Warkot silników, dźwięk klaksonów, stukot kół, pisk hamulców – wszystko to może budzić przerażenie u najmłodszych (jeszcze nie w pełni samodzielnych) uczestników ruchu drogowego. Równocześnie jednak ruch i hałas bez wątpienia wzbudzają ich zainteresowanie. Mogą pojawić się setki pytań: dlaczego niektórzy kierowcy trąbią? Skąd wiadomo, kiedy trzeba się zatrzymać? Czemu czasem tworzą się korki? Kto zapala światła w sygnalizatorze?
Warto tę dziecięcą ciekawość zaspokoić, by poprzez rozmowy i zabawę ukazać pewne prawidłowości – niekoniecznie dostrzegalne z wysokości spacerowego wózka – rządzące pełnymi dynamizmu i pośpiechu drogami.
Oczywiście Kodeks ruchu drogowego może nie zafascynować kilkulatka (i niekoniecznie przetrwa w całości nawet pobieżne wertowanie), jednak istnieją inne publikacje, które nie tylko rozwieją „drogowe” wątpliwości, wspierając przy okazji rodzicielski autorytet (np. dlaczego nawet starszaki muszę przechodzić przez jezdnię razem z mamą?), ale także staną się inspiracją do znakomitej zabawy. Wystarczy wspomnieć o książeczce Wydawnictwa Debit Rola sygnalizatora.
Z pewnością uwagę malców przyciągną już same ilustracje – barwne, niezwykle szczegółowe i tętniące życiem. Zwłaszcza, że pełno na nich zarówno sympatycznych przechodniów (niekiedy lekkomyślnych czy roztargnionych, czasem rozsądnych i znających zasady ruchu drogowego), jak i najrozmaitszych pojazdów (są zatem: pociągi, rowery, motory, autobusy, tramwaje, ambulanse, samochody osobowe…). Ponadto – i temu już żaden mały czytelnik się nie oprze – książeczka wyposażona jest w sygnalizator świetlny oraz trzy różnokolorowe samochodziki. Wszystko to razem pozwala na samodzielne zmierzenie się z rozmaitymi sytuacjami drogowymi, a przy okazji zrozumienie i oswojenie ulicznej przestrzeni. No i oczywiście – dobra zabawa gwarantowana!
Paulina Kielan, Rola sygnalizatora, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2010.