Dlaczego dzieci nie czytają książek?
Powodów – jak to zwykle bywa – mogą być tysiące: (anty)wzór rodziców, brak czasu (on zdarza się już nawet kilkulatkom), nieumiejętność skupienia się (efekt przebodźcawiania od pierwszych dni życia). Dość często przyczyną zniechęcenia do świata literatury stają się też źle dobierane lektury najmłodszych czytelników. A przecież każdy z nich jest inny – jeden żywiołowy i pełen energii, inny wciąż marzący o niebieskich migdałach, a trzeci to „mały naukowiec”, którego interesują tylko fakty ze świata nauki i użyteczne na co dzień informacje. Niełatwo byłoby napisać książkę, która spodobałaby się im wszystkim… Za to każdy z nich z pewnością mógłby trafić na powieść, która otworzyłaby przed nim bramy do literackiego świata.
Dziś zatem propozycja dla żądnych przygód pasjonatów egzotyki i tajemnic. Zaciekawienie może budzić już sam tytuł – Miasto Pożeraczy Deszczu. Kim są? Gdzie można ich znaleźć? Czy warto w ogóle szukać? I po co właściwie pożerają deszcz? Całe szczęście, odpowiedzi na te pytania wcale nie są proste i oczywiste. A droga do ich zdobycia okazuje się dość kręta, wypełniona wartką akcją i często zaskakującymi zdarzeniami. By dotrzeć do celu, trzeba wybrać się w podróż niemal na koniec świata (przynajmniej z punktu widzenia Europejczyka) i odbyć ją w towarzystwie bohaterów o wyrazistych, acz nie zawsze łatwych, charakterach.
Trzeba jednak przyznać, że Thiemeyer, debiutujący w obszarze literatury dla młodych czytelników, radzi sobie z podjętym wyzwaniem całkiem sprawnie. Choć wyraźnie widać w jego dziele wpływ klasyków (Dickensa, Verne’a), Miasto Pożeraczy Deszczu z pewnością nie pozostaje tylko kolażem znanych motywów.
Polecam – tym, którzy uwielbiają tajemnice i nie wahają się ich odkrywać. Oraz tym, którzy zarzucają książkom, że są… nudne.
Thomas Thiemeyer, Miasto Pożeraczy Deszczu. Kroniki poszukiwaczy niezbadanych światów, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2010.