Chciałam się z Wami podzielić swoim doświadczeniem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Powinnam chyba zacząć od kilku słów o tym, czym jest KWC, skierowanych do osób, które nigdy wcześniej się z nią nie spotkały.
Krucjata została zainspirowana przez sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego ponad 30 lat temu i miała stać się skutecznym narzędziem dla ratowania naszego narodu z choroby alkoholowej. KWC realizuje swój cel poprzez stworzenie „kolumny ratunkowej” ludzi dobrej woli, którzy mają podjąć walkę o tę „ziemię świętą”, jaką jest każdy człowiek odkupiony przez Chrystusa. Słowo „krucjata” wskazuje na Krzyż jako skuteczny znak ostatecznego zwycięstwa nad wszelkim złem. Krzyż, jako symbol dobrowolnej ofiary podjętej z miłości, jest jedyną drogą do skutecznego wyzwalania innych. Aby wejść w tajemnicę krzyża, trzeba pokonać lęk dlatego zadaniem Krucjaty jest wyzwalanie ludzi z lęku.[1]
Osoba, która decyduje się należeć do krucjaty postawia:
- zachować dobrowolną i całkowitą abstynencję od wszelkich napojów alkoholowych;
- nie częstować nikogo alkoholem;
- nie wydawać pieniędzy na zakup alkoholu.
Moja rezygnacja jest więc darem, ofiarą, modlitwą podejmowaną za tych, którzy nie potrafią już w swojej wolności wybierać i rezygnować z alkoholu.
Decyzję o przyłączeniu się do krucjaty podjęłam na pierwszym stopniu oazy[2], czyli będąc po pierwszej klasie LO. Nie była to łatwa decyzja, nie wyobrażałam sobie osiemnastki bez alkoholu, pytań znajomych i oczywiście bałam się wyśmiania w środowisku. Wiele razy, otwierając wtedy Pismo Święte, dostałam Słowo mówiące, żebym się nie lękała, że moje świadectwo jest potrzebne. W chwili kiedy już trzymałam deklaracja kandydacką[3], ale ciągle się bałam, zobaczyłam Słowo z Księgi Rodzaju „Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję.”(28,15). Czy można w momencie wątpliwości „usłyszeć” piękniejsze zdanie? Niecały rok później zaczęłam się zastanawiać co zrobię, kiedy skończy się moja krucjata. Nie chciałam podejmować kolejnego zobowiązania kandydackiego, stwierdziłam, że trzeba być radykalnym: albo zostanę członkiem KWC, albo zrezygnuje. I tym razem decyzja nie była łatwa. 1 maja 2007 będąc na nabożeństwie majowym, patrząc na Jezusa obecnego w Najświętszym sakramencie, powiedziałam „tak”.
Myślałam, że najtrudniej jest podjąć decyzję, nie trudniej jest w niej trwać. Choć wiem, że w tym postanowieniu nie jestem sama. Zawsze kiedy pojawiały się wątpliwości i pokusy, Pan stawiał na mojej drodze osoby, które wspierały mnie swoim świadectwem i dobrym słowem. Wbrew moim obawom osoby, z którymi się spotykam, nie krytykują podjętej decyzji, są raczej pozytywnie zaciekawione moją odmową, czasem nie rozumieją, ale nie śmieją się. Rzadko też zdarza się, żeby ktoś pomimo mojej odmowy przekonywał mnie do zmiany decyzji.
Czemu piszę o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka, o abstynencji od alkoholu, a nie o czystości? Myślę, że bycie w krucjacie przekłada się na inne sfery życia, kształtuje całego człowieka. Po pierwsze, bycie w KWC wyzwala z lęku, ze strachu co ludzie powiedzą, kiedy odmówię, zachowam się inaczej niż przysłowiowi "wszyscy". Po drugie, to nauka odpowiedzialności, jak pewnie większość dostrzegam problem (alkoholowy), więc pragnę pomóc poprzez mój post i modlitwę. Po trzecie, krucjata uczy dobrowolnej rezygnacji z tego, co przecież złe nie jest. [4]
Paulina
[1] Informacje ze strony www.kwc.oaza.pl
[2] Formacja oazowa składa się z pracy rocznej i rekolekcji wakacyjnych przeżywanych na trzech stopniach.
[3] Osoby, które chcą podjąć zobowiązanie KWC podpisują deklarację albo kandydacką na okres 1 roku albo członkowską, czyli do końca trwania dzieła krucjaty.
[4] Alkohol w założeniu KWC nie jest czymś złym, zły jest sposób w jaki ludzie z niego korzystają.