Czy istnieje dobry czas na dziecko?
Jestem w takim wieku i na takim etapie życia, że rozmowy na temat dzieci stają się coraz częstsze. Zarówno ze świeżo upieczonymi rodzicami jak i z tymi, którzy mają kilkanaście (lub więcej) lat doświadczenia, a także z tymi, którzy o dzieciach dopiero myślą. W moim wypadku poniższe rozważania będą czysto teoretyczne. A może nie do końca? Przecież nie mając dziecka, tym bardziej zadaję sobie owo pytanie: kiedy jest na nie najlepszy czas?
Powinnam zacząć od tego, że już sam nasz ślub nie był w „dobrym” czasie. Obecnie wśród zakochanych studentów tendencja jest taka, aby z małżeństwem poczekać przynajmniej do zakończenia studiów. My tymczasem postanowiliśmy pobrać się po trzecim roku studiów. Wspominając to, co działo się po ich zakończeniu, jestem wyjątkowo wdzięczna, że nie daliśmy się przekonać o tym, aby poczekać. Końcówka ostatniego roku studiów (jesteśmy w tym samym wieku) i żegnanie się ze statusem studenta było naprawdę trudnym zadaniem. Walka ze sobą podczas pisania pracy magisterskiej, stres związany z terminami, niepewność wynikająca z poszukiwaniem stałej pracy, a do tego wszystkiego koniec z ulgami studenckimi, które znacząco ułatwiają życie. To był dla nas gorący okres i nie wyobrażam sobie wrzucić do tego kotła jeszcze ślubu – tych emocji oraz całego galimatiasu związanego z przygotowaniami.
Czy sprawa wygląda podobnie jeśli chodzi o potomstwo? Czy naprawdę należy osiągnąć tę mityczną stabilizację (przez wielu rozumianą jako dobrze płatna praca z umową na czas nieokreślony, samochód i własne mieszkanie)? Ile przyszłoby nam czekać, jeśli faktycznie chcielibyśmy począć dziecko dopiero w momencie, gdy zdobylibyśmy mieszkanie co najmniej dwupokojowe (niech będzie na kredyt) i całkiem niezły samochód? Patrząc tak na rzeczywistość należałoby pogratulować rozsądku tym, którzy późno się zakochują i późno biorą ślub – ich omijają podobne rozważania dotyczące potomstwa – mają już wszystko, czego potrzeba, a czas goni, więc na dziecko trzeba decydować się szybko. Ale przecież nie wybieramy sobie czasu, w którym na naszej drodze staje przeznaczonym nam mąż/żona!
Póki co mam poczucie, że nasza stabilizacja nigdy nie nadejdzie w takiej formie jak życzy sobie tego świat – nastał kryzys, kredyty dają niechętnie, o pracę ciężko, do tego mamy wykształcenie humanistyczne, z dziedziczeniem i bogatymi rodzicami też krucho. Dom, auto, dobrze płatna praca? Czasem chciałoby się powiedzieć: chyba w innym wcieleniu! Czy to oznacza, że mamy nie mieć dzieci? A może jednak powinniśmy zebrać się w sobie, zacisnąć zęby i pracować do 35 roku życia, aby zadbać o ową stabilizację?
Czasem mam wrażenie, że stabilizacja jest słowem, które zastępuje wygodnictwo. „Musimy osiągnąć stabilizację zanim zdecydujemy się na dziecko” może być tak naprawdę niechęcią do rozstania się z obecnym stanem rzeczy i sposobem funkcjonowanie. A poza tym, jak dziecko pojawi się na świecie, to i tak zburzy naszą dotychczasową stabilizację – jeśli nie finansową to emocjonalną, towarzyską...
Moja mama ostatnio powtarza, że dzieci rodziły się nawet podczas wojny. Czasem trzeba matkom rację przyznać. Oczywiście, na pewno należy się starać o zapewnienie godnych warunków dla naszego malucha, ale przy okazji warto się zastanowić, czy nasze wymagania względem statusu posiadania nie są aby wygórowane.
Poza finansami, o niedobrym czasie na dziecko świadczy fakt, że akurat jest dobry czas na coś innego: karierę, podróżowanie, młodzieńcze szaleństwa. Decydujemy, że warto poczekać na awans albo na spełnienie marzenia o podróży do Ameryki Południowej. Tymczasem wraz z awansem mamy coraz większą chęć na kolejny, do którego jesteśmy tak blisko i znów czas nie dziecko jest nieodpowiedni. Po Ameryce przychodzi planowanie wyprawy po Afryce, a czas upływa i z każdym dniem coraz trudniejsze wydaje się odnalezienie w roli przyszłego rodzica. Czy naprawdę realizowanie pasji z dzieckiem jest niemożliwe?[1]
Myśląc o swoich przyszłych dzieciach, warto być szczerym z sobą samym. Bez wątpienia jest to bardzo wymagająca decyzja, która musi być podjęta w pełni odpowiedzialnie. Ale chyba nie ma potrzeby zbytnio się bać – zawsze w naszym życiu może zdarzyć się coś nieprzewidywalnego (ot, chociażby utrata pracy) i prawdopodobnie nigdy nie nastanie czas idealny. Ilu jest rodziców, którzy po kilku latach od urodzenia nie w pełni planowanego dziecka mówią: „To był najlepszy moment w naszym życiu – sami byśmy tego tak perfekcyjnie nie zaplanowali”.
Nie pamiętam gdzie i kiedy, ale usłyszałam od rodziców kilkorga dzieci taką myśl: musimy zadać sobie pytanie nie tylko o to, czy my chcemy przyjąć dziecko, ale również czy ono nie potrzebuje, abyśmy je przyjęli. Ta przewrotna i nie do końca oczywista myśl może sprawi, że spojrzymy na całą sprawę z innej perspektywy. Może jest jakieś dziecko, które tylko czeka na to, aby urodzić się w naszej rodzinie, poznać swoich dziadków i nacieszyć ofiarowanym mu, wyjątkowym ciepłem.
Czy istnieje dobry czas na dziecko? Myślę, że nie. Na dziecko nie ma dobrego czasu, bo ono zawsze nam w czymś przeszkodzi, zawsze będziemy musieli mu jakąś część swojego życia poświęcić. Myślę też, że istnieje moment, w którym coraz bardziej pragniemy dziecka i w którym ono pragnie nas. Naszej miłości, czułości, radość i ciepła. Warto wsłuchać się siebie, aby nie zagłuszyć tego pragnienia.
