie zabiera niczego światowego, co byłoby dobre. Ma wielkie zakusy budowniczego. I jedyne, co widzi, to parę ludzi: mężczyznę i kobietę w relacji ja-ty, w relacji miłości, która chce stać się komunią, współ-przeżywaniem, współ-oddaniem. Czystość to postawa fotografa. Oto taki jesteś i takiego Cię uchwycę. Oto taki jestem i takiego mnie Tobie oddam. Chcę widzieć Cię w kolorach. Nie chcę Cię malować, retuszować. Nie chcę zatajać, nie chcę nie-wiedzieć. Chcę poznawać, aby objąć Cię całego i chcę być Cały objęty. To, co robię ja, robisz Ty. Jeśli jednemu z nas nie wychodzi, to stara się on jeszcze mocniej na podobieństwo drugiego. Jak w zwierciadle. W najczystszym zwierciadle. Dopiero tam widzę Ciebie. A Ty mnie.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
poniedziałek, 01 grudnia 2008 21:30

Miłość i odpowiedzialność

Miłość i odpowiedzialność

Karol Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”

wyd. Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2001


Wedle uogólnienia: Filozofia nie jest dla ludzi prostych. Do poduszki nie czyta się traktatów i rozpraw. Nauka pierwsza mówi jedynie o meta-życiu, o meta-rzeczywistości, o meta-miłości. Ale tu sprawa ma się inaczej.

 

Czy Wojtyła mówi zbyt trudnym językiem? Nie. Mówi o miłości w sposób jej przynależny i adekwatny. Mówi jak poeta, odrywając się czasem od ziemi, ale wciąż do niej powracając. O miłości nie można mówić byle jak – głosiłaby zasada decorum. „Miłość i odpowiedzialność” to perfekcyjne spojrzenie na człowieka jako na osobę, uwypuklając cały jego wymiar duchowy, psychologiczny i cielesny. Człowiek nie jest tworem rozdartym, lecz spójnym naczyniem połączonym. Autor zaakcentował godność i piękno osoby oraz niezwykły wymiar Miłości. Fenomenalne spojrzenie zostało ukształtowane nie tylko przez wnikliwe studia, ale też kontakt i rozmowy z młodzieżą oraz dorosłymi. Praca z lat 60. nie traci aktualności, a właściwie staje się dziś jeszcze cenniejsza, gdy etyczny aspekt odpowiedzialności zostaje popchnięty na pobocze. Prorocze dzieło?...

 

Ludzie młodzi nie myślą o ślubie, bo „boją się odpowiedzialności”. Małżeństwa nie wytrzymują prób i rozwodzą się pomimo deklaracji, pomimo przysięgi, pomimo dzieci. Rozprzestrzeniona rozwiązłość seksualna i brutalne metody zapobiegania poczęciu nowego życia to całkowity brak odpowiedzialności za swoje czyny, za drugą osobę, za własną i cudzą godność. Ucieczka od problemów. Ucieczka od odpowiedzialności. Ucieczka od miłości.

 

To studium zachwyca i wstrząsa. Jak możliwe jest tak dogłębne przeniknięcie tajemnicy serca, seksualności i duchowości? (przez księdza!) To bez wątpienia arcy-dzieło (nie tylko dla filozofów), do którego nie raz wrócę, o którym nie raz tutaj przypomnę. Do nie-znudzenia. Do za-pamiętania. Do za-kochania! Do od-powiedzenia!

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
środa, 25 lutego 2009 21:54

Pragnę... Ciebie?

Pragnę... Ciebie?

Kiedy myślisz o osobie, którą bardzo kochasz, a która

jest na tyle daleko, że nie możesz jej zobaczyć

jest od długiego czasu tak odległa

- powiesz: „tęsknię”?...


Ja tak mówię. Nadużywam. I takie słowa słyszę. Lubię ten wyraz, choć napawa melancholią. Poczynając od matczynych i rodzinnych tęsknot aż do tych największych tęsknot do Ukochanego. Tęsknota jest piękna! - często słyszę od ludzi doświadczonych bardziej w miłości. Nauczcie się tęsknić do siebie! Ale co to oznacza tak naprawdę?


Zaczytuję się w „Filozofii Dramatu” i oto znajduję:

„Pragnienie jest jakby odwróceniem tęsknoty.

Tęsknota kieruje się w przeszłość, pragnienie zmierza w przyszłość, a może i dalej – ku samej wieczności”
(ks. Józef Tischner)



W takiej optyce filozoficznej tęsknota może być świadomością wszelkiego dobra i radości doznanych dzięki drugiej osobie. Również trudy, przeszkody pokonane razem. Tęsknota – to jakby patrzeć na całe wspólne życie wstecz i chcieć je przywołać. Patrzeć na swoją wcześniejszą samotność i nie chcieć do niej wracać.



„Pragnę cię” – jakże ostrożnie z takimi słowami w świecie ludzi wychowanych i ‘czystych’. Ale to właśnie pragnienie kieruje się naprzód (chyba przy tym pamiętając o przeszłym), jest siłą, dążeniem, ufnością, aktywnością. Pragnienie wielu szczytów, osiągnięć, przyjemności, ale też pragnienie Osoby  - tutaj w całkiem innym znaczeniu, bez uprzedmiotowienia.

Piękne pragnienie.

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
sobota, 10 stycznia 2009 16:38

Z biedy i dostatku

Z biedy i dostatku

„A Biedzie się zachciało, jako iż była uboga, dziecko mieć od dostatku; zaczem się przy nim położyła i poczęła Erosa.” (Platon, „Uczta” 203, b-c)

 

Mit o narodzinach Erosa umieszczony w Platońskiej „Uczcie” ma tłumaczyć istotę miłości, ma pokazać jej sedno. I cóż widzimy? Że rodziców Eros ma bardzo skrajnych: Biedę i Dostatek – dwa przeciwieństwa, dwie różne potrzeby, osobne światy. Chciałabym zatrzymać się na tych antonimiach, na twierdzeniu, że istotą miłości jest Pragnienie (płynące z ubóstwa) i przeciwstawne mu Przepełnienie (płynące nie tyle z bogactwa, co z samowystarczalności, z pełni).

 

„Miłość nigdy nie jest tak sobą, jak w chwili swych narodzin: tutaj zaprawdę jest jak ogień. Dlatego trzeba uchwycić owe narodziny miłości. Niewątpliwie to króciutka chwila; żarliwość miłości może jednak utrzymać jej stan narodzin, gdyż miłość stoi ponad czasem: właściwością miłości jest zdolność nieustannego rodzenia się. (…) w istocie pragnienie jest najsilniejsze właśnie w chwili narodzin.” (Marie-Dominique Philippe, „O miłości”,; komentarz do mitu o narodzeniu Erosa)

 

[Abstrahuję już od Platona. Ale wciąż pobrzmiewa ze swymi założeniami. Dźwięczy też komentarz o. Philippe.] A zatem początek miłości. Ona w nim jest sobą naprawdę. Ale co to znaczy dla przeciętnego człowieka? Czy miłość rodzi się między dwojgiem ludzi jak mityczny Eros? Czy potrzebuje akuszerki? Czy możliwe jest poronienie lub urodzenie miłości niepełnosprawnej? Jak to jest? Co do tego ma Bieda i Bogactwo?

 

Na myśl przychodzą mi młode miłości. Tak to się mówi. Ogniste. Miłości ludzi nie-doświadczonych, ludzi zapatrzonych, zdeterminowanych. Takie piękne miłości, czy może za-kochania. A może, precyzyjniej, ta chwila, kiedy pada decyzja: to będzie miłość – nie tylko uczuciowa, ale postawna, kształtna, solidna, uparta. To będzie wierność i uczciwość, i trwanie. Wtedy chyba wydarza się prawdziwe przyjście na świat. Odważne, płomienne, wspólnotowe. (I właśnie ta chwila może umacniać i ożywiać przyszłość. Bo przecież jest ponad czasem.)

 

Wielkość pragnienia popędza akt narodzin, bo już nie wytrzymuje nie-wypełniania. Pragnienie płynące z ubóstwa kieruje się ku pełni, ku wzbogaceniu. A tą obietnicą pełni-zjednoczenia jest drugi człowiek. Osoba drugiej płci, odmienna, ale jakże doskonale skonstruowana. Stąd kierunek pragnienia, stąd celowość, stąd intensywność. Nawet nie wiemy, jak wielkie są nasze pragnienia, co to za łaknienie. Nie te, które narzuca świat i otoczenie, ale te wewnętrzne – pragnienie za-kochania. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo, które może zadziałać w odwrotną stronę. Bo skoro jestem tak nędzny i nie mam nic, to na pewno nie mogę zaoferować czegoś wartościowego. Nie mogę kochać, ani nie mogę być kochany.

 

Dostatek natomiast ukazuje i podkreśla z jednej strony własną wartość, własne człowieczeństwo, a z nim godność i obfitość wewnętrzną. Kiedy ktoś dużo posiada, chce się tym dzielić, czasem przypominając fontannę, z której przelewa się ten naddatek. Z drugiej jednak strony bogactwo może zamydlić oczy. Bo skoro jestem w obfitości, to nie potrzebuję niczego więcej. Nawet miłości.

 

I jak tu kierować własną biedą i dostatkiem? Mit wypowiedziany przez Diotymę pokazał jasno, co wynikło: począł się Eros. (Zatem jest to możliwe. Miłość.) A co wynika współcześnie i życiowo, a nie mitycznie? A różnie. Bo różne są nasze wagi, nasze ludzkie podziały i ciążenia. Jesteś zbyt wspaniały, zbyt dobry! Albo: Jesteś do niczego! Znaleźć balans… Znaleźć złotą drogę do narodzenia miłości. Intuicja podpowiada, że trzeba poznać nie tylko słowa Platona, ale też prawdę o sobie i o drugiej osobie-wybranej. Trzeba dorosnąć. Trzeba się wysilić i odpowiedzieć. I nie bać się bólu. Ale bać się miłości-nigdy-nie-narodzonej. Bo najprawdziwszą istotą miłości jest istnienie.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 03 lutego 2009 19:10

O u-podobaniu

O u-podobaniu

>>„Podobać się” znaczy przedstawiać się jako pewne dobro, więcej: jako to dobro, którym się jest (należy to dodać w imię prawdy jakże ważnej w strukturze upodobania). Przedmiot upodobania, który występuje w polu widzenia podmiotu jako dobro, przedstawia mu się równocześnie jako piękno. Jest to bardzo ważne dla upodobania, na którym opiera się miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną. Wiadomo, że istnieje osobne, szerokie zagadnienie: problem piękności kobiecej i piękności męskiej. Przeżycie piękności idzie w parze z przeżyciem wartości tak, jakby w każdej w nich zawierała się jeszcze „dodatkowa” wartość estetyczna. „Urok”, „wdzięk”, „czar” – te i tym podobne słowa służą do określenia tego ważnego momentu miłości osób. Człowiek jest piękny i może się jako piękny „objawić” drugiemu człowiekowi. Kobieta jest na swój sposób piękna i może przez to swoje piękno stanąć w polu widzenia mężczyzny. Mężczyzna jest znów na swój sposób piękny, a przez to swoje piękno może stanąć w polu widzenia kobiety. Piękno znajduje dla siebie miejsce właśnie w upodobaniu.<<

(Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność)

 

Miłość jako upodobanie – tak zatytułował Karol Wojtyła jeden z rozdziałów „Miłości i odpowiedzialności” i podkreślił, że jest to pierwszy element w analizie miłości. Nie jest to ponadto jedynie jej jakaś poboczna część, ale całościowy, nieodłączny aspekt. „Podobasz mi się” – czyżby to było coś fundamentalnego dla związku dwóchosób, a nie jedynie igraszka-podryw, odważne pójście z duchem czasów?

Oczywiście istniejemy w świecie skrajności. Z jednej strony miłość jest tylko erotyczna, zmysłowa i innej nie ma – patrz media, patrz prasa, patrz ludzie. Z drugiej strony miłość jest tak oczyszczona z cielesności, że chciano by ją sprowadzić tylko do intelektualnego związku dwojga ludzi. A jest droga pośrodku? Jest zdrowe spojrzenie? Oczywiście. (Za Wojtyłą): „Upodobanie jest bowiem najściślej związane z poznaniem, i to z poznaniem umysłowym, jakkolwiek przedmiot poznania – kobieta czy też mężczyzna – jest konkretny i jako taki podpada pod zmysły.”

Podpada pod zmysły – jak to jest dobrze powiedziane! Spotykam kobietę/mężczyznę i czuję coś niezwykłego. Ale czekam na rozwój akcji. Przecież żaden manekin mnie nie urzekł. Trzeba więc rozpocząć proces poznawczy. Zaczynamy rozmawiać, a mój podziw i radość rośnie, z każdym słowem i gestem. To jest to! Z każdym momentem poznania niezwykłości danej osoby: tego, z jaką intonacją mówi, jak i kiedy się uśmiecha, jak się zwraca do mnie, jak siada. To wszystko stanowi obraz całej Osoby. I niekoniecznie wydarza się to w jednym spotkaniu. Daj Boże, aby nie dokończyło się tylko w jednym! Żeby tak ciągle można było odkrywać, zachwycać się i dziwić! A dlaczego urzeka? To już tajemnica. Nie kanon piękna, nie podany rysopis i zgodność z krzykiem mody. To pewne objawienie się właśnie jako piękno i dobro.

„Ta obustronna łatwość upodobania w sobie jest owocem popędu seksualnego, rozumianego jako właściwość i siła natury ludzkiej, ale siła działająca w osobach i domagająca się postawienia na poziomie osób.” (Wojtyła) W tym względzie nie ma zrozumienia częstokroć, to prawda. Bo „podobanie się” zatrzymuje się współcześnie (ale chyba nie tylko dziś) dla wielu na poziomie fizyczności. „Laski” i „ciacha” – to jest nic innego jak uprzedmiotowienie człowieka, sprowadzenie go do jego ciała, atrakcyjności, użyteczności. Jakże wiele mówi o nas nawet sposób, w jaki określamy swojego chłopaka/dziewczynę czy żonę/męża. Jeśli ona jest dla niego księżniczką, lubą czy oblubienicą, a on dla niej rycerzem, lubym, księciem – to można odetchnąć z ulgą.

Z czym łączy się jednak to upodobanie? - Z uczuciem i wolą. Z naszym nastawieniem: „chcę!” Wielu już wyklinało emocje, bo przecież ani tu myśleć logicznie, ale tylko głupstwa robić. A co mówi Wojtyła? „Już teraz jednak wypada powiedzieć, że uczucia obecne są przy narodzinach miłości właśnie przez to, że pomagają w kształtowaniu się upodobań mężczyzny względem kobiety, a jej w stosunku do niego.”

Zatem widzimy, zostajemy nawet o-czarowani niezrozumiale, a-racjonalnie. Wydaje się niekiedy, że już wiemy wszystko o drugiej osobie, a jednak… A jednak co i raz jawi się przed oczyma kolejny jej aspekt, nowa właściwość. Raz nie możemy nadziwić się blaskowi oczu, kolejnym razem – elokwencji czy sile, następnie – uduchowieniu, i znów – gracji, wyczuciu, itd. Jak w kalejdoskopie zmieniają się obrazy, jak na wybiegu, ukochana osoba zakłada coraz to nowe ubrania, coraz to inne światło na nią pada. Czy jest jej aż tyle? Nie. Jest wciąż ta sama z najróżniejszymi wartościami. Ale co najważniejsze – ponad tym widzieć wartość samej Osoby, czyli tego człowieka jako spójną, nierozdzielną Całość. „Każda bowiem osoba ludzka jest dobrem nad wyraz złożonym i poniekąd niejednolitym.” (Wojtyła)

Czy miłość jest ślepa? „Trzeba zaś liczyć się z tym, że istnieje tendencja zrodzona z całej dynamiki życia uczuciowego, która skłania, ażeby ten moment prawdy odwracać od przedmiotu upodobania, od osoby, a zwracać właśnie ku podmiotowi, ściślej zaś – ku samym uczuciom. Wówczas nie myśli się o tym, czy osoba naprawdę posiada te wartości, które się w niej z upodobaniem dostrzega, ale przede wszystkim o tym, czy uczucie, jakie się pod jej adresem zrodziło, jest prawdziwym uczuciem.” Jedni mówią, że jest, inni, że cierpi na daltonizm, a jeszcze inni każą poczekać na otrzeźwienie, bo o! o, wtedy jest dopiero miłość. Wojtyła pięknie wplata ten problem w ludzką strukturę upodobania, subiektywizmu. Miłość nie jest przecież racjonalna. Miłość jest poniekąd nie czasowa, ale wymaga czasu. Nadchodzi moment, kiedy stajemy przy prawdzie o przedmiocie upodobania także. Czy on rzeczywiście jest taki przystojny, czy mi się tak wydaje? Czy on naprawdę jest odpowiedzialny? Jeśli postrzegam go jako przystojnego – taki jest. Jeśli potwierdził odpowiedzialność – tez nie brak mu tej cechy. Ale jeśli ma wady i je widzę? To mogę go i z nimi pokochać, tylko muszę poznać ułomności i upodobać sobie Jego jako główną wartość i dobro, a nie same (i wyselekcjonowane!) cechy. (Wyobraźmy sobie taki podział: Kocham twoją inteligencję, kolor oczu i to, że tak wspaniale gotujesz! Ale za nic nie ścierpię twoich rozczochranych rano włosów, bałaganiarstwa i strachliwości! Czy nie lepiej po prostu powiedzieć: Kocham cię/Nie kocham cię…?) Idziemy bowiem wciąż za myślą Wojtyły: „Chodzi o to, ażeby żywić upodobanie po prostu do osoby, to znaczy, ażeby przeżywając różne wartości, które w niej tkwią, zawsze przeżywać wraz z nimi w akcie upodobania wartość samej osoby – to, że ona sama jest wartością, a nie tylko zasługuje na upodobanie ze względu na takie czy inne wartości w niej zawarte.”

Oczarowuje więc uśmiechem czy nie? Oczarowuje pięknem czy nie? Zdecydowanie tak! I on, i ona. Jakże często w Piśmie Świętym czytamy o Bogu, który upodobał sobie w kimś. Pan może zajrzeć i w serce, i w duszę. A człowiek? Rozważania tego zagadnienia tak kończy autor: „Wypada natomiast przypomnieć, że człowiek jest osobą, bytem, o którego naturze stanowi >>wnętrze<<. Prócz piękna zatem zewnętrznego trzeba umieć odkrywać również piękno wewnętrzne człowieka i w nim sobie także podobać, a może nawet w nim umieć podobać sobie przede wszystkim.”

Nie pozostaje zatem inna droga jak tylko szukać owego piękna drugiego człowieka i je przyjąć. Pozwolić się oczarować, A przy tym troszczyć się i o swój „blask”. Marquez kiedyś napisał: „Nie przestawaj się nigdy uśmiechać, ponieważ nigdy nie wiesz, ktoś może się zakochać w twoim uśmiechu”.

Czy to nadal aż tak abstrakcyjne? I tak nadal puste?

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
piątek, 03 grudnia 2010 20:42

Kochaj i rób, co chcesz

Kochaj i rób, co chcesz

Kochaj i rób, co chcesz


Nawet osoby, które nigdy nie czytały pism św. Augustyna, znają te słowa. Dobrze wiemy, w jakich okolicznościach są używane i kto ich nadużywa. To zdanie doczekało się bardzo szerokiej interpretacji,  szczególnie tej dosłownej. A może tak naprawdę nie wiemy, o czym pisał autor tych słów? Być może nasza piękna polszczyzna w zbyt okrojony sposób wyraża ową „miłość”?

 

Oryginał brzmi: Dilige, et quod vis fac. Nie zaczyna się więc słowem Ama, jak wielu sądzi (też tak sądziłam jeszcze niedawno). Jaka jest różnica w tych dwóch słowach? Według słownika łacińskiego:

Diligo,ere: ‘wysoko cenić, poważać, lubić’

Amo,are: ‘kochać, miłować’

 

Augustyn przekazuje więc, że nasza miłość oznacza dostrzeżenie wartości, spotkanie z konkretnym dobrem. Najbardziej cenimy przecież nie byle co. Wysoko cenimy nie poprzez pożądliwość, ale przez intelektualny wgląd i przez właściwe uczucia. Podobnie można określić poważanie. W słowniku zawarto też wyraz ‘lubić’. Czy to osłabia Augustyńskie „Kochaj”? Postawa lubiącego wydaje mi się bardziej racjonalna i przemyślana niż postawa miłującego (zwłaszcza tego, któremu nakazuje się robić, co tylko chce, bez właściwego odniesienia do tego, ku czemu się kieruje, bez dookreślenia, jak powinien się odnosić). Określenie dilige stanowi piękną bazę do najwyższych uczuć i najdoskonalszej postawy. Właśnie z niej wypływa wszelkie chcenie i jej konsekwencje w czynach.

 

Nie jest to więc miłość szalona, miłość wyzwolona od rozumu, od odpowiedzialności, miłość pożądająca i nieuporządkowana. To miłość, która przemienia.

 

Takiej miłość - wam wszystkim i sobie życzę.

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
niedziela, 12 grudnia 2010 18:29

Podejrzliwość wobec u-czucia

Podejrzliwość wobec u-czucia

Na pewno każdy choć raz usłyszał to słynne zdanie: miłość nie jest uczuciem. (Jeśli nie usłyszał, to niech zapyta, a usłyszy.) Czy więc uczucia są ciężarem miłości? Czy są tylko iskierką (czasem ogniem), który bardziej przeszkadza niż pomaga w rozwoju relacji? Zamydlają oczy?

 

„Kto chce zrozumieć istotę serca, musi sobie uprzytomnić, że serce pod wieloma względami pełniej ucieleśnia prawdziwe ja osoby niż rozum lub wola.” (D. Hildebrand)

 

Piętnujemy uczucia. Myślę bardzo ogólnie, stosując to niewiadome i niedookreślone „my”. Patrzymy na to bardzo logicznie i staramy się zdjąć każdą warstwę emocjonalną, usprawiedliwić ją i zubożyć jednocześnie. Cały czas pamiętamy, że uczucia są zmienne, czasem wymykają się naszej kontroli. Ale czy nasze ludzkie U-czucia można zrównać do zwierzęcych instynktów, zachowań i reakcji?


„Podejrzliwość wobec całej sfery uczuć jest w istocie wyrazem antypersonalizmu, dla którego wszystko, co osobowe, jest zdecydowanie subiektywne w negatywnym sensie.” (D. Hildebrand)

 

Cytowany tu Hildebrand (mój inspirator tego wpisu) nie ogranicza człowieka do sfery uczuciowej, nie pomija aspektów rozumu i woli. Jednak w niezwykły sposób wskazuje, że osoby i jej miłości (oraz szerzej: całego jej życia) nie można oddzielić od uczuć. Uczucia są wpisane w strukturę bycia człowiekiem.

 

„Uczuciowość i jej centrum – serce – zajmują jedyną w swoim rodzaju pozycję w ukonstytuowaniu osoby jako tajemniczego własnego świata; są nierozerwalnie związane z <<ja>> i z najbardziej intymnym życiem osoby.” (D. Hildebrand)

 

Miłość nie jest uczuciem, ale bez sfery uczuć miłość staje się nieludzka, nie przeżyta. Może być jedynie abstraktem albo kontraktem. Miłość jako dar z góry nie może być intelektualnie pojęta i przyjęta. Jest zarazem tajemnicą, co obietnicą. A jak przechodzić obojętnie, bez poruszenia serca wobec takich Rzeczy?

 

„Przeżycia uczuciowe będące darami góry, tylko wtedy są w pełni <<nasze>>, tzn. są ostatecznie prawomocnym wyrazem naszej osoby, jeśli zostały usankcjonowane przez Masze wolne centrum duchowe (…) Owo <<tak>>  zakłada głos serca, który jako taki jest darem z góry. Dopiero wtedy możemy powiedzieć <<tak>>, gdy wzniosłe przeżycie stało się naszym udziałem.” (D. Hildebrand)

 

Powiedzieliście już wasze <<tak>>?

 


Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
wtorek, 22 marca 2011 13:51

Wartości seksualne a...

Wartości seksualne a...

Wartości seksualne a…

a wartość osoby!


(Na podstawie Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność”, cytaty: tamże.)

 

Każda osoba posiada wiele cech, które mogą jawić się komuś jako wartościowe. Pociąga nas czyjaś inteligencja, poczucie humoru, uśmiech czy też wszelkie wartości „ciała i płci”. To właśnie one okazują się często pierwszoplanowe w relacjach damsko-męskich. Czy to źle, że je zauważamy? Oczywiście, że nie. Ale istotą sprawy jest niezatrzymywanie się tylko na nich, co jest, jak widzimy w dzisiejszym świecie, niezwykle trudne! Postawa utylitarystyczna i pożądawcza, gdy uniezależnia się od ujęcia drugiego człowieka „w całości”, jednocześnie ograbia drugą osobę z jej piękna i spójności. Popęd seksualny jest zależny od woli człowieka, bo nie rządzi nami zwierzęcy instynkt. Ale kontrolowanie swoich reakcji na wartości seksualne to zbyt mało. Pełne odniesienie do drugiego człowieka domaga się zobaczenia, że wszelkie wartości są w tej osobie, że sama osoba jest wartością.

 

Nie chodzi bowiem w porządku etycznym o to, aby zatrzeć lub pominąć wartość seksualną, na którą reagują zmysły i uczucie. Chodzi tylko o to, ażeby wartość tę mocno związać z wartością osoby, skoro miłość zwraca się nie do samego „ciała” ani też nawet do samego „człowieka drugiej płci”, ale właśnie do osoby.

Prawda, że „człowiek drugiej płci” jest osobą (…) domaga się integracji, czyli włączenia tej wartości w wartość osoby.

 

Wartość osoby nie jest dana bezpośrednio. O wiele prostsza jest reakcja na cielesność człowieka, która ujawnia się w bezpośrednim kontakcie, więc tak łatwo jest ją uchwycić. Właściwą reakcją na wartość osoby jest miłość, a ponieważ osoba jest jakby ukryta, wartość związana z płciowością może stanąć na pierwszym miejscu. Z tego względu miłość domaga się integracji. Konieczne jest włączenie wartości seksualnej w wartość osoby, a nawet podporządkowanie jej osobie. Dopiero wtedy bowiem miłość może stać się tym, czy jest w swej istocie i do czego dąży.

 

Rys etyczny miłości: jest ona afirmacją osoby, bez tego zaś nie jest miłością. Jeżeli jest nasycona właściwym odniesieniem do wartości osoby – odniesienie to nazwaliśmy tutaj afirmacją – to miłość jest w pełni sobą, jest miłością integralną.

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 04 kwietnia 2011 15:05

Twarz

Twarz

Chyba przywykliśmy, że utrzymywanie kontaktu wzrokowego to często klucz do wielu bram, może nawet jeden z kluczy do tzw. sukcesu. Sugeruje on bowiem koncentrację odbiorcy albo śmiałość/szczerość rozmówcy. „On naprawdę ma dar do słuchania!” „Jakiż z niego mówca!” Świadczy o nas dobrze nie spuszczony wzrok, ale ten utkwiony głęboko w drugim człowieku. Ten zapatrzony, zaciekawiony, zagłębiający się. Dlatego przeszkadza, gdy inny mówiąc do nas, patrzy się w sufit albo w podłogę. „No spójrz na mnie!” „Chyba mnie nie słuchasz!” Ile to razy denerwujemy się, gdy tego kontaktu niewerbalnego zaczyna brakować. „Poczekam aż na mnie spojrzysz, to będę kontynuować!” Ale… nie wszędzie tak jest.

 

W kulturze koreańskiej przyglądanie się twarzy drugiego człowieka jest uważane za coś nietaktownego. Twarz jest tym, co wyraża człowieka najpełniej, będąc więc jednocześnie czymś bardzo intymnym. Twarz jest tu wszystkim. Dlatego wbijanie wzroku w drugą osobę może być nieuprzejme, uznane nawet za narzucanie się, ograbianie obserwowanej osoby. Spoglądać na drugiego można tylko ukradkiem i bardzo taktownie. Gdy widzimy twarz człowieka, stajemy przed jego tajemnicą. Twarz jest tym elementem, który zmuszany jest przybierać maski, ale przecież żadna maska nie wytrzyma zbyt silnego naporu. Czasem maska po prostu nie działa. „Widziałem to w jej oczach!”

 

Tak radykalne postawienie sprawy może nie będzie wielkim novum, gdy uzmysłowimy sobie, co oznacza zwrot „stracić twarz” (czyli skompromitowanie się, stracenie dobrego imienia). Twarz można też „odzyskać”. Twarz to coś więcej niż przybrana maska/rola/gęba. Ona wyraża człowieka. To jest też element ważny dla filozofii dialogu, o którym wielokrotnie pisał Levinas: Twarz jest jedynym sposobem, w jaki byt może się objawić w swej tożsamości.


Czy akcentowanie kontaktu wzrokowego oraz uznanie ludzkiej twarzy za element pewnej intymności i tajemnicy człowieka można jakoś pogodzić? A może to nie jest wielka sprzeczność i po prostu brakuje nam wrażliwości w patrzeniu. Tęsknimy do pełnych miłości i uznania spojrzeń od osób najbliższych gdy w tym samym czasie zostajemy obrzuceni pogardliwymi/podejrzliwymi/„krzywymi” spojrzeniami od obcych. Nasza twarz, nasze oczy domagają się czegoś wyjątkowego…

 

A może wiemy wciąż za mało własnej Twarzy?

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
sobota, 23 lipca 2011 18:07

Kotwica naszego ślubu

Kotwica naszego ślubu

Już kiedyś sprawa przyrzeczenia/ślubu bardzo mnie nurtowała i zachwycała. I nic się w tej dziedzinie nie zmienia. (Kiedy coś nas nurtuje, szybko "wyławiamy" wszystkie odniesienia do tej sprawy, nasze uszy i oczy stają się szczególnie wrażliwe.) To naprawdę godna uwagi kwestia w czasach, kiedy wierność i miłość "aż po grób" zostają tak łatwo podważone a nawet ośmieszone. Chyba każdy staje kiedyś przed pytaniem "jak możliwe jest..." być z kimś do końca, w niewiadomej przyszłości. Ale jeśli kiedykolwiek komuś coś obiecałeś (coś mniejszego) i nie udało Ci się dotrzymać słowa, na pewno pamiętasz, co zostało wymalowane na twarzy tej osoby, co powiedziała czy zrobiła (zwłaszcza dzieci nie kryją rozczarowań). Podobnie, gdy ktoś złamał słowo Tobie dane, wiesz, jaki to niesie ze sobą ból. Ale ze ślubem jest trochę inaczej (ale nie w sensie bólu, jaki niesie jego złamanie). Ślub to niezwykła obietnica.

 

Tym razem zachwycił mnie tekst ks. Tomáša Halíka „Chodzenie po wodzie” (znajduje się w książce, którą gorąco polecam: T. Halik, „Drzewo ma jeszcze nadzieję”, wyd. Znak 2010). Pozwólcie, że zacytuję.

 

„Zdolność do składania ślubów jest w końcu jedną z niebagatelnych cech, jakie odróżniają człowieka od reszty stworzeń; jest to manifestacja daru wolności oraz możliwości wolnego postępowania z owym darem.”


Zatem nasza piękna, ludzka wolność. Także wolność do odejścia... Tutaj jako umiejętność myślenia o jutrze, przewidywania, nastawienia się na "nieznane".

 

„Nie wiemy, jaka ta przyszłość dla nas będzie ani jak długo potrwa; a jednak możemy na przykład uczynić tyle, że w morze przyszłości zarzucimy kotwicę naszego ślubu.”

 

Ślub jak kotwica nawet przy najgorszej pogodzie, przy wzburzonej wodzie pozwoli zatrzymać się i ustalić kierunek. Oczywiście ten ślub wydaje się szalony, ryzykowny. Dobrze wiedzą o tym ludzie pracujący na morzu. Miłość jest podobnie ryzykiem. Z tym wyjątkiem, że małżeństwo jest sakramentem, więc część ryzyka niesiemy nie-sami. (Chwała Panu!:-)

 

"Jeśli śluby, zwłaszcza śluby na całe życie, nie są aktem wiary w Boga, są czystym szaleństwem."

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane