Już dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tyle emocji. Przez kilka tygodni dialogowałam z nią i to dość burzliwie. Momentami musiałam robić przerwę - odkładać (żeby nie powiedzieć: rzucać), zupełnie tak jak wtedy, gdy chcemy uciąć rozmowę, która wprowadza zbyt wiele napięć...
„Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna”, bo o niej mowa, została napisana przez Debi Pearl, amerykańską żonę pastora, która wielokrotnie powołuje się na biblijny nakaz Boży, by starsze kobiety nauczały młodsze. Pismo Święte (szczególnie Stary Testament) jest głównym przewodnikiem autorki. Jednak czytanie to odbywa się w sposób bardzo dosłowny. W pewnym momencie przypomniały mi się średniowieczne egzegezy Abelarda (o tym, że mężczyzna jest stworzony na obraz Boży, a kobieta jedynie na Jego podobieństwo).
Myśl książki jest taka: rolą kobiety jest być poddaną mężczyźnie we wszystkim. Ma okazywać mu szacunek nawet wtedy, gdy sama nie zaznaje miłości. To poddanie symbolicznie przedstawia apel autorki o to, by żona zdejmowała buty mężowi, gdy ten wraca z pracy. Jej świętym obowiązkiem jest dbać o dom. Każde niewywiązanie się z tego (nawet w wyjątkowych przypadkach - jak zmęczenie z powodu opieki nad chorym dzieckiem) traktowane jest przez autorkę jako zaniedbanie i świadczy o złej organizacji czasu pani domu. Kobieta powinna liczyć się ze zdaniem męża w każdej sprawie – czy to chodzi o gust kulinarny, zakup sprzętu AGD czy ilość potomstwa. Autorka nawet w patologicznych sytuacjach (jak mąż-alkoholik, który maltretuje rodzinę) nakazuje kobietom poddanie i szacunek wobec mężów, dodając, że jest to miłe Bogu i że na pewno on (mąż) kiedyś będzie ją za to miłował.
O jakiej kobiecie pisze Debi? Powołując się na Biblię, przywołuje także to, że kobieta jest winna grzechu pierworodnemu i że to ona ma zwracać się ku mężowi, a on będzie nad nią panował. (W tym momencie pisze wręcz, że jest to zamysł Boga, jednak, jak wiemy, słowa te zostały wypowiedziane po grzechu pierworodnym, a nie przed, więc raczej mówienie tu o Bożym planie jest nadużyciem). Autorka kategorycznie odrzuca próby czytania Biblii z uwzględnieniem ówczesnego kontekstu kulturowego i społecznego. Czytając więc "Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna", musimy pamiętać, że jej nauczanie w wielu momentach odbiega od nauki Kościoła katolickiego. Gdzieś przewija się i to, że kobieta w jakiś sposób jest wybrana, by być ową "szyją", jednak na tle tak surowej wykładni, jest to zbyt słabe. Nie ma tu radosnego dowartościowania kobiecości, ukazania, że jej rola nie kończy się w domu, a ona sama została obdarzona niepowtarzalnymi talentami. Nie ma mowy o byciu współ-pracownikami, nie ma żadnego "partnerstwa" i służenia sobie wzajemnie. Nie umiałabym tej książki dopisać do nurtu nowego feminizmu.
Bardzo trudne są te momenty, w których autorka radzi zdradzanym żonom podjąć walkę o męża, traktować kochanki jak konkurentki, a motywacją ku temu ma być… wizja pustego łóżka i bieda, jaką będzie klepać, jeśli zostanie sama. Walka o małżeństwo jest jak najbardziej konieczna, jednak w tych wszystkich poradach (albo raczej nakazach, gdyż język Debi jest bardzo ostry) zagubiona zostaje godność kobiety a może nawet i sens małżeństwa. Jej pragnienie, by być kochaną, schodzi na dalszy plan. Walka o małżeństwo ma rozegrać się w jej sercu, w jej działaniach, a nie we wspólnych rozmowach, na modlitwie i pracy. Nie do końca wprost jest to podane, jednak zdaje się, że konsekwentnie: za rozpad małżeństwa należałoby winić właśnie kobietę.
Zbyt często Debi usprawiedliwia mężczyzn, trochę ich przez to wręcz umniejszając. Zdrada jest spowodowana narzekającą i mało atrakcyjną żoną oraz ogromnymi potrzebami seksualnymi mężczyzn. Ich niepomaganie w domu także odbywa się z winy żony - bo ona wciąż ględzi i do tego nie potrafi sama wziąć się za naprawienie uszczelki, wymianę drzwi czy uporządkowanie podwórka. (Skoro mężczyzna potrafi, to ty też - mówi Debi. Jednak nie ma mowy o przyjęciu przez mężów części obowiązków domowych typu: gotowanie, sprzątanie...) W niektórych momentach autorka wykazuje się także ignorancją, pisząc, że poziom kobiecych hormonów jest stały i przyjmując, że w każdym momencie kobieta jest równie energiczna, że to nie mężczyzna a kobieta powinna być wciąż stabilna, constans. Trzeba by więc odwrócić słowa: to nie kobieta zmienną jest, ale kobieta faktycznie jest leniwa, gnuśna i rozkapryszona, jeśli nie jest całkowicie podporządkowana.
Nie chcę jednak całkowicie przekreślać tej lektury. Po pierwsze dlatego, że niesie w sobie bardzo pozytywne przesłanie o tym, czego potrzebują mężczyźni – a jest to szacunek. Jej wezwanie wydaje mi się jednak zbyt kategoryczne, zbyt surowe i za bardzo umniejszające kobietę, jednak sama ta ważna myśl musi zostać przekazana. Bo kobietom łatwo przychodzą ironiczne komentarze kierowane w stronę męża, narzekania, a czasem też - powiedzmy szczerze - lenistwo czy próżność. Dlatego jest to wezwanie do pracy nad sobą. Po drugie, znajdziemy w tej lekturze także kilka ciekawych elementów jak: opisanie trzech typów mężczyzn czy porady w radzeniu sobie z domem.
Lektura dla osób o mocnych nerwach i zdecydowanie nie dla feministek;-) Lektura owocna, która nie pozwala być obojętną. Prawdziwe bycie zimnym albo gorącym;-)
Debi Pearl, Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna, wyd. Vocatio, Warszawa 2009