[1] O tym jak mając dzieci rozwijać pasje do podróży i kolarstwa można się przekonać na stronie: http://www.rowerowarodzinka.pl/
Być Rodzicem
BYĆ RODZICEM - to autorski program czerpiący ze Szkoły dla Rodziców i Wychowawców, którego autorką jest p. Anna Zygmunt-Kucharska. Seria kursów dla rodziców BYĆ RODZICEM obejmuje trzy elementy:
1. BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica
2. BYĆ RODZICEM - Start
3. BYĆ RODZICEM - Nastolatka i nie zwariować
Zapraszamy do zapoznania się z naszą propozycją. Zostań skutecznym rodzicem i ciesz się ze swego rodzicielstwa! Kursy odbywają się w Krakowie w Centrum Budowania Relacji (ul. Sławkowska 1/3b).
______________
BYĆ RODZICEM - ABC Skutecznego rodzica
Zajęcia mają charakter edukacyjny i są treningiem komunikacji z dzieckiem. Przeznaczone dla wszystkich rodziców, nauczycieli i opiekunów, dla których wartością jest budowanie relacji z dzieckiem, pogłębianie trwałej więzi, która posłuży dobremu porozumiewaniu się przez całe życie. Uzyskane umiejętności wpływają na poprawienie relacji z innymi nie tylko w rodzinie i szkole, pozwalają zadbać o własne potrzeby i czerpać satysfakcję z kontaktu z ludźmi.
Zawartość tematyczna:
• Relacja – jak budować i pogłębiać dobrą relację z dzieckiem
• Uczucia - jak akceptować i radzić sobie z trudnymi emocjami
• Współpraca - jak skłonić dzieci do wspólnych działań
• Dyscyplina - jak korygować niepożądane zachowania bez przemocy
• Samodzielność i odpowiedzialność- jak kierować a nie wyręczać
• Poczucie wartości dziecka - jak budować i rozwijać pozytywny obraz siebie i adekwatną samoocenę
Zajęcia odbędą się w cyklu sześciu 3-godzinnych spotkań.
Sugerowana darowizna: 200 zł od osoby (w przypadku małżeństw 300 zł) za cały kurs (18 godzin).
Najbliższe terminy kursu:
1. Grupa wieczorna: 27 II 2012 r. (poniedziałek), godz. 17.30-20.45 - ZAPISY
2. Grupa poranna: 29 II 2012 r. (środa), godz. 9.30-12.45 - ZAPISY
BYĆ RODZICEM - Start
Na ten kurs zapraszamy pary planujące dziecko, rodziców w ciąży oraz rodziców maluchów i wszystkich zainteresowanych rozwojem człowieka u początku jego życia.
Będzie tu można zdobyć wiedzę oraz przećwiczyć niektóre umiejętności związane z:
• prawidłową pielęgnacją niemowlęcia
• odczytywaniem potrzeb malucha i ich zaspokajaniem (np. w sferze ruchowej, emocjonalnej, poznawczej)
• komunikacją z niemowlakiem
• wychowaniem najmłodszych
• odnalezieniem się w roli rodzica
Odbędą się dwa 4-godzinne spotkania poświęcone rozważaniom na powyższe tematy.
Sugerowana darowizna: 90 zł od osoby (w przypadku małżeństw 160 zł) za cały kurs (8 godzin).
Najbliższy termin kursu:
1. Grupa weekendowa: 21 IV 2012 r. (sobota) - ZAPISY
UWAGA! Wszystkim zainteresowanym kursem polecamy również BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica - wcale nie jest za wcześnie!
BYĆ RODZICEM - Nastolatka i nie zwariować!
Kurs przeznaczony dla rodziców nastolatków, a także dla nauczycieli i wychowawców pracujących z tą grupą wiekową.
Uczestnicy dowiedzą się:
• na czym polega specyfika okresu adolescencji i dlaczego bywa on tak trudny.
• co można zrobić, żeby zadbać o wzajemną więź w tym okresie.
• przećwiczymy umiejętności, które pomogą wesprzeć swoje dorastające dziecko, a samemu pozbyć się, tak nieznośnego, uczucia bezradności.
Spotkania będą poświęcone następującym tematom:
1. Co zrobić, by nie odszedł, jak zadziałać, by wrócił – o roli więzi.
2. Czuje, pragnie, potrzebuje – o roli uczuć w relacjach
3. Słuchaj, mów, rozmawiaj – o roli i sposobie rozmawiania
4. Umiem, chcę, działam – o budowaniu poczucia własnej wartości i motywacji do działania
5. Trudne tematy są trudne – używki/media/seks
6. Granice, normy, zasady – jak to zrobić z nastolatkiem
Terminy w trakcie ustaleń, ale nie wcześniej niż w kwietniu.
UWAGA! Wszystkim zainteresowanym kursem polecamy również BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica - wcale nie jest za późno!
Dziecko z chmur
Justyna Bigos, Beata Mozer „Dziecko z chmur”
Wyd. Nasza Księgarnia 2010
Książka „Dziecko z chmur” to prawdziwa opowieść dwóch kobiet, a właściwie szerzej: dwóch małżeństw pragnących dziecka i zmagających się z problemem niepłodności. I wraz z tym, zmagających się z pytaniami o własne powołanie, o swoją miłość oraz o rolę Boga w tym wszystkim. To historie o cierpieniu, o marzeniach, o poszukiwaniu sensu, o wspieraniu się oraz o dojrzewaniu, a wreszcie o upragnionych "dzieciach z chmur", dzieciach adoptowanych.
Justyna i Beata to koleżanki ze studiów, które połączyło to samo pragnienie i podobny trud do spełnienia, a zatem wspólna droga. Książka została pomyślana jako przeplatające się zapiski autorek, retrospektywne odtwarzanie wydarzeń oraz emocji. Jest to nie tylko opis sytuacji, ale także odważne zadawanie pytań i szukanie na nie odpowiedzi.
Historie warte przeczytania i zrozumienia.
"Odważę się powiedzieć, że jest jakiś przedwieczny sens, tajemnica ii przykazanie Rodziny Zastępczej, skoro sam Bóg powierzył swego Syna takiej właśnie rodzinie ludzkiej.
Piękna, mądra i wartościowa książka - pięknych, mądrych i wartościowych kobiet, Justyny i Beaty.
Tekst odważny, pełen dramatyzmu, krystalicznej szczerości, bezkompromisowy, głęboki, poruszający i wymowny."
