Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Wyświetla wpisy wg etykiety: zwiazek
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Tragedią miłości nie jest śmierć. Tragedią miłości nie jest rozłąka. Tragedią miłości jest obojętność." (William S. Maugham)
"Dzięki miłości biedny jest bogaty. Z braku miłości bogaty jest biedny." (łacińskie)
"Jedna tylko droga do drugiego człowieka: droga serca. Wszystkie inne to bezdroża." (Phil Bosmans)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Miłość szczęśliwa. Czy to normalne, czy to powszechne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?" (Wisława Szymborska)
"Kochać kogoś to znaczy widzieć w nim cuda dla innych niedostrzegalne" (Francois Mauriac)
"Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest pełna realizacja przykazania miłości" (Jan Paweł II)
"Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał." (S. Żeromski)
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)

Subskrybuj RSS
środa, 23 września 2009 09:12

Jak być dobrym dla najważniejszej osoby w życiu?

Jak być dobrym dla najważniejszej osoby w życiu?

Dużo mówi się o tym, jak źle może być w związkach, z czego to wynika, jak sobie z tym radzić. I dlatego często zwracamy uwagę na „wyszukiwanie” niepokojących objawów, a zapominamy o zauważaniu całego dobra, jakie daje nam nasza ukochana osoba. Jak być dobrym dla najważniejszego człowieka w naszym życiu?


Możliwości jest mnóstwo! U każdego wygląda to inaczej. Na pewno jednak nikt nie może zaprzeczyć, że czynienie dobra jest naszym obowiązkiem. I to dobra bezinteresownego, wypływającego prosto z serca. Osoby, które się kochają, zazwyczaj nie mają z tym problemu. Ale czynienie dobra czasem oznacza także poświęcenie, kompromisy i myślenie o tym, co  jest najlepsze przede wszystkim dla drugiego człowieka, a nie dla mnie.

 

Być bezinteresownie dobrym nie jest łatwo, ponieważ kiedy dajemy dobro sprawia nam to taką samą radość, jak wtedy kiedy je otrzymujemy. A satysfakcja z dawania nie powinna być naszą motywacją. Kolejnym etapem jest miłość, która przezwycięża nasz egoizm. Wtedy dobro, które dajemy jest naszym największym darem dla umiłowanej osoby.

 

Jak wspaniale jest dostać od Ukochanego uśmiech pełen czułości, spojrzenie mówiące „dla mnie i tak jesteś najpiękniejsza”, czy kwiatka, który czasem jest wierszem, piosenką, a czasem po prostu kwiatkiem. Jak pięknie, gdy Ukochana sprawi radość przyszłemu mężowi, np. wykonując tak „zwykłą” czynność jaką jest gotowanie. I w tym miejscu staje się aktualne powiedzenie „przez żołądek do serca”. Nawiasem mówiąc, wiele kobiet nie wie, jak bardzo cieszy mężczyznę to, że przygotuje ona posiłek, specjalnie dla niego. Jest to dla niego często coś takiego, jak dla dziewczyny otrzymane  kwiaty. „Ta jedyna” daje mu  przede wszystkim siłę do bycia mężczyzną. Jest jego ostoją.

 

W związku pełnym miłości i wzajemnego dobra ludzie nie tylko czują się szczęśliwi, oni naprawdę SĄ szczęśliwi. To wszystko brzmi bardzo wzniośle i pięknie, ale trzeba pamiętać, że nie wszystko jest zawsze takie proste, a już przede wszystkim miłość do prostych rzeczy nie należy. Jednak miłość jest warta swojego trudu, jak też czynienia dobra dla niej. Gdy już braknie sił, gdy wszystko wydaje się gorsze niż jest w rzeczywistości, wtedy po prostu „podaje się rękę” drugiej osobie i znów wszystko jest takie jakie powinno być. Nie bez powodu zakochani ludzie mówią do siebie „skarbie” i „słońce”.

 

Bo ukochany człowiek jest skarbem, gdy ma się świadomość tego, ile dobra i miłości wniósł w nasze życie. Gdy się wie, że zawsze można na niego liczyć, bez wątpienia można powiedzieć, że jest naszym najdroższym skarbem. Druga osoba może być słońcem, gdy w trudach jest dla nas nadzieją i swoją miłością sprawia, że na twarzy pojawia się uśmiech. A wszystko to za sprawą czystego dobra płynącego prosto z serca.

 

Obdarowywanie siebie nawzajem jest integralną częścią miłości, czymś zupełnie naturalnym i koniecznym. Prawdziwie kochający człowiek nie czeka na podziękowania, na rewanż. Nie oczekuje czegoś w zamian i nie jest zawiedziony, gdy ta druga osoba nie od razu odpowiada na jego dobre czyny. Bo szczera miłość jest bezinteresownym dobrem.

 

Z drugiej strony, prawdziwe kochający człowiek, który otrzymuje dobro od ukochanej osoby, nigdy nie pozostawia go bez odpowiedzi. Bo prawdziwa miłość skierowana jest na dawanie, a nie na otrzymywanie.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
środa, 09 grudnia 2009 09:14

Pracujesz czy harujesz?

Pracujesz czy harujesz?

Jak bardzo ważna jest praca w życiu? Jaka powinna być? Jak zachować właściwe proporcje między życiem zawodowym a osobistym? Czy w ogóle powinno się rozdzielać nasz świat na te dwie płaszczyzny?

 

Dawno nic nie napisaliśmy i zastanawialiśmy się, kiedy by tu znaleźć czas na to i jaki temat moglibyśmy w ogóle poruszyć. Co ciekawe, nasz brak czasu na większość rzeczy spowodowany jest pracą, więc myślę, że to dobry temat na dziś.

 

Wiadomą rzeczą jest, że dzięki pracy możemy się utrzymywać – mieć coś do zjedzenia, coś do ubrania, miejsce do zamieszkania i jakieś drobniejsze przyjemności.

