Na pewno i w tym roku, kiedy już wyjedzie rodzina i przyjaciele, i zrobi się w domu cicho, postanowimy obejrzeć jakiś dobry film. Oczywiście będziemy mogli obejrzeć „Kevin sam w domu”, o czym już zdążyła poinformować stacja POLSAT, czym zdążyła uprzedzić protesty, które mogłyby mieć miejsce podobnie jak w zeszłym roku, kiedy film ten nie znalazł się w świątecznej ramówce. Oprócz niego zapewne będziemy mogli obejrzeć wiele innych filmów. Większość z nich to obrazy już emitowane i pokazujące święta w Stanach pełne Mikołajów rodem z reklamy Coca-Coli i ich towarzyszek śnieżynek. W takiej sytuacji chciałam zaprosić do obejrzenia filmu, którego, czego jestem pewna, nie pokaże żadna stacja - „To wspaniałe życie”.
Jest to opowieść o życiu George Bailey. Począwszy od dzieciństwa, przez wielką miłość, szczęśliwe małżeństwo, aż do tragicznego dnia, kiedy gubi on sumę 8 tysięcy dolarów, ogromną jak na tamte czasy. Bohater postanowia wtedy zakończyć swoje życie, nie widząc sensu, aby dalej miało trwać. Co się wtedy dzieje? Czyż Bóg mógłby nie wysłuchać modlitw zrozpaczonej żony i dzieci? To właściwie tyle o fabule, a teraz kilka powodów, dla których trzeba go koniecznie zobaczyć.
Po pierwsze, nie jest to film przegadany, jest on bardzo oszczędny w środkach. Po drugie, to film stary bardzo stary, czarno-biały i posiadający niesamowity klimat. Pomimo tego nic nie stracił ze swojej aktualności. Po trzecie, w bardzo ciekawy sposób ukazano w nim sposób, w jaki w naszym życiu działa Pan Bóg. Na pewno jest to działanie pełne poczucia humoru, czego wyrazem jest sposób pomocy głównemu bohaterowi. Po kolejne w ciekawy sposób ukazano w tym filmie postać anioła. Przyzwyczailiśmy się, że jest to jest to przystojny mężczyzna (np. Nicolas Cage w „Mieście aniołów”), a tutaj widzimy anioła, który nawet skrzydeł się nie dorobił.
Film wzrusza, bawi i daje ogromny materiał do przemyśleń. Polecam!
To wspaniałe życie/ It’s a wonderfull life, reż Frank Capra, USA 1946.