Piotr Fronczewski (z opisu książki)
Książkę można zakupić poprzez stronę wydawnictwa Nasza Księgarnia
Ku pokrzepieniu
Bycie dobrym chrześcijaninem w dzisiejszych czasach to trudne zadanie. Ta prawda jest tak powszechnie znana, że wydaje się czczym banałem. A skoro tak się sprawy mają, cóż możemy na to poradzić? Czy mamy szansę zmienić świat kultury masowej i wartości, jakie ona propaguje? Czy świadectwo jednej osoby przekona miliony młodych ludzi, że czystość przedmałżeńska ma sens, a bycie człowiekiem dobrym jest o wiele cenniejsze od bycia bogatym? Prawdopodobnie nie. Jednak wysiłek, zmierzający do zanegowania szeroko rozpowszechnionych, a sprzecznych z etyką chrześcijańską trendów, niekoniecznie pozostanie bezowocny. Dzięki niemu może uda się przekonać niedowiarków, że budowanie życia w oparciu o wartości chrześcijańskie, choć niekoniecznie łatwe, jest jednak możliwe.
W doskonały (i naprawdę przekonywujący) sposób udowadniają to Monika i Marcin Gajdowie w swojej książce Rodzice w akcji. Mimo ogromnego bagażu doświadczenia – zarówno zawodowego (są psychoterapeutami), jak i prywatnego (wychowują czwórkę dzieci) – Gajdowie z pokorą i otwartością dzielą się z czytelnikami swoją wiedzą, nie roszcząc sobie przy tym praw do miana nieomylnych autorytetów. W jasny i czytelny sposób przedstawiają propozycje rozwiązań wielu problemów, jakie najczęściej stawiają przed rodzicami ich pociechy. Jak uporać się z niejadkiem? Czy zmuszać nastolatka do uczestniczenia we Mszy św.? Co zrobić, by nie poświęcić swego małżeństwa na szali rodzicielstwa? Czy wszystkie dzieci należy traktować równo? Sugerując możliwe odpowiedzi na te pytania, Gajdowie pokazują, w jaki sposób poprzez codzienne rodzinne życie można dzielić się z dziećmi swoją wiarą i przekazywać im najcenniejsze wartości. Bez przemocy, przymusu, krzyku.
Rodzice w akcji, choć z jednej strony mogą przerażać ilością wyzwań, jakich stają przed wszystkimi, podejmującymi trud wychowywania dzieci, z drugiej – stanowią wyraz wielkiej radości i wdzięczności autorów za dar rodzicielstwa.
Polecam – to naprawdę dobra książka!
Monika i Marcin Gajdowie, Rodzice w akcji. Jak przekazywać dzieciom wartości, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2010
Czekając na dziecko...
Problem z poczęciem dziecka to jedno z największych wyzwań, z jakimi współcześnie mierzy się coraz więcej małżeństw. Statystyki mówią nawet o 20% par, które mają tą trudność. Dla wielu z nich jest to ciężka próba wiary, często też sprawdzian ich miłości i wierności oraz nauka nadziei a także całkiem nowego spojrzenia na swoje życie i powołanie. Niektórzy doczekują się potomstwa, inni reinterpretują swój pierwotny zamysł i odkrywają, że Droga prowadzi inaczej.
„Kiedy dziecko każe na siebie czekać” (wyd. Esprit) to niezwykła książka o walce duchowej małżonków i ich pytaniach o sens oraz istotę rodzicielstwa. Autorzy (Marie i Michal Mornet), którzy sami przeszli tę drogę, w rzeczowy sposób opisują sytuację małżonków dotkniętych obniżoną płodnością, w piękny sposób uwrażliwiają i – można rzec – otwierają oczy. Dużo prościej jest wchodzić w tak delikatny temat, gdy spojrzymy oczami samych małżonków, gdy wsłuchamy się w ich historie. Czy dziecko rzeczywiście „każe”? A może prosi o poczekanie? Książka ukazuje proces dojrzewania małżonków – w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym, duchowym i zawodowym. Proces tak głęboki i poruszający, że staje się dla czytelnika lekcją duchowo-życiową.
Książka porusza także trudny (szczególnie dla małżonków cierpliwie i długo czekających) temat adopcji. Zobrazowana została prawda o tym, że Bóg czuwa nad rodzicami w tej decyzji i niejednokrotnie wyprzedza ich kroki. Wzruszyła mnie głęboko historia małżonków z Francji, którzy pomimo swoich wcześniejszych postanowień co do wieku dziecka (które miało mieć do 4 lat), przyjęli 11-letniego chłopca z Polski.
Rzeczowym uwieńczeniem książki jest dodatek Pierre’a Protota na temat metod wspomagania płodności – ich sposobu działania oraz stosunku Kościoła do tychże metod. Zabrakło jedynie (albo aż) tematu naprotechnologii (jest on wzmiankowany, ale nie rozwinięty wystarczająco), ale sądzę, że to jest temat na inne publikacje. Droga do naprotechnologii chyba musi zostać wytyczona przez takie publikacje jak ta państwa Mornet, czyli idąc od i dochodząc do wnętrza sprawy, do serc ludzi.
Polecam W s z y s t k i m - nie tylko osobom, które długo czekają na dziecko i doskonale czują, o co w tym naprawdę chodzi. Polecam Wszystkim, bo każdy z nas spotyka (a jeśli jeszcze nie spotkał, to na pewno tak się stanie) takie pary. Warto wtedy wiedzieć więcej. Widzieć więcej.
Marie i Michel Mornet, Kiedy dziecko każde na siebie czekać. Nadzieja dla długo starających się o dziecko, wyd. Esprit 2011.

Pomocy! Jestem TATĄ!
Leszek Talko, „Pomocy, jestem tatą! Czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szyybko”, wyd. Nasza Księgarnia 2008
„Pomocy! Jestem TATĄ” Leszka Talko to prześmieszne dzieło! Wprost do czytania między prasowaniem ubranek a karmieniem bobasa. Do książki podeszłam z humorem, chociaż zdaję sobie sprawę, że serce zabolałoby niejedną kobietę, która podeszłaby do tej książki bardzo poważnie. W „Pomocy!...” znajdziemy fajne przejścia z jednego rozdziału - do na przykład 30ego - i to zależy od nas, od tego jak odpowiemy na zadane pytanie i gdzie nas ta odpowiedź skieruje:-)
Sama nie mam dzieci (jeszcze :-) ) i owszem, trochę mnie przeraziła wizja pisarza. W sumie od nas zależy, czy uwierzymy autorowi, że na 100% nasze życie wywróci się do góry nogami, będą kłótnie i rozstania... czy potraktujemy ją właśnie jako poradnik i wbrew zapewnieniom autora postaramy się, by było inaczej:-) Ja z reguły robię coś właśnie wtedy, kiedy inni mówią, że to niemożliwe! Zatem wszyscy tatusiowie powinni stać się superbohaterami i pokazać, że POTRAFIĄ i CHCĄ i POSTARAJĄ się zrobić INACZEJ! Z tego skorzystają nie tylko mamusie, ale i dzidziusie:-) Uśmiechnięci mama i tata to podstawa! A kariera? W książce jest napisane, że po pojawieniu się dziecka mamy przechlapane! Sądzę, że to zależy od nas i… naszego szefa. A poradniki o papkach, ubrankach i czytaniu książeczek? Autor mówi, że to wszystko kłamstwa! Uważam, że sami potrafimy ułożyć sobie w głowie plan i to, jak wyobrażamy sobie spacerki, rozwiane włosy, dzidziusia śmiejącego się z wózeczka i tłamszącego misia, przespane noce, wyprasowane ubranka ułożone kolorami i szczęśliwe małżeństwo - to tak właśnie będzie.
Ale książkę polecam, choćby po to, żeby zobaczyć, że faceci też się stresują i mają naprawdę śmieszne przemyślenia! :-) :-)
Dzikie stwory. Sztuka wychowywania chłopców
Pozycja Stephena Jamesa i Davida Thomasa jest próbą odpowiedzi na rosnącą wciąż potrzebę właściwego rozumienia i kształtowania osobowości chłopców i młodzieńców wkraczających w dorosłe życie mężczyzny.
Całość pozycji jest podzielona na trzy części. W pierwszej z nich autorzy kolejno starają się przedstawić poszczególne etapy w rozwoju chłopca – począwszy od wieku 2 lat, a kończąc na 22 roku życia. Przedziały wiekowe, jak zaznaczają sami autorzy, są jedynie umowne i mają posłużyć rodzicom, opiekunom czy wychowawcom chłopców – w ogólnej orientacji w procesie rozwoju chłopca.
W drugiej części czytelnik zapozna się z budową i funkcjonowaniem mózgu chłopca. Istnieje wiele znaczących różnic w procesach myślowych, w tempie dojrzewania, a także w sposobie przetwarzania informacji oraz uczenia się – przez mózgi męskie i żeńskie. Zagadnienia te zostały przedstawione przez autorów bardzo przystępnym językiem, przy użyciu codziennych przykładów.
Kolejna, trzecia część, zawiera w sobie treści, które w szerokim i wąskim znaczeniu, dotykają kształtowania serca chłopca. Autorzy wskazują na wagę właściwych relacji chłopca – zarówno z matką, jak i z ojcem. Podkreślają także, jak cenne jest doświadczenie przez wkraczającego w dorosłość chłopca – ceremonii i rytuału inicjacji – poprowadzonych przez ojca oraz innych ważnych dla niego dorosłych mężczyzn. W końcowej części pozycji został poruszony dodatkowo szereg tzw. „gorących tematów”. Rodzice i wychowawcy mogą zapoznać się z punktem widzenia autorów, którzy dotykają zagadnień związanych m.in. z seksualnością, pornografią, masturbacją, orientacją płciową, a także z problemami związanymi z ADHD i ADD.
Poradnik napisany jest językiem prostym i przystępnym, opatrzony jest w szereg przykładów z życia codziennego doświadczonych ojców synów, a także terapeutów pracujących na co dzień z mężczyznami i chłopcami. Cenna i przydatna rodzicom i wychowawcom może okazać się część, w której została omówiona specyfika i działanie mózgu chłopca. Jednak czytając tę pozycję należy brać pod uwagę realia, jak również odmienną kulturę i styl życia rodzin amerykańskich. Warto także mieć swój jasny i właściwie skrystalizowany światopogląd dotyczący istotnych kwestii moralnych. Autorzy często przedstawiają szerokie rozumienie ważnych w znaczeniu moralnym tematów, próbując pokazać czytelnikowi różne spojrzenia na dane zagadnienie – jednak bez wyraźnego dookreślenia własnego postrzegania kwestii.
To, co może zdziwić i zaskoczyć – to sposób przedstawiania trudności związanych z procesem wychowania chłopca na poszczególnych etapach jego rozwoju – nierzadko przy użyciu niekonwencjonalnego języka i porównań, które w rzeczywistości mogą zostać odebrane jako brak akceptacji dla normalnych i potrzebnych przemian w życiu chłopca. Dobrze jest też pamiętać, że każda płeć – w procesie wychowania – stawia rodziców i wychowawców wobec wielu nierzadko trudnych decyzji. Sposób patrzenia na trudności w wychowaniu – ze względu na płeć – powinien być całkowicie wolny od stereotypowego myślenia.
Stephen James, David Thomas, Dzikie stwory. Sztuka wychowania chłopców, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2011
Być matką
Katarzyna Więcka: Co znaczy dla Ciebie bycie matką?
Kamila Krawczyk: Bycie matką to odpowiedzialność za nowe życie, za życie swojego dziecka. To brzmi tak doniośle, że aż można się przestraszyć. Ale czy to tylko odpowiedzialność? Nie tylko. Czasami trzeba stać się dzieckiem, by zająć się nimi dobrze i zrozumieć, o co maluchom chodzi. By umieć się z nim bawić, ale też przekazać poważne wiadomości.
Jak czujesz się w roli matki?
Bycie matką to coś najcudowniejszego, co przydarzyło mi się w życiu. Jest to jedna długa lekcja. Nauczyłam się, że to nie ja jestem na pierwszym miejscu. Że moje potrzeby nie są najważniejsze na świecie. Nauczyłam się żyć dla kogoś. Nauczyłam się kochać, bezwarunkowo, za nic… Wydaje mi się, że nauczyłam się być lepszym człowiekiem.
Kim jest dla Ciebie Twoja mama? Czy coś zmieniło się w Waszych relacjach po tym, jak sama zostałaś matką?
Moja Mama jest moją pierwszą nauczycielką, to ona nauczyła mnie wszystkiego. Od rzeczy tak prozaicznych jak używanie noża i widelca, aż do okazywania uczuć. Mama oprócz bycia dla mnie przykładem jest też moją przyjaciółką, zawsze mogłam i mogę liczyć na jej radę, pomoc. Co się zmieniło? Dopiero gdy sama zostałam matką, zrozumiałam, że mama zawsze, jak nikt inny na świecie, chce dla mnie dobrze. Będąc nastolatką często się buntowałam przeciw zakazom i zasadom, ale teraz wiem, że wszystko to było dla mojego dobra. Że wszystko to było robione z miłości. Wiem, że teraz moja miłość do matki jest jeszcze pełniejsza.
Jaki najpiękniejszy prezent może dostać mama?
Najcudowniejszym prezentem jest uśmiech dziecka. Gdy już ono potrafi mówić, prezentem jest każde „kocham Cię mamusiu”, choćby było wypowiadane po stokroć dziennie. Każda chwila spędzona z dziećmi jest dla mnie prezentem, i jestem bardzo wdzięczna, że mogę ich spędzać jak najwięcej.
Najlepsze chwile dla matki?
Chwile odpoczynku… (śmiech) Myślę, że to zależy od etapu, na jakim znajduje się dziecko. Dla mnie najpiękniejsze chwile z niemowlęciem to czas karmienia piersią. Każda mama, która to przeżyła, na pewno wie, o czym mówię. To jest niesamowite. Teraz, gdy karmię mojego pięciomiesięcznego synka, czuję błogi spokój. Ciężko to nawet opisać. Wiem, że daję w ten sposób dziecku wszystko, co najlepsze i że ono naprawdę czuje się bezpiecznie. Niesamowity jest fakt, że zwykłe przytulenie mamy potrafi zdziałać cuda. Że jest się lekiem na całe zło, obojętnie czy zbudziły dziecko koszmary we śnie, czy uderzyło się właśnie zabawką. Dotyk mamy pomaga na wszystko.
Na pewno z czasem coraz to inne rzeczy będą wydawać się mi wspaniałe.
A najtrudniejsze momenty?
Niewątpliwie najtrudniejsze są chwile, gdy dziecko jest chore. Już nie wspomnę o tym, co się dzieje, gdy dwoje dzieci jest chorych. Nie są to trudne chwile pod względem fizycznym, jednak wykańczają psychicznie. Niemoc, bezsilność… Wtedy czuję, że coś jest nie tak. Myślę, co źle zrobiłam i jak mam teraz to naprawić.
Oczywiście z żywiołowymi dziećmi każdy dzień wdaje się trudny. Wiele razy myślałam, że już nie mam siły po raz kolejny zbierać zabawek, słuchać płaczu i jęczenia… Dzieci naprawdę potrafią wykończyć człowieka fizycznie. Jednak takie właśnie są dzieci. Trzeba cieszyć się każdym dniem, każdą godziną i minutą spędzoną z nimi.
Czy każde dziecko kocha się tak samo?
Nie (Znów uśmiech) Każde dziecko kocha się inaczej, ale to wcale nie znaczy, że mniej lub bardziej. Moją córeczkę kochałam trochę nieporadnie. Chciałam być jak najlepszą mamą, ale nie zawsze się udawało. Synka kocham bardziej świadomie. Mam świadomość, że szybko z niemowlaka zmieni się w młodzieńca. Staram się nacieszyć tym, że jest jeszcze taki malutki. Oboje ich kocham ponad życie i nie wyobrażam sobie bez nich świata.
Już niedługo Dzień Matki, a potem Dzień Dziecka. Jak będziecie świętować?
Dla nas każdy dzień jest wyjątkowy, bo spędzamy go razem. Jak będziemy świętować? Może razem z córeczką upieczemy ciasto, a później zrobimy sobie piknik w parku, pójdziemy na plac zabaw. Postaramy się, by było miło, rodzinnie i sympatycznie.
Kamila Krawczyk – młoda mężatka, mama Natalki (2,5 roku) oraz Nikosia (pół roku). Z wykształcenia administrator, z powołania – matka. Mieszka z rodziną niedaleko Warszawy.
Dlaczego warto mieć więcej dzieci niż jedno?
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli
Albert Schweitzer
Ten artykuł chciałabym skierować szczególnie do tych małżeństw, które zastanawiają się, czy decydować się na kolejne dziecko oraz do tych, którzy czekają na nie pierwszą już pociechę. Jestem mamą dwójki dzieci i chciałabym podzielić się swoimi przemyśleniami na temat wychowywania więcej niż jednego dziecka i przytoczyć kilka argumentów, dlaczego uważam, że warto mieć więcej dzieci niż jedno. Oto one:
* Każde dziecko jest wielką miłością, radością i szczęściem, niezastąpionym cudem. Mając więcej dzieci, jesteś bogatszy o to wszystko oraz o wiele więcej emocji i niepowtarzalnych uczuć. Możesz więcej osób kochać i więcej osób kocha ciebie.
* Drugie dziecko stanowi najlepszy prezent dla twojego pierwszego dziecka (i na odwrót) - może być jego najlepszym przyjacielem, kompanem niezapomnianych przygód, powiernikiem najskrytszych tajemnic i sekretów. Rodzeństwo zazwyczaj (dzięki genom, wspólnemu wychowaniu, przebywaniu itd.) ma swój wspólny język i najczęściej, pomimo różnych sprzeczek, w obliczu wrogich sił i ataku z zewnątrz, murem staje za sobą. Łączy je specjalna, wyjątkowa więź.
Dzieci łączy rodzinna nić: wspólni rodzice, dziadkowie, historia, wspólne dzieciństwo, wychowanie, a potem wspólne wspomnienia i bagaż doświadczeń, do których wracają chętnie, kiedy są już dorośli. Często później budują razem przyszłość, dzielą ze sobą plany i marzenia.
W chwilach trudnych czy najtrudniejszych, nie daj Boże, jeśli drogi rodziców się rozchodzą, któreś z nich umiera, nikt nie zrozumie dziecka lepiej niż jego siostra czy brat. Dziecko wtedy nie zostaje same wobec rodzinnych problemów świata dorosłych, ale ma oparcie w swoim rodzeństwie. Podobnie jest, kiedy dzieci dorastają i stają się pełnoletnie. Mogą stanowić pomocne ramię dla siebie przez całe życie.
* Pojawienie się drugiego dziecka (a właściwie już ciąża) od początku wpływa na inteligencję emocjonalną starszego dziecka, uczy je empatii, altruizmu, cierpliwości, tolerancji, a także wyrabia poczucie odpowiedzialności oraz bezwarunkowej miłości. Dziecko wie, że nie jest pępkiem świata i musi się dzielić nie tylko uwagą i miłością dorosłych, ale i wszystkim dookoła. Wiele korzyści płynie także dla drugiego dziecka. Starsze uczy się opiekuńczości, młodsze zaś chce naśladować starszego i dogonić go w umiejętnościach, więc uczy się szybciej samodzielności. Jednocześnie dzieci, które mają rodzeństwo łatwiej uczą się wysuwać pomocną dłoń. Wybaczać sobie i przepraszać. Są też bardziej otwarte i śmiałe, ponieważ dodają sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa.
* Dom staje się pełen radości, bo dwie lub więcej małych kreatywnych główek to kilka razy więcej radości niż przy układzie 2+1, kiedy dziecko obcuje z samymi dorosłymi. Jest wesoło, gwarno i pomysłowo, pomimo bójek i przepychanek o zabawkę, nie ma jak wspólna zabawa w sklep, piratów, podbój zamku czy chociażby w chowanego. Jest też możliwość zabaw zespołowych, ruchowych oraz więcej osób do gry w karty, gier planszowych i innych wymagających większej ilości zawodników.
* Paradoksalnie dla rodzica jest łatwiej, choć jeśli różnica między rodzeństwem jest mała, zazwyczaj początki są trudne, jednak ciężko jest przez pierwsze 2-3 lata, później dzieci razem świetnie się bawią, można koordynować ich zabawę, dawać pomysły na nią, ale dzieci już w okresie przedszkolnym umieją twórczo i doskonale organizować sobie czas (warto pozwolić, by razem się same bawiły, są wtedy najbardziej kreatywne).
* Jeśli jest więcej dzieci w rodzinie, miłość rodzicielska nie jest skupiona na jednym dziecku, dziecko nie ma presji, żeby sprostać wszystkim oczekiwaniom rodziców i nie obarczany jest problemami dorosłych. A często jest tak, że jeśli jest jedno dziecko, szybciej dopuszcza się go do problemów świata dorosłych, ponieważ szybciej traktuje się go poważnie.
* Jeśli jest więcej dzieci, dorośli rzadziej ich wyręczają i rzadziej są względem nich nadopiekuńczy, jak to bywa w przypadku jedynaków. Dzieci z rodzin wielodzietnych mają również zazwyczaj większą swobodę niż jedynacy - nie są chowani pod kloszem, z pełnym wachlarzem zakazów, co wpływa na ich życiową zaradność oraz mniejszy stopień chęci buntu i obalenia ustawionych przez rodziców zasad.
* Dziecko od drugiego dziecka wiele się uczy, nie tylko kolejnych etapów rozwoju, ale dzieci poprzez wymianę informacji czy dzielenie się swoimi pasjami, poszerzają horyzonty i więcej wiedzą o świecie. Często też mogą sobie pomóc, np. w odrobieniu lekcji. A wtedy my możemy pękać z dumy, że mamy takie wspaniałe dzieci :-)
* Dzieci uczą i wspierają nie tylko siebie nawzajem, ale rozwijają pod każdym względem także nas, rodziców (duchowo i intelektualnie) i stanowią oparcie w wielu trudnych chwilach, zwłaszcza na starość, kiedy pomoc jest szczególnie potrzebna. Wtedy zdecydowanie łatwiej opiekować się staruszkami rodzeństwu niż jednemu dziecku.
Aby jednak rodzeństwo stanowiło dla siebie oparcie przez całe życie i kroczyło razem przez świat musi mieć mądrych przewodników, bowiem najważniejszą rolę stanowi świadome rodzicielstwo oparte na wielkiej pracy rodziców, ich pokorze, pokładach cierpliwości, poświęceniu, oddaniu i bezgranicznej miłości oraz ich mądre wychowanie wcielające takie wartości jak dobro, prawda, szacunek i sprawiedliwość.
Budowanie zdrowego poczucia wartości w dzieciach
Poczucie wartości jest niezwykle istotnym elementem ludzkiej osobowości. Ważne jest, aby poznać, przyjąć i zaakceptować samego siebie. Najpiękniej jest, gdy mały człowiek, gdy się poczyna, a potem przychodzi na świat – zostaje obdarowany przez swoich rodziców wielką radością i miłością. To ważna prawda – że wartość człowieka, jej poczucie – mają swoje początki już w okresie prenatalnym. To, jak dziecko zostanie przyjęte przez matkę i ojca, jak będzie powitanie – w dużej mierze będzie też decydować o tym, czy będzie ono przyjmować siebie w ciągu swego życia. Ale konieczne jest również uświadomienie sobie, że sposób powitania i przyjęcia dziecka przez jego rodziców wiąże się mocno z ich własnym poczuciem wartości.
Poczucie wartości – jako jeden z ważniejszych aspektów psychiki człowieka – składa się z dwóch zasadniczych elementów, jakimi są: „potrafię” i „zasługuję”. Pierwszy z nich wiąże się ze świadomością, że jestem w stanie coś zrobić, że mogę polegać na możliwościach swojego umysłu – wtedy, kiedy tego potrzebuję. Drugi element to pewność, że zasługuję na szczęście, na nagrody za swoje słuszne działanie. Patrząc za N. Brandenem – autorem powyższej teorii, należy pamiętać, iż niezwykle ważne jest, aby oba powyższe składniki były względem siebie w równowadze. Bardzo istotne jest proste wyjaśnienie różnicy tkwiącej pomiędzy prawdziwym poczuciem własnej wartości a tzw. zarozumialstwem. Zarozumialstwo w rzeczywistości okazuje się ogromnym kompleksem związanym z własną osobą, z ciągłym poszukiwaniem „wsparcia” dla słabego ego poprzez stosowanie różnego typu wypowiedzi nacechowanych swego rodzaju wywyższaniem się. Człowiek, który naprawdę siebie akceptuje, który ma o sobie w rzeczywistości dobre zdanie – nie potrzebuje tego rodzaju „potwierdzeń”.
Poczucie wartości człowieka kształtowane jest już od początków jego istnienia. Przez pierwsze pięć, sześć lat życia dziecka – jego poczucie wartości rozwijane jest prawie wyłącznie przez członków jego rodziny. Kiedy zaczyna uczęszczać do przedszkola, szkoły – zauważa się dodatkowy wpływ tych czynników. Jednak wówczas najczęściej to, co zewnętrzne, wzmacnia istniejące już wysokie bądź niskie poczucie wartości, które ma swoje źródła w dotychczasowych doświadczeniach rodzinnych. Dziecko od samego początku otrzymuje od obojga rodziców mnóstwo komunikatów – werbalnych i niewerbalnych, które mówią mu – jaką ma wartość, jakim jest człowiekiem. Nie potrafi ono jeszcze takich informacji nazywać, ale doskonale je wyczuwa. Spośród najważniejszych elementów związanych z poczuciem wartości i jego kształtowaniem u dziecka – należy wymienić „akceptację”, tj. ciągłe przyjmowanie go jako kogoś wyjątkowego, niepowtarzalnego i z natury dobrego. Chodzi tu przede wszystkim o pełną akceptację dla jego uczuć, zarówno tych przyjemnych (radość, zadowolenie, miłość, itp.), jak i nieprzyjemnych (złość, gniew, smutek, zazdrość, itp.). Jest to sfera bardzo delikatna. Dziecko zawsze będzie robić wszystko, aby otrzymać miłość rodziców. Zatem gdy doświadczy, że rodzice nie akceptują jego uczuć złości czy gniewu – będzie je tłumić, nie nauczy się ich rozumnie wyrażać, co z kolei często może mieć związek z różnego typu chorobami psychosomatycznymi. Zdarza się również, iż rodzice nie dają prawa zaistnieć dziecku razem z charakterystycznymi dla jego wieku zachowaniami i potrzebami. Wymagają od niego zachowań nieadekwatnych do jego poziomu rozwoju. Może wówczas nauczyć się oceniać siebie na podstawie zewnętrznych kryteriów – w oparciu o wygląd, oceny w szkole, oceny innych. Dzieci te zawsze będą uzależnione od dodatkowych czynników, ich poczucie wartości będzie istnieć o tyle, o ile opinie czy zdania innych osób to potwierdzą.
Zatem co mogą zrobić rodzice, którzy chcą nauczyć swoje dziecko szacunku do samego siebie? Na początku warto zaznaczyć istotną kwestię, że tylko rodzice, którzy znają własną wartość, mogą nauczyć dziecko prawdziwego szacunku do samego siebie. Dziecko powinno czuć, że jest warte miłości, nie może ono o tę miłość w żaden sposób zabiegać, gdyż staje się ona wówczas miłością warunkową. W oparciu o taką miłość nie uda się zbudować swojego autentycznego i godnego „ja”, zawsze bowiem będą jakieś ograniczenia w postaci nakładanych masek. Ważne jest również to, iż nie tylko w sytuacjach powodzenia i dobrego zachowania dziecka – ma się ono spotkać z miłością. Także w niepowodzeniu konieczne jest okazanie mu bezwarunkowej akceptacji i miłości. Warto też tutaj wspomnieć o tym, iż miłość bezwarunkowa jest swego rodzaju ideałem niemożliwym do osiągnięcia w pełni przez człowieka. Może on jednak nieustannie dążyć do owego celu – i podjęte już działanie okazuje się bardzo budujące. Bardzo konieczne jest ciągłe wpajanie dziecku przekonania, że to nie wynik jego działań jest najważniejszy, ale wysiłek, jaki w ich realizację wkłada. Tak ćwiczy się silną wolę. Istotne jest również uczenie dziecka ufności do samego siebie, aby wiedziało, że zawsze może na sobie polegać. Ta wspomniana ufność rodzi się w sercu, jest ona poczuciem bycia kimś szczególnym i niepowtarzalnym. Wiedzy tej dziecko może doświadczyć wyłącznie od osób mu bliskich, rodziców czy opiekunów. Jeśli zabraknie tego doświadczenia – nie będzie ono polegać na swoich przecież dużych możliwościach.
Wiadomo jest, jaką moc ma uczenie się dziecka poprzez modelowanie. Jest ono bardzo dobrym obserwatorem. Nie tylko będzie doskonale naśladować charakterystyczne, dla nas czasem zabawne, wypowiedzi dorosłych, ale przede wszystkim to od rodziców dziecko uczy się różnych sposobów zachowania w konkretnych sytuacjach. Jeśli widzi ono np. matkę, która przy okazji zakupów dokładnie sprawdza swój rachunek i w przypadku, gdy kwota się nie zgadza na jej niekorzyść – zwraca na to uwagę ekspedientce – dziecko automatycznie przyswaja sobie taką praktyczną wiedzę, jest mu ona znacznie bliższa, bo nie jest to wyłącznie teoria, ale i praktyka. W swoim przyszłym życiu nie będzie się ono obawiać wyrażać swojego zdania czy opinii. Można tę sytuację analizować i z drugiej strony. Jeśli ojciec rodziny ma problemy z odmawianiem w jakichkolwiek kwestiach – dziecko potraktuje to jako jedyny sposób na postępowanie w sytuacjach trudnych, wymagających podjęcia przez niego konkretnej i dobrej decyzji. I nie jest to już jedynie kwestia znanego pojęcia „asertywności”, rozumianego jako umiejętność odmawiania, ale przede wszystkim znajomość własnych praw. Rodzice często sami nie zdają sobie sprawy z wagi swoich zachowań. Warto wtedy sięgnąć do ich przeszłości – bo okazuje się, że źródła tych błędów rozciągają się na pokolenia. Jest to niezwykle trudne zagadnienie, połączone nierzadko z wielkim żalem i poczuciem straty. Ale jest to także nadzieja, szansa – na możliwość przerwania owego „błędnego koła”. Potrzebna jest wówczas ogromna odwaga i siła.
Następnym ważnym wyznacznikiem poczucia własnej wartości jest poczucie niezależności. Aby to nastąpiło – potrzeba nauczyć dziecko samodzielności. Dobrze jest je oswajać już od najmłodszych lat z wychodzeniem na zewnątrz ze swoimi umiejętnościami, zdolnościami. Można pomagać mu osiągać sukcesy na miarę jego możliwości. I zawsze potrzebna jest pochwała, która będzie wyrażona szczerze i adekwatnie do wykonanego przez dziecko zadania. Człowiek – czy mały czy dorosły – zawsze potrzebuje wzmocnienia i potwierdzenia swoich możliwości. Pochwała nigdy nie zaszkodzi, a raczej doda dobrej motywacji do dalszego dobrego działania. Zagadnienie to wiąże się z nagradzaniem dziecka przez rodziców za jego poczynania. Nagroda jest bardzo istotnym elementem kształcącym poczucie wartości u rozwijającego się dziecka. Jednak nie chodzi tu o nagrody materialne, ważna okazuje się uwaga, miły gest, dobre słowo skierowane do dziecka. Nagradzanie okazuje się najsilniejszym czynnikiem budowania samooceny, ale pod warunkiem, że ma ono miejsce w odpowiednim czasie i z właściwego powodu. Ważne jest też, by rodzice w miarę gdy dziecko dorasta, starali się zachęcać je do podejmowania samodzielnych decyzji. Na początku będą to działania związane ze światem typowo dziecięcym, a więc – jaką sukienkę ubrać dzisiaj lalce czy kogo zaprosić na urodziny. To dalej rodzi wytrwałość i odwagę. Będą się one kształtować, gdy nasze uznanie dla dziecka stanie się obecne wobec samego działania, a nie wyłącznie osiągniętego sukcesu. Dobrze jest też opowiadać dziecku o ludziach, którzy dokonali wielkich rzeczy – dzięki swojej wytrwałości i odwadze. Na pewno przyniesie to obfitszy owoc – kiedy ów bohater będzie dziecku bliższy (np. ktoś z rodziny).
Kształtowanie poczucia wartości postępuje wraz z wiekiem dziecka. Kiedy ono zaczyna dojrzewać, powoli staje się dorosłym człowiekiem – nie oznacza to wcale, iż wspomaganie ze strony rodziców bądź opiekunów jest już mniej ważne czy potrzebne. Okres dojrzewania to bardzo trudny czas nie tylko dla rodziców, ale przede wszystkim dla samego nastolatka. To, co dzieje się z jego ciałem – okazuje się jednym z najważniejszych wyznaczników jego wartości. Wiadomo, że jest to czas nowych przyjaźni, pierwszych miłości. Młodemu człowiekowi zależy na tym, aby być akceptowanym, przyjętym przez grupę. Z drugiej zaś strony – nie postrzega on siebie wówczas jako osobę bardzo atrakcyjną fizycznie ze względu na przemiany swego ciała. Bardzo jest mu wówczas potrzebne mocne wsparcie ze strony rodziców, którzy podejmą rozmowę na tematy trudne, ale potrzebne. Dziecko powinno znać i rozumieć mechanizmy rządzące jego organizmem. Powinno także być zapewniane o swojej niezmiennej wartości, która nie zależy od wyglądu, bo jak widać jest on zmienny i nie dość wiarygodny. Znaleźć wartość w sobie samym, w swoim wnętrzu, w swoich talentach i możliwościach – to trudne zadanie, jeśli rozpocznie się je dopiero w okresie dojrzewania. Dobrze jest, gdy dziecko otrzymuje komunikaty świadczące o jego wyjątkowości już w okresie dzieciństwa. Jednak trzeba też dodać, że poczucie wartości można nieustannie budować. Dużo zależy od świadomości rodziców. Jeśli początkiem dla uświadomienia sobie swojej godności i wartości okaże się czas „nastu” lat – to warto wykorzystać tę szansę, pomimo straconego już wcześniejszego okresu. Nie wolno zapominać – jak bardzo ważne są pochwały i komplementy, jakie nastolatek może otrzymać od swoich rodziców. Mimo, iż czas ten wiąże się nieodzownie z buntem wobec dotychczasowych autorytetów, pozytywne zdanie czy opinia rodzica – pozostają głęboko w świadomości dorastającej osoby.
To, co nieodzownie kształtuje poczucie wartości człowieka – to jakość relacji i więzi, jakie powinny zostać zbudowane zarówno z matką, jak i z ojcem – już w okresie dzieciństwa. Nasze poczucie wartości zawiera w sobie tę świadomość i akceptację naszej kobiecości lub męskości. Aby chłopiec dobrze się rozwijał – szczególnie pod względem emocjonalnym – oprócz czułych ramion mamy, potrzebuje on doświadczać siły i związanego z nią autorytetu swojego ojca. Tylko ojciec może nauczyć syna – co to znaczy być mężczyzną. Nawet jeśli nie ma on tej świadomości – jako rodzic – chłopiec w sposób nieświadomy przejmuje od ojca ów skrypt związany z rolą mężczyzny, jego zadaniami, jego prawami. Ojciec odgrywa także niezastąpioną rolę w kształtowaniu poczucia wartości swojej córki. Świat kobiecy poznaje ona dzięki zaangażowaniu swojej matki, od niej uczy się czułości. Ale to pod miłującym spojrzeniem ojca – wzrasta prawdziwe piękno dziewczynki, dziewczyny, a potem kobiety. To dzięki postawie ojca, jego wsparciu i wierze w jej możliwości – będzie ona mogła podejmować trudne wyzwania, będzie gotowa sprostać podjętym zadaniom i doprowadzać je do końca. I w końcu to ojciec jako pierwszy mówi do niej werbalnie i niewerbalnie -„Jesteś śliczna”.
Na zakończenie chciałabym przytoczyć fragment znanej opowiastki B. Ferrero. Pokazuje ona ciągłą potrzebę wracania do tematu związanego z poczuciem wartości.
„Oto, co do nas najczęściej mówiono, gdy byliśmy dziećmi: Stój prosto, ruszaj się, bądź cicho, pospiesz się, nie dotykaj, uważaj (...), mówiłem ci, że upadniesz; to twoja wina, nigdy nie uważasz, nie potrafisz, jesteś za mały, sam to zrobię, teraz jesteś duży (...), mam dużo roboty, pobaw się sam, okryj się... A oto, co chcieliśmy, by do nas mówiono, gdy byliśmy dziećmi: Kocham cię, jesteś piękny, jesteśmy szczęśliwi, że cię mamy, porozmawiajmy trochę o tobie, znajdziemy trochę czasu tylko dla nas; jak się czujesz?; jesteś smutny, boisz się?; dlaczego nie chcesz?; jesteś wspaniały, jesteś delikatny i mięciutki, jesteś wrażliwy; opowiedz mi, co czułeś; jesteś szczęśliwy; lubię, gdy się śmiejesz; możesz popłakać, jeśli chcesz; jesteś niezadowolony, co cię martwi?; co cię zdenerwowało?; możesz powiedzieć wszystko, co chcesz; ufam ci, lubię cię, ty mnie lubisz; kiedy mnie nie lubisz?; słucham cię, jesteś zakochany; co o tym sądzisz? (...); podobasz mi się taki, jaki jesteś...”.