Praca powinna dawać nam satysfakcję, rozwijać nas, pobudzać do myślenia. Jednakże nie powinna nas tłamsić i być jedynym obszarem naszego życia.

 

(Klaudia): „Ostatnio dużo się dzieje, zastanawiam się jak pogodzić pracę, uczelnię i życie osobiste. Jak znaleźć czas dla Ukochanego, dla siebie, dla książek i nie myśleć przy tym wciąż o pracy. Nie jest to wcale łatwe. Myślę, że pierwszą pomocą może okazać się jasne wyznaczenie sobie samemu priorytetów: co jest dla mnie w danym czasie najważniejsze i co MUSI być na pierwszym miejscu, choćby się waliło i paliło.”

Przede wszystkim czas na bycie samemu ze sobą, na przemyślenie tego, co przemyśleć trzeba.  Na uspokojenie się, odpoczynek.

Czas dla chłopaka/męża/całej rodziny. Tutaj często wpadamy w błędne koło. Ludzie spędzają w pracy prawie dobę, wyjeżdżają za granicę, a wszystko po to, by „żyło się NAM lepiej”. Po to, by wybudować dom, by wziąć ślub, by móc pojechać na wakacje. A w międzyczasie oddalają się od siebie, gdyż nie mają czasu i sił by po prostu być ze sobą, porozmawiać o problemach i cieszyć się małymi radościami. Więc trzeba pamiętać: żeby żyło się NAM lepiej, potrzebujemy przede wszystkim siebie nawzajem.


Czas na obowiązki. W naszym przypadku studia:) Ale może to też być zajęcie się domem, ogrodem i wszystkim tym, co nasze i co zrobić trzeba :)

Zdarza się też, że jedno z nas pracuje, wówczas ta druga osoba powinna być wsparciem i wprost emanować wyrozumiałością, co nie zawsze jest proste, jednakże tylko wtedy pogłębi to relacje i wzajemny szacunek do własnej pracy i siebie nawzajem. Dlaczego „emanować”? Ponieważ zapracowany, zestresowany człowiek bywa drażliwy i wtedy to właśnie ta najbliższa mu osoba powinna być dla niego ukojeniem, a nie wielkim wyrzutem sumienia.

 

Z drugiej strony warto zrobić sobie czasem przerwę i spędzić chociaż chwilę z drugą osobą - może coś zjeść,  może porozmawiać, ale zawsze jest to te 10 minut spędzonych razem.

Pytaliśmy o rozdzielanie życia osobistego od zawodowego. W pracy często nawiązuje się przyjaźnie i zdarza się, że faktycznie te dwie płaszczyzny przenikają się w jakiejś części. W części, bo nie mogą nachodzić na siebie w całości. Trzeba wiedzieć kiedy odmówić przyjścia do pracy za kogoś, zrobienia kolejnych nadgodzin – zawsze wtedy, gdy nagminnie brak jest czasu na nasze priorytety.

 

Praca jest bardzo ważna, pozwala nam żyć. Ale nie pozwólmy sobie nigdy na życie tylko pracą.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
środa, 17 marca 2010 09:17

Nasz lot

Nasz lot

O tym, że razem jest łatwiej, wiadomo nie od dziś. Jakiś czas temu podczas naszej rozmowy, uświadomiliśmy sobie, że „mamy dobry czas”. Chwilę potem przyszło małe uzupełnienie – „mimo tylu trudności”… I to jest tak bardzo niewiarygodna rzecz:-)  Bo ostatnio faktycznie było tak, że wokół nas problemy wyrastały jak grzyby po deszczu. Ciągle coś się działo, czasem człowiek już miał serdecznie dość, a mimo tego się nie poddawał.

 

SKĄD TA SIŁA?


Po pierwsze -  świadomość celu, do którego się dąży. Coś o czym się marzy; przyszłość, którą się planuje. Dlaczego to tak ważne? Nasz przyjaciel powiedział, że człowiek, który nie ma celu, zadowala się tym, co da mu życie, mimo że stać go na więcej. A od tego tylko krok do tego, by wpaść w przepaść przeciętności. Ktoś może stwierdzić, że przecież nie wszystko da się w życiu osiągnąć, nie wszystko można zrealizować. Fakt. Ale istotniejsze jest to, że mimo przeciwności, widzimy punkt, do którego zmierzamy. Jak samolot, który podczas burzy musi zawrócić lub wylądować na zupełnie innym lotnisku – nie zmienia to jednak jego punktu docelowego. I jeszcze jedno – cele można modyfikować  - ważne, żeby były i żebyśmy konsekwentnie je realizowali, nie obniżając poprzeczki. To wzmacnia nasz charakter i wspomaga wytrzymałość.

 

Po drugie – o czym była już mowa – razem łatwiej. Ludzie, którzy się kochają, którzy mają wspólne marzenia, obdarzają się siłą. Wspierają siebie nawzajem, gdy ta druga połówka widzi w danym momencie wszystko w ciemnych barwach (zwykle nazywa się to „realnym spojrzeniem na świat”). Bardzo często jest tak, że problemy i trudności jeszcze mocniej wzbudzają w nas chęć działania. Wówczas rodzi się determinacja – damy radę, mimo wszystko! Razem potrafimy zdziałać wiele – bo, co dwie głowy, to nie jedna:-)

I na koniec zachęta, by nikt już nie wątpił w swoje możliwości:-)

 

„Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania.” (Helen Keller)

I niech to będzie nasze motto:-)

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
czwartek, 12 lutego 2009 19:46

Nie-zależność

Nie-zależność

Bardzo rzadko przytrafiają się moje dni nie-zależności (od-miłości), czas totalnego i pozornego burżujstwa. (Czyli rozłąka na kilka dni.) Taki czas, który kiedyś – w czasach gimnazjalnych i licealnych - był codziennością. Można było się w nim rozgościć, zadomowić, zasiedzieć. (I jakby nie było: trochę wzrosnąć! Nigdy nie pisałam tak dużo jak wtedy, nigdy nie czytałam tak wiele…) Trochę izolacji, trochę introwersji pogłębionej, trochę mojego świata, poezji, przyglądania się ludziom. Kiedy zostaję sama, świat zaczyna głośniej mówić. Ale… Ale dziś ciężko się go słucha.

