Wakacje to czas wyjazdów. Wiadomo jednak, że nie wszyscy mają możliwość uczestniczenia w zagranicznych czy krajowych wycieczkach. Cóż więc mogą zrobić tacy rodzice, którzy mimo wszystko chcieliby, by ich pociechy w pełni wykorzystały letni okres? Dla wielu rodzin znakomitym – i praktykowanym od pokoleń – rozwiązaniem jest wysłanie dzieci do dziadków (gdziekolwiek by oni nie mieszkali). Te razem spędzone chwile stają się niekiedy jednym z najmilszych wspomnień z dzieciństwa.
Â
O wspólnych zajęciach dziadków i wnuków opowiada jedna z najnowszych publikacji Wydawnictwa Debit – Mój dzień z babcią i dziadkiem. Bohaterka książki, dwuletnia Zuzia, wraz z babcią jeździ na rowerze, odwiedza rynek, karmi ptaki, bawi się na placu zabaw, robi zakupy na farmie, piecze babeczki… Niemniej ciekawie spędza popołudnie z dziadkiem – oglądając stare zdjęcia, słuchając bajek i opowieści, budując z klocków. Warto podkreślić, że dziadkowie Zuzi przedstawieni zostali jako ludzie stosunkowo młodzi, posiadający swoje pasje i zainteresowania (dziadek jeszcze pracuje), dzięki czemu wizerunek współczesnych babć i dziadków wydaje się być zbliżonym do stanu faktycznego.
Â
Mój dzień… posiada jeszcze jedną ważną zaletę. Cała historia przedstawiona jest na barwnych ilustracjach, obfitujących w szczegóły z życia codziennego. Taki układ książeczki, dodatkowo wzbogacony licznymi klapkami, pozwalającymi maluchom na samodzielne eksplorowanie poszczególnych stron, niewątpliwie przysłużyć się może nauce mówienia – poszerzając zasób słownictwa malców i stanowiąc inspirację do opisywania otaczającej rzeczywistości.
Â
Dorothea Cuppers, Mój dzień z babcią i dziadkiem, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2011.