Żyję w tych godzinach DLA… dla siebie. Nie spieszę się, kupuję tyle, ile mi wystarcza (na co mam ochotę, czyli i tak za dużo), mam możliwość wyjścia z koleżankami (obrażonymi już dawno za moje uzależnienie) lub pozostania w domu z odkładaną aż do po-sesji książką. Momenty na spokojne spakowanie plecaka, odpisanie na listy, napisanie coś do bloga. Całkiem niezależna.

Jest coś pociągającego w niezależności. Jest w tym pewien indywidualizm, chodzenie swoimi drogami, ze swoim zegarkiem. Skupienie się na sobie. Ale taka niezależność w Miłości jest 1) trudna 2) często niszcząca ale 3) potrzebna.

Potrzebna
– bo chwila odosobnienia pozwala wzrastać, uspokajać się, nabierać sił. Chwile z dobrą lekturą, czas na modlitwę, na rozmyślanie, porządkowanie.

Niszcząca
– gdy niezależność staje się priorytetem, może niszczyć relację. Równie cenne jest wspólne odpoczywanie.

Trudna – bo codzienność i tęsknota aż wołają o to, aby być z drugim, dla drugiego. Bo ciężko znaleźć granicę.

Zatem ja znalazłam się w sytuacji pomiędzy niezależnością a osamotnieniem. Jestem sama przez kilka dni oblepiona tęsknotą, wydzwaniająca wciąż do wiadomo-kogo i odliczająca dni do powrotu, a potem do klauzuli ślubu (bo wtedy już nie do pomyślenia takie rozstania).

U-zależnienie? Myślę, że u-tęsknienie. Niezależność jest modna. „Musisz być samodzielna!” A ja nie chcę być niezależna, chcę być u-kochana.

„Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam…”

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 29 grudnia 2008 20:20

Karykatury miłości

Karykatury miłości

Mylić miłość z czymś, co miłością nie jest,
to tak, jakby mylić życie ze śmiercią.

 

Gdy ktoś twierdzi, że rozczarował się miłością, to nie zdaje sobie sprawy z tego, że w rzeczywistości rozczarował się samym sobą lub innym człowiekiem, który pomylił miłość z czymś, co miłością nie jest. Prawdziwa miłość nigdy nas nie rozczaruje! Ona stanowi sens naszego życia i dlatego mylenie miłości z czymś, co miłością nie jest, nieuchronnie prowadzi do krzywd i cierpienia. Typowe w naszych czasach błędy w patrzeniu na miłość to mylenie miłości ze współżyciem seksualnym, z uczuciami, z tolerancją, z akceptacją, z „wolnymi związkami” oraz z naiwnością.

 

Mit pierwszy to przekonanie, że współżycie seksualne stanowi istotę miłości. Mylenie miłości z seksualnością prowadzi do dramatycznych krzywd, popęd seksualny - jak każdy popęd - jest ślepy i nieobliczalny. Gdyby istotą miłości było współżycie seksualne, to rodzicom nie wolno byłoby kochać własnych dzieci. Tymczasem nawet w małżeństwie współżycie seksualne jest jedynie epizodem w całym kontekście codziennej czułości i troski o kochaną osobę. Kto myli seksualność z miłością, ten z popędu czyni swego bożka, składając mu ofiary hojne i krwawe. Taki człowiek dla chwili przyjemności seksualnej gotów jest poświęcić nie tylko sumienie, małżeństwo i rodzinę, ale także swoje zdrowie a nawet życie. Kto myli seksualność z miłością, ten popada w uzależnienia, a nierzadko popełnia okrutne przestępstwa. Seksualność oderwana od miłości staje się miejscem wyrażania przemocy, do gwałtów włącznie, a także miejscem przekazywania śmierci, do aborcji i AIDS włącznie. Kierowanie się seksualnością prowadzi do cywilizacji śmierci, a kierowanie się miłością prowadzi do cywilizacji życia. Mylić miłość z seksualnością to mylić życie ze śmiercią. Człowiek zniewolony popędem oszukuje samego siebie i swoje zniewolenie usiłuje zamaskować pozorami miłości.

 

Kto utożsamia miłość ze współżyciem seksualnym, ten wpada w pułapkę pożądania. Pożądanie pojawia się wtedy, gdy brakuje miłości. Największe problemy z opanowaniem popędu seksualnego i pożądania mają ci, którzy nie kochają. Największą „aspiracją” takich ludzi jest szukanie przyjemności za każdą cenę. Prowadzi to do różnych form nieczystości, a także do uzależnień i demoralizacji. Kto przeżywa radość z tego, że kocha, tego nie interesuje żadna forma seksualnej przyjemności, która narusza przyjaźń z Bogiem, szacunek do samego siebie czy miłość do bliźniego. Miłość nie jest seksualnością. Jest natomiast tą jedyną siłą, dzięki której człowiek może stać się panem własnych popędów i własnego ciała. To właśnie powstrzymywanie się od współżycia seksualnego jest potwierdzeniem odpowiedzialnej miłości rodzicielskiej, narzeczeńskiej czy w gronie przyjaciół. Także w małżeństwie panowanie nad popędem seksualnym jest warunkiem wierności i szczęścia. Seksualność małżonków staje się w pełni ludzka i czysta, gdy wynika z miłości, a nie z popędu czy z pożądania. Przynosi wtedy obydwojgu małżonkom radość i wzruszenie, a nie tylko fizyczną przyjemność. Małżonek, który kocha, nie skupia się na doznaniach fizjologicznych, ale na zachwycie, że może być jednym ciałem i jedną duszą z osobą, którą kocha i przez którą jest kochany. Takie współżycie seksualne to spotkanie dwojga osób, a nie mechaniczny dotyk dwóch ciał.


Mit drugi w odniesieniu do miłości to przekonanie, że miłość jest uczuciem oraz że miłość to piękne uczucie. Tymczasem kochać to coś nieskończenie więcej niż coś czuć na poziomie emocji. Gdyby miłość była uczuciem, to nie można byłoby jej ślubować, gdyż uczucia są zmienne, a miłość jest trwała i wierna. Uczucia są cząstką mnie, są moją własnością, a miłość jest większa ode mnie. Ja w niej jedynie uczestniczę, kiedy kocham. Uczucia przeżywamy także wobec zwierząt, przedmiotów i wydarzeń, a zatem wtedy, gdy nie kochamy, ale coś lubimy czy czymś się cieszymy. Dojrzała miłość jest postawą a nie nastrojem. Zakochanie nie jest jeszcze miłością. Jest zauroczeniem emocjonalnym, które czasem prowadzi do życiowych tragedii.

 

Fałszywe przekonanie o tym, że miłość to uczucie wynika z faktu, że każdy, kto kocha, przeżywa silne uczucia. Nie istnieje miłość bez uczuć. Obojętność wobec drugiej osoby świadczy o tym, że jej nie kochamy. Z faktu jednak, że uczucia towarzyszą miłości, nie wynika, że miłość jest uczuciem. Gdyby kierować się założeniem, że miłość jest tym, co jej towarzyszy, to równie uprawnione byłoby twierdzenie, że miłość jest wzmożonym wydzielaniem hormonów, podniesionym ciśnieniem krwi, albo rumieńcem na twarzy. Tego typu zjawiska pojawiają się bowiem wtedy, gdy kochamy. Nie są one jednak miłością. Gdy w słoneczny dzień wychodzę na spacer, wtedy towarzyszy mi mój cień. O ile jednak łatwo odróżnić cień ode mnie, o tyle wielu ludziom sprawia trudność odróżnienie uczuć, które towarzyszą miłości od postawy miłości. Nie jest prawdą, że miłość to uczucia i że — kochając - przeżywamy jedynie „piękne” uczucia. Prawdą natomiast jest to, że miłości zawsze towarzyszą uczucia i że są one różne: od radości i entuzjazmu do rozgoryczenia, gniewu, żalu a nawet nienawiści. W każdym swoim słowie i czynie Jezus wyrażał swoją kochał, ale tej Jego miłości towarzyszyły przecież bardzo różne przeżycia. Nasze emocje sygnalizują to, co dzieje się w nas samych i w naszym kontakcie z innymi ludźmi. Jeśli kochający rodzice odkrywają, że ich syn okazuje się narkomanem, to przeżywają wtedy dramatyczny niepokój, lęk i wiele innych bolesnych uczuć właśnie dlatego, że kochają. Mylenie miłości z uczuciami sprawia, że to uczucia stają się kryterium postępowania. Tymczasem uczucia — podobnie jak popędy — bywają nieobliczalne, a kierowanie się nimi prowadzi do życiowych pomyłek i dramatów.

 

Dojrzały człowiek odróżnia miłość od uczuć. Wie, że miłość jest świadomą i dobrowolną postawą, a uczucia są jednym ze sposobów wyrażania miłości. Miłość to kwestia wolności i daru, a uczucia to kwestia potrzeb i spontaniczności. Miłość skupia nas na trosce o innych ludzi, a uczucia skupiają nas na naszych własnych przeżyciach i potrzebach. Miłość jest szczytem bezinteresowności i wolności, a więzi oparte na potrzebach emocjonalnych prowadzą do zależności od drugiej osoby i do agresywnej zazdrości o tę osobę. Miłość owocuje pogodą ducha i spokojem, a skupianie się na uczuciach prowadzi do wewnętrznych niepokojów i napięć. To właśnie dlatego „radość” człowieka zakochanego okazuje się niespokojna, a zakochani potrafią ranić się emocjonalnymi szantażami. Miłość prowadzi do trwałej radości, a kierowanie się uczuciami prowadzi do trwałego niepokoju, do zaburzonych więzi międzyludzkich i do uzależnień chemicznych. Kto kocha, ten odczuwa radość nawet wtedy, gdy jest zmęczony czy smutny. Kto nie kocha, ten jest ciągle niespokojny i za wszelką cenę próbuje odreagować swoje bolesne przeżycia.

 

Trzeci z mitów na temat miłości polega na przekonaniu, że kochać to znaczy tolerować. Tymczasem tolerować to mówić: rób, co chcesz!, a kochać to mówić: pomogę ci czynić to, co służy twemu rozwojowi i co prowadzi cię do świętości. Tolerancja byłaby racjonalną postawą wtedy, gdyby człowiek nigdy nie krzywdził samego siebie ani innych ludzi. Tak będzie w niebie, ale na większość zachowań z repertuaru człowieka nie wyraża miłości, lecz prowadzi do krzywdy i cierpienia. W realiach, w jakich żyjemy, mówić komuś: czyń, co chcesz!, oznacza tyle samo, co mówić: „rób wszystko, co chcesz, gdyż twój los mnie nie interesuje, a twoje cierpienia, jakie sprowadzisz na siebie błędnym postępowaniem, są mi zupełnie obojętne”. Kto myli miłość z tolerancją, ten rezygnuje z racjonalnego myślenia, gdyż wierzy w to, że wszystkie zachowania człowieka stanowią równie wartościową alternatywę.

 

Kto ubóstwia tolerancję, ten na jej ołtarzu musi złożyć w ofierze człowieka. Zastępowanie miłości tolerancją oznacza wspieranie ludzi cynicznych i przestępców, gdyż jest dla nich najlepszą rękojmią bezkarności. Kto stawia tolerancję w miejsce miłości, ten poniża ludzi szlachetnych i świętych, gdyż zrównuje ich postawę z zachowaniami bandytów, odnosząc się w jednakowy sposób do jednych i drugich. Miłość to troska o drugiego człowieka, a tolerancja to obojętność na jego los . Tolerować zachowania człowieka — i to jedynie w pewnych granicach! - można wyłącznie w odniesieniu do smaków i gustów. Nie można natomiast stosować tolerancji w innych dziedzinach życia, a zwłaszcza w sferze więzi i wartości, gdyż empirycznym faktem jest to, że niektóre zachowania są aż tak szkodliwe, iż zakazuje ich nawet kodeks karny.

 

Człowiek dojrzały odnosi się do innych ludzi z miłością, a nie ledwie ich toleruje. Natomiast wobec zachowań innych ludzi stosuje kryterium prawdy i dobra. Dzięki temu wspiera zachowania szlachetne u wszystkich ludzi bez wyjątku, a jednocześnie ze stanowczością, jakiej uczy nas Chrystus, sprzeciwia się tym zachowaniom, przez które ktoś krzywdzi siebie lub innych ludzi. Im bardziej kocham człowieka, tym bardziej staję się „nietolerancyjny” wobec tych jego zachowań, które są szkodliwe, gdyż tym bardziej zależy mi na jego losie. Właśnie dlatego im mocniej rodzice kochają swoje dziecko, z tym większą stanowczością chronią je przed każdym niebezpieczeństwem i nie dopuszczają do błędnych zachowań. Jezus był wyjątkowo „nietolerancyjny” wobec cynicznych i przewrotnych zachowań faryzeuszów czy uczonych w Piśmie. Tolerancja postawiona w miejsce miłości to szczyt obojętności na los ludzi, podczas gdy miłość to najbardziej intensywna forma troski o każdego człowieka.

 

Czwarty błąd polega na utożsamianiu miłości z akceptacją. Niektórzy sądzą, że akceptacja stanowi istotę, a nawet najwyższy przejaw miłości. Tymczasem akceptować drugiego człowieka, to mówić: bądź sobą, czyli pozostań w obecnej fazie rozwoju. Tego typu przesłanie jest skrajną naiwnością wobec ludzi, którzy przeżywają kryzys. Nikt roztropny nie zachęca złodzieja czy gwałciciela do tego, by „był sobą”. Akceptacja to coś znacznie mniej niż miłość nie tylko w odniesieniu do ludzi w kryzysie, ale także w odniesieniu do ludzi szlachetnych. Nikt z nas nie jest przecież na tyle dojrzały, by nie mógł się dalej rozwijać. W rozwoju człowieka nie ma granic! Tylko w odniesieniu do Boga miłość jest tożsama z akceptacją, gdyż Bóg jest wyłącznie miłością i nie potrzebuje rozwoju. Tymczasem nikt z ludzi miłością nie jest i dlatego nikt z nas nie powinien zatrzymywać się w obecnej fazie rozwoju.

 

Jest czymś słusznym akceptować prawdę na temat aktualnej sytuacji i postawy danego człowieka. Równie słuszne jest akceptowanie nienaruszalnej godności danej osoby. Zarówno jednak prawda o danej osobie, jak również godność tej osoby nie jest zależna od tego, czy ją akceptujemy, czy też nie. Od nas zależy natomiast postawa wobec danej osoby, czyli właśnie to, czy ją kochamy czy też jedynie akceptujemy prawdę o niej i o jej godności. Kochać to nie „zamrażać” kogoś w jego obecnej — najpiękniejszej nawet! — fazie rozwoju, lecz pomagać mu, by nieustannie się rozwijał. Akceptować, to mówić: bądź sobą!, a kochać, to mówić: pomogę ci stawać się codziennie kimś większym od samego siebie. Miłość to niezwykły dynamizm, to zdumiewająca moc, która potrafi przemienić człowieka. Właśnie dlatego błędem jest mylenie miłości z akceptacją prawdy o człowieku czy z uznawaniem jego godności. Błąd ten oznacza w praktyce zachęcanie danego człowieka do tego, by zrezygnował z dalszego rozwoju. Kto kocha, ten ma odwagę proponować drugiej osobie nieustanne dorastanie do świętości. Kto jedynie akceptuje, ten takiej odwagi nie posiada.

 

Mit piąty na temat miłości to przekonanie, że ”wolne związki” to najbardziej „nowoczesna” forma wyrażania miłości w relacji kobieta — mężczyzna. Mylenie miłości z tak zwanym „wolnym związkiem” to efekt nieodpowiedzialnej, „rozrywkowej” wręcz wizji więzi między kobietą a mężczyzną. W rzeczywistości nie istnieje „sucha woda”, „kwadratowe koło” ani „wolny związek”. Ludzie, którzy ulegają tego typu mitowi, deklarują sobie, że się kochają, czyli że żyją w najsilniejszym związku, jaki jest możliwy we wszechświecie. Jednocześnie twierdzą, że w każdej chwili mogą siebie opuścić, gdyż żyją w związku, który ich nie wiąże i do niczego nie zobowiązuje. Tacy ludzie używają wewnętrznie sprzecznego wyrażenia po to, by ukryć bolesny dla nich fakt, że ich „wolny związek” to w rzeczywistości związek egoistyczny, czyli niewierny, niepłodny i z definicji nietrwały. Taki związek jest wolny naprawdę tylko od jednego: od odpowiedzialności za własne postępowanie i za drugą osobę. W „wolnym związku” ta druga osoba traktowana jest jak sprzęt domowy, który wypożycza się w sklepie na próbę i którego w każdej chwili można się pozbyć.

 

Kto kocha, ten ma mentalność zwycięzcy. Taki człowiek pragnie czegoś znacznie większego niż romansu albo bycia dla kogoś kolejnym „partnerem”. Rozumie, że nie jest możliwe małżeństwo na próbę, gdyż nie jest możliwe życie na próbę. Wie też, że druga osoba nie jest sprzętem, który można wypróbować i ewentualnie zwrócić do sklepu, ale osobą, którą należy nieodwołalnie kochać. Dojrzały człowiek potrafi kochać wiernie i nieodwołalnie. Ma też świadomość, że na świecie istnieją tacy ludzie, którzy potrafią kochać w podobny sposób.

 

Szósty błąd w odniesieniu do miłości to przekonanie, że miłość jest formą naiwności. To prawda, że niektóre sposoby odnoszenia się do drugiego człowieka mogą być przejawem naiwności. Kiedy jednak taka sytuacja ma miejsce, wtedy z pewnością nie jesteśmy dojrzali i nie kochamy. Tam, gdzie pojawia się naiwność, miłość natychmiast odchodzi. Dojrzała miłość jest bowiem nie tylko szczytem dobroci, ale też szczytem roztropnej mądrości i w żadnym przypadku nie da się jej pogodzić z naiwnością. Chrystus poświęcał każdego dnia wiele czasu na to, by swoich słuchaczy uczyć mądrego myślenia właśnie dlatego, by nigdy nie pomylili miłości z naiwnością. On pragnie, byśmy w miłości byli nieskazitelni jak gołębie, ale roztropni jak węże (por. Mt 10, 16).

 

Mylenie miłości z naiwnością ma miejsce wtedy, gdy dana osoba nie potrafi bronić się przed człowiekiem, który ją krzywdzi i gdy to swoje zachowanie nazywa miłością. Typowym przykładem naiwności jest sytuacja, w której alkoholik znęca się nad swoją żoną, ona dramatycznie cierpi z tego powodu, on przez całe lata lekceważy to jej cierpienie, a ona mimo to rezygnuje z obrony, licząc na to, że jej cierpienie przemieni kiedyś męża. Tego typu postawa to mylenie miłości z bezradnością lub z naiwnym liczeniem — wbrew oczywistym faktom! — na to, że krzywdziciel wzruszy się kiedyś cierpieniem swojej ofiary i zechce zmienić swoje postępowanie.

 

Miłość nie jest naiwnym cierpiętnictwem. Człowiek, który dojrzale kocha, potrafi przyjąć najbardziej nawet niezawinione cierpienie, jeśli mobilizuje ono krzywdziciela do tego, by się zastanowił i by zmienił. Jeśli jednak krzywdziciel pozostaje obojętny na nasz ból i nie zmienia swego błędnego postępowania, to wtedy pozostaje nam już tylko miłość na odległość. Takiej właśnie mądrej miłości uczy nas Jezus w przypowieści o mądrze kochającym ojcu, który wychodzi na drogę i z nadzieją czeka na powrót syna, ale który nie udziela błądzącemu żadnej pomocy, dopóki ten trwa w błędzie. W miłości, której uczy nas Chrystus, obowiązuje zasada: to, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził.


Dojrzała miłość to decyzja troski o rozwój drugiego człowieka. To decyzja całej mojej osoby, a nie tylko mojej woli. To decyzja wyrażana w słowach i czynach dostosowanych do zachowania drugiej osoby. Człowiek dojrzały jest tak dobry, że potrafi kochać wszystkich ludzi, których spotyka, a jednocześnie jest tak mądry, że osobiście wiąże się tylko z tymi, którzy też potrafią dojrzale kochać.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
sobota, 21 sierpnia 2010 07:57

Miłość i wojna

Miłość i wojna

John & Stasi Eldredge, Miłość i wojna, Oficyna Wydawnicza LOGOS, Warszawa 2010.


Odmienne doświadczenia, drażniące nawyki, różnice charakteru, presja otoczenia, teściowie... Krótko mówiąc – trudności. A przecież miało być „długo i szczęśliwie”, radośnie, beztrosko, miło.

 

Jak wygląda dzień powszedni walecznego rycerza i pięknej księżniczki?

 

Według autorów Miłości i wojny – niemal tragicznie. Życie po ślubie zmienia się często z romantycznej opowieści miłosnej w pełną zaciętych potyczek historię wojenną. Kobieta i mężczyzna, jeszcze do niedawna zakochani w sobie na śmierć i życie, muszą teraz zmierzyć się z monotonną codziennością, problemami finansowymi, nieproszonymi wizytami i radami „mamusi”, a wreszcie – z samymi sobą.  Ich życie z niemal niebiańskiego i sielankowego bardzo szybko może zmienić się w piekło.

 

Tę apokaliptyczną wizję Eldredge’owie zaopatrują jednak w iskierkę nadziei. Dzieląc się bogatym doświadczeniem ze swojego 25-letniego burzliwego pożycia, przekonują, że przy odpowiednich staraniach możliwe jest osiągnięcie szczęścia i spełnienia w tej małżeńskiej przygodzie.

 

Oczywiście Miłość i wojna to dzieło przesycone subiektywizmem, oparte na doświadczeniach konkretnych ludzi, opisujące rzeczywistość z ich punktu widzenia. Z całą pewnością nie jest to vademecum, zawierające odpowiedzi na wszelkie pytania. Jednak wiele teorii, zawartych w książce Eldredge’ów, poddanych głębszej refleksji, może zaowocować pełniejszym i szczęśliwszym przeżywaniem małżeństwa.

 

Przesłanie Miłości i wojny wyraża ten krótki fragment: „miłość kosztuje wszystko. Spójrz na krzyż. Miłość jednak zawsze jest tego warta”.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
niedziela, 10 października 2010 08:02

Więzy i więzi

Więzy i więzi

Bill Hybels, Lynne Hybels, Więzy i więzi. Jak stworzyć udany związek?,  wyd. Esprit, Kraków 2010


Nieśmiałe spojrzenia, przelotny dotyk, długie rozmowy, czułe uśmiechy i pocałunki, zabawne perypetie, czasem dramatyczne przygody, rozstania. A potem i tak następuje wyczekiwany przez wszystkich happy end – ślub.

 

Do takiego scenariusza przyzwyczajają masowo produkowane hollywoodzkie komedie romantyczne. Ich twórcy zazwyczaj nie zadają sobie trudu pokazania tego, co dzieje się z bohaterami później. Dlaczego? Ponieważ nie tego oczekują widzowie: o ileż przyjemniej oglądać losy zakochanych, pełne namiętności i niespodzianek, niż jednostajne życie małżeńskiej pary!

 

Ale czy małżeńskie pożycie naprawdę jest jednostajne? Czy ślub faktycznie stanowi jedynie ukoronowanie wielkiego uczucia? Może warto dostrzec w nim początek najbardziej niezwykłej ze wszystkich przygód?

 

Właśnie w ten sposób swoje poślubne życie zdają się przedstawiać autorzy Więzów i więzi. Całe ich małżeństwo zdaje się przypominać romans na huśtawce – pełen burz, wzlotów i upadków. Tak bogate doświadczenie pozwoliło Billowi i Lynne Hybels na stworzenie poradnika dla par, pomagającego czytelnikom na dojrzałe przygotowanie się do małżeństwa (przede wszystkim poprzez dokładne poznanie siebie i przyszłego współmałżonka), a następnie wspólne pokonywanie tysięcy rozmaitych przeszkód (jak np. pracoholizm, nieuleczone kompleksy, różne tradycje rodzinne, przytłoczenie codziennością, zagubienie romantyzmu) i życiowych huraganów.

 

Autorzy Więzów i więzi nie ukrywają, że małżeństwo jest bardzo trudnym wyzwaniem, a wspólne w nim trwanie wymaga olbrzymiego nakładu pracy od każdej z zaangażowanych stron. By wspomóc czytelników swoje rozważania uzupełnili konkretnymi przykładami z własnego pożycia, a na końcu książki zamieścili praktyczny trening rozwiązywania konfliktów.

 

Choć na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej poradników dla par, dzieło Hybels’ów warte jest uwagi choćby dla tej jednej przyczyny, iż bez wątpienia udowadnia, że małżeństwo nie jest końcem, lecz początkiem wielkiej przygody.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
wtorek, 24 maja 2011 12:44

Wierność przed ślubem (nawet przed poznaniem?)

Wierność przed ślubem (nawet przed poznaniem?)

Czy można być wiernym drugiej osobie, gdy nie wiemy nawet, kim ona jest? Kiedy nie mamy pojęcia, gdzie może teraz być i co właśnie robi? Gdy nie mamy cienia pewności, jak wygląda? A tym bardziej – jak ma na imię?


O ile mówienie o wierności w związku ma swoje silne uzasadnienie, o tyle mówienie o wierności osobie jeszcze-nam-nieznanej może być bardziej problematyczne. A jednak te dwie kwestie wiążą się ze sobą bardzo ściśle. Trzeba pamiętać, że w obu przypadkach jest to wierność Komuś.

 

Jeśli chcemy być wierni samym sobie (to jest tu równie ważne!) i wierni drugiemu, którego jeszcze nie znamy, musimy pamiętać, że wszystko, co robimy, jest znaczące. Nie mogę tak po prostu zamykać oczu i liczyć na to, że kiedy już spotkam Tego Jedynego, to będzie inaczej, a to, co teraz, nie będzie się liczyć. Może tak się zdarzyć, ale niektórych sytuacji lepiej uniknąć, bo pozostające rany mogą goić się bardzo długo. Ciężko jest wymazać wszystko.

 

Jest to ogromnie istotne, jeśli chodzi o czystość przedmałżeńską. Mamy ogromne szczęście, gdy spotykamy osobę, która stanie się naszym małżonkiem, a która we wcześniejszych kontaktach damsko-męskich nie przekroczyła nigdy granicy. Dla wielu kobiet i mężczyzn sam fakt, że Miłość-Mego-Życia chodziła za rękę z inną kobietą czy innym mężczyzną albo wyznawała miłość obcemu nam człowiekowi, jest bolesny. A co, jeżeli do tego dochodzą intymne stosunki? Nawet jeżeli jestem z kimś, kto wydaje mi się być jedynym i ostatnim, dopóki nie podjęliśmy decyzji i nie przypieczętowaliśmy jej węzłem małżeńskim, nie możemy mieć pewności, że to już na zawsze. Wierność przed ślubem chyba de facto musi być wiernością przyszłemu małżonkowi.

 

Czy ta wierność oznacza jedynie wstrzemięźliwość? Nie tylko. Wierność przed ślubem to także dbałość o swój własny rozwój, przygotowanie się na spotkanie z drugą osobą. Jest to też szacunek do innych ludzi i wrażliwość na nich, bo nigdy nie wiemy, jakie więzy mogą ich łączyć np. z osobą na nas czekającą. Może kiedyś ustąpisz miejsca w autobusie Babci Twojego przyszłego męża? Zdziwilibyśmy się na pewno, gdybyśmy zobaczyli, jakich ludzi spotykamy na co dzień. Oczywiście nie powinna być to jedyna motywacja, ale kto wie, kiedy i w jakich okolicznościach spotkamy Tego Jedynego czy Tą Jedyną.

 

Oczywiście, może nam się wydawać, że to czekanie nie ma sensu. Współcześnie coraz częściej wynajdowane są liczne usprawiedliwienia: że trzeba się wypróbować, że przecież czekać się nie da (sprowadzając seksualność do poziomu jedynie fizycznego, zakłamując ją), że zdobędzie się wiele umiejętności i doświadczenia…

 

Myśl o tym, że każdego dnia jesteśmy o krok bliżej do siebie, może być dla nas wielkim motywatorem, aby nie poddawać się takim złudnym zapewnieniom.

 

Kiedy w końcu spotkamy Tę Osobę, która przecież gdzieś na tym świecie zawsze była, nawet gdy czuliśmy się samotni czy wręcz zrezygnowani, ukazuje się nam pełny sens wierności (a i z nią: uczciwości, cierpliwości, wrażliwości, czystości, odpowiedzialności). Wierność przed ślubem, wierność osobie, której jeszcze nie znamy, sprawia, że wierność małżeńska urasta w swojej randze, bo jest przedłużeniem tego silnego przekonania, że małżeństwo nierozerwalnie wiąże ludzi na zawsze.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 08 lutego 2011 21:27

Póki pies nas nie rozłączy

Póki pies nas nie rozłączy

Romuald Pawlak, Póki pies nas nie rozłączy, wyd. Nasza Księgarnia 2011


Renata i Michał, ekspedientka i dziennikarz, żyją w niesformalizowanym związku, który opiera się bardziej na przyzwyczajeniu niż na prawdziwej miłości. Nie mają jednak odwagi ani na rozstanie, ani na podjęcie konkretnych kroków, mogących wzmocnić czy nawet scementować ich długoletnią relację. A cała ta, jak się zdaje, patowa sytuacja zostaje wzmocniona przez pojawienie się w ich mieszkaniu nowego lokatora… czarnego pudelka! Jak dowiadujemy się na wstępie, zjawienie się psa w ich związku zostało już wcześniej przez Kogoś ustalone…

 

Historia opowiedziana z perspektywy Michała nie jest jednak opowieścią tylko o ich relacji. Obok tej pary pojawiają się też inni ludzie o różnych problemach miłosnych, którzy stanowią ciekawe tło dla najważniejszych wydarzeń. Nie brak w całej tej opowieści zabawnych wydarzeń, nie brak też momentów aż proszących się o refleksję. Czy do ważnych decyzji potrzebna jest zawsze interwencja zewnątrz? Co tak naprawdę dziś osłabia naszą komunikację? I czego potrzebujemy od innych ludzi?

 

A wreszcie: jak kończy się misja czarnego pudelka? Przekonajcie się sami.

 

Zapraszamy do udziału w konkursie!

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
czwartek, 18 sierpnia 2011 19:58

Zakochani w dobroczynności

Zakochani w dobroczynności

Jest wodzirejem. Ponieważ bardzo kocha swoją żonę, stwierdził, że chce być z nią także w pracy, razem więc założyli firmę „Wodzirej Collective”. Dzielą się swoim doświadczeniem i szkolą kandydatów do tego zawodu. Chcą też wspomagać inne inicjatywy, które są bliskie ich intuicji oraz wrażliwości. Patryk Sławiński jako pierwszy użytkownik projektu Dobroczynnosc.com założył swój portfel dobroczynny i stale wspiera kilka organizacji.


Zakochany Reporter przyglądał się funkcjonowaniu innowacyjnego projektu Dobroczynnosc.com od momentu jego uroczystego startu w warszawskim hotelu Hyatt. W skrócie - mamy do czynienia z  narzędziem służącym zwykłym ludziom do efektywnego wspierania szerokiego spektrum stowarzyszeń i organizacji, które działają na rzecz dobra wspólnego.

 

Gdy od inauguracji minęło już trochę czasu, postanowiłem dowiedzieć się, kto z prywatnych darczyńców zarejestrował się na stronie Dobroczynnosc.com jako pierwszy. Po ustaleniu personaliów tego użytkownika, okazało się, że trop wiedzie do znanej rodzinnej firmy wodzirejskiej…

 

- Jako firma „Wodzirej Collective” przygotowaliśmy event inauguracyjny projektu Dobroczynnosc.com. Wcześniej pomagałem swoim wsparciem Klubowi Frondy, który również obsługiwał Maciej Gnyszka z zespołem Gnyszka Fundraising Advisors. Ideę stałego, nawet niewielkiego finansowo wspierania dobrych projektów uważam za skuteczną, dlatego, gdy tylko ruszyła strona projektu, od razu się tam zarejestrowałem – opowiada Patryk Sławiński.

 

I dodaje, że technicznie jest to bardzo proste do wykonania: Po zarejestrowaniu się stworzyłem własny portfel dobroczynny, korzystając z sugestii organizatorów. Stale wspieram Fundację Jaśka Meli, Instytut Globalizacji, Kresy.pl i w największym stopniu fundację Narodowy Dzień Życia. Gdy na liście inicjatyw, które można stale dotować, pojawił się projekt internetowy Rebelya.pl, to część mojego wsparcia skierowałem także tam, ponieważ gorąco popieram ten projekt.

 

To szerokie wsparcie dokonuje się za pomocą jednego przelewu. – Darczyńca wysyła jeden przelew, a obsługa naszego projektu dzieli kwotę darczyńcy wedle jego wskazania przy tworzeniu portfela i rozsyła dalej do organizacji, które wskazał – tłumaczy pomysłodawca projektu Maciej Gnyszka. W taki sposób przez nawet niewielkie, ale stałe wpłaty utrwala się długoterminowa relacja między darczyńcą i wspieraną organizacją, która przesyła zwrotne raporty z informacjami o swoim działaniu. Wskutek takiej relacji tworzy się również dobro, jakim jest kapitał społeczny oraz buduje zaufanie między organizacjami, a prywatnym darczyńcami.

 

Jak się okazało Patryk Sławiński nie tylko wpiera innych w działaniu, ale sam również robi pożyteczne rzeczy. Razem z żoną Mileną są wszechstronnie przygotowani muzycznie i scenicznie. Od lat współpracują z katowickim Ośrodkiem Profilaktyczno Szkoleniowym im. ks. Franciszka Blachnickiego. W ramach tej współpracy pomagają innym wchodzić do zawodu. Na swoim koncie mają już przeprowadzenie kilkunastu edycji Warsztatów Dobrej Zabawy Bezalkoholowej w Polsce i na Ukrainie.

 

Dzięki nim, ich chęci pomocy i pośrednictwu projektu Dobroczynnosc.com kilka organizacji, które swoją działalnością wytwarza mnóstwo dobrych inicjatyw, otrzymuje regularne wsparcie na swoje codzienne funkcjonowanie. Liczba organizacji, którym można pomagać wynosi 17 i stale się zwiększa. Nie trzeba chyba dodawać, że organizacje dobroczynne, zgromadzane na dobroczynnosc.com gorąco liczą na zwiększanie się liczby chętnych, którzy podobnie jak Patryk Sławiński zdecydują się zmieniać świat w lepsze miejsce do życia.

 


Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane