Bezpieczna bajka
Bezpieczna bajka, autorzy: Grażyna Bąkiewicz, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Beata Ostrowicka, Zofia Stanecka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dorota Suwalska, Agnieszka Tyszka, wyd. Nasza Księgarnia 2011
Po niezwykle dobrym przyjęciu antologii „Bajkoterapia, czyli dla małych i dużych o tym, jak bajki mogą pomagać” oddajemy w ręce czytelników kolejną książkę w serii. Tym razem jako temat przewodni wybraliśmy bezpieczeństwo.
„Bezpieczna bajka”, skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, a także do rodziców i opiekunów, zawiera bajki terapeutyczne znanych polskich pisarek na tematy takie jak: spotkanie z nieznajomym, znaleziony (niebezpieczny) przedmiot, zgubienie się, bezpieczeństwo w wodzie, wirtualny świat, samodzielność, bezpieczeństwo w domu, korzystanie z numerów alarmowych, uzależnienie i inne.
Zebranym w książce bajkom towarzyszą wskazówki i komentarze Katarzyny Klimowicz, które, mamy nadzieję, będą dla rodziców i dzieci pomocą, inspiracją do rozmowy, zabawy czy przede wszystkim wspólnego zastanowienia się nad prezentowanymi tematami. Dodatkowo każdą bajkę poprzedza wywiad z ekspertem. Do projektu zaprosiliśmy osoby, które dobrze orientują się w poruszanych tematach albo dzięki wykonywanej pracy, albo osobistym doświadczeniom. Wśród ekspertów znaleźli się między innymi: Mateusz Kusznierewicz, Jasiek Mela, Małgorzata Ohme, Małgorzata Ostrowska-Królikowska, Beata Pawlikowska, Piotr Pawłowski, Mariusz Sokołowski, Jakub Śpiewak.
„Bezpieczna bajka” to antologia pięknych i mądrych bajek dla dzieci, poradnik dla rodziców, a przede wszystkim świetny sposób na wspólne spędzenie czasu!
Źródło: Wyd. Nasza Księgarnia
WYGRAJ KSIĄŻKĘ w konkursie organizowanym z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka!
Pitu i Kudłata dają radę
Leszka K. Talko, Pitu i Kudłata dają radę, wyd. Nasza Księgarnia 2011
Współczesny Mikołajek i jego siostra nie pozwolą Wam się nudzić!
Leszek K. Talko, autor bestsellerów „Dziecko dla odważnych” i „Pomocy, jestem tatą!”, do tej pory opowiadał o świecie dzieci jako rodzic. W najnowszej książce postanowił odwrócić perspektywę i spojrzeć na świat rodziców oczami dzieci. Oddał głos Pitu i Kudłatej — niesfornemu rodzeństwu, które daje radę, mimo że dorośli są tacy dziwni…
Mam z kolegami ze swojej bandy bazę w lesie. Przynosimy tam różne rzeczy, które już nie są potrzebne naszym rodzicom. Czasem zapominamy zapytać. Tata się denerwował, że akurat taczka i jego stary laptop były mu potrzebne, no ale w bazie też ich potrzebowaliśmy. Taczką zwoziliśmy materiały, na przykład płytki od Maksia i poduszki od Frania, a laptop był do naszego biura w bazie. Szkoda, że się szybko zamoczył, bo niestety nie mamy dachu.
W bazie siedzimy z chłopakami, ale czasami pozwalamy siedzieć też dziewczynom. O ile nas nie wnerwią, ale to się zdarza bardzo rzadko. Wtedy je wypędzamy. Tata mówi, że dziewczynek nie bije się nawet kwiatem, więc nie bijemy ich kwiatami, tylko normalnie gałęziami albo rękami.
Lekarz, do którego przyszliśmy, był najfajniejszy na świecie, bo cukierki stały już w szatni. Nabrałam ich do kieszeni, ale przyszło mi do głowy, że Pitu pewnie będzie się chciał podzielić, więc podeszłam znowu i włożyłam więcej cukierków do drugiej i trzeciej kieszeni. Pana doktora wciąż nie było, pomyślałam sobie, że można przecież schować też cukierki do czapki i do buzi.
Kiedy wreszcie weszliśmy do gabinetu i tata opowiedział panu doktorowi, że boli mnie ucho, pan doktor zapytał, czy mogę otworzyć buzię. Pokiwałam głową, że tak, ale niestety wtedy te cukierki, które nie zmieściły się do czapki, wypadły mi z buzi. Tata powiedział, że czuł, że dzieje się coś podejrzanego, kiedy od kilku minut nic nie mówiłam.
Źródło: Wyd. Nasza Księgarnia
WYGRAJ KSIĄŻKĘ W KONKURSIE organizowanym z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka!
Mio, mój Mio – baśń o cudach
Pamiętacie fascynujące przygody małej grupki przyjaciół z Bullerbyn? Odkrywanie z zapartym tchem ich pomysłów, zwyczajów, zabaw? Z Mio, mój Mio jest podobnie, ale tylko w kwestii zatapiania się w świecie opowieści. Bo historia całkiem inna – czarująca, nie tylko urokiem, ale i prawdziwą magią.
W Sztokholmie zaginął 9-letni chłopiec. Rozpoczęto poszukiwania, rozwieszono anonse, ale ślad się urwał. Bosse (zwany również Mio), wychowywany przez apodyktycznych rodziców zastępczych, zapadł się pod ziemię, a raczej udał się, za sprawą złotego jabłka i ducha uwięzionego w butelce, do Krainy Dalekiej. A to dopiero początek nieprzewidzianych i tajemniczych zdarzeń. Chłopiec dopiero w tej magicznej krainie odnajdzie prawdziwe szczęście i miłość ojca, ale czeka go coś jeszcze – wypełnienie przepowiedni. Wraz z nią zdobywanie nowych doświadczeń, kształtowanie swojej tożsamości, nawiązywanie nowych przyjaźni i cały splot zaskakujących okoliczności. Baśniowe konstruowanie świata opowieści sprawia, że czytelnik zaczyna wierzyć w cuda. Wystarczy odrobina wyobraźni…
A. Lindgren, Mio, mój Mio, wyd. Nasza Księgarnia 2011
Zaczarowana
Zaczarowana, reż. Kevin Lima
Ten, kto został wychowany na bajkach Disneya, nigdy z nich nie wyrasta. (A tu należne miejsce na podziękowania dla Mamy za setki godzin spędzonych na oglądaniu tychże filmów.) Ale „dzisiejszy Disney” to już nie „to” – zwykliśmy myśleć, tęskniąc za Małą Syrenką i Bambim. A jednak… Mnie zaczarował znów. Jak za dawnych lat. Trafił wprost w młodzieńcze serce, przygotowane, by ponownie uwierzyć w historie o książętach i królewnach.
Giselle, za przyczyną zawistnej czarownicy (nb. niedoszłej teściowej) trafia wprost z Krainy Szczęścia Andalasii do świata, z którego nigdy się nie powraca – do Nowego Jorku. Zderzenie tych dwóch krain jest szokiem dla Królewny oczekującej na ślub z wybrankiem serca – Księciem Edwardem. Zebranym doświadczeniom pięknej, romantycznej i idealnej miłości zaprzecza co krok obserwacja relacji międzyludzkich w „realnym” świecie. Tutaj ludzie rozwodzą się, kłócą. Tutaj pobierają się z rozsądku, po długich przemyślanych decyzjach i wielu, wielu randkach. Tutaj zdradzają. Tutaj nie wierzą, że Książę może odnaleźć swoją ukochaną (przecież prędzej zwątpi w jej istnienie!) Szereg perypetii, zaskakujących zwrotów akcji, pięknych sentencji oraz wymalowanej prawdy o wielkiej miłości – to wszystko zawiera „Zaczarowana” – by na końcu, po zachwianiu światopoglądu bohaterów – powrócić znów do sedna bajkowości – o całkiem nowej jakości, z nie zaplanowanym scenariuszem.
Całkiem znajoma to sytuacja. Dziecięce marzenia – zderzenie z brutalnym światem dorosłości – i powrót marzeń…, tym razem spełnionych (choć zwykle inaczej niż nam się wydawało...). Takiego za-czarowania i za-kochania życzę Wszystkim, którzy wpadli w naszą dolinę (Zwłaszcza nie wychowanym na Disneyu).
____________________________________________
Gwoli ścisłości słów kilka o filozofii Księżniczki Giselle:
- W miłości czas nie gra roli. Miłość nie patrzy na zegarek.
- Książę to jest ten jeden-jedyny przeznaczony danej królewnie. I trzeba na niego czekać. A gdy przyjdzie, przyjąć Go.
- Trzeba ufać w dobro i piękno ludzi. Tak jak i w piękno świata. I nie wątpić wcale, ze dobro zło zwycięża.
- W miłości należy okazywać sobie uczucia słowami i uczynkami. Skąd druga osoba wiedzieć ma, że ją kocham?
- Wielkie to pragnienie – aby wszyscy byli kochani i aby kochali.
- Należy umieć dziwić się i pytać.
- Trzeba mocno ufać miłości i drugiej osoby. Za-wierzyć jej.
- Być cierpliwym – wielka sztuka.
- Miłość jest wieczna. Bajki są nieśmiertelne.
- W relacji miłości należy słuchać głosu serc: swojego i tego drugiego.
Kot w butach czy w worku
Nie warto kupować kota w worku, bo a nuż wcale nie spełni oczekiwań. Inaczej ma się sprawa z „Kotem w butach”, o którym każdy co nie co wie (że kot niezwykły, lojalny wobec swojego pana, że historia niezwykła). No i niestety. W dzieciństwie nie przepadałam za tą bajką, ale dziś wolałabym, aby ktoś mi ją znów przeczytał niż miałabym jeszcze raz obejrzeć najnowszą produkcję. Wydawało się, że będzie przypominać „Czerwonego kapturka – prawdziwa historia”, ale niestety to tylko pozór tytułów.
Film bardzo słabiutki, fabuła bardzo niezaskakująca, syn młynarza biedak-Jaś za brzydki nawet jak na brzydkiego Jasia, kot za mało kotowaty, a księżniczka za mało księżniczkowata. Przesłanie filmu na sam koniec wypowiedziane – że liczy się miłość i przyjaźń – za słabo ugruntowane w samej akcji i treści. Dialogi bardzo mało śmieszne (śmiech na Sali – wymuszony), na siłę wprowadzane teksty współczesne, odnoszące się do naszej kultury masowej nieudacznie.
Dla pokrzepienia jednak dam dwa plusy: za ciekawą muzykę i – jakkolwiek zabrzmi to dziwacznie – za scenerię: zamki, jezioro, bajkowość – to bardzo optymistyczne. Jednak w perspektywie całości – za mało.
Tak więc w dobrej wierze w Dobrej Strefie – nie polecam. Ani ja, ani Mariusz, ani dzieci. (Z kina wychodziły ze świadomością, że widziały lepsze bajki;-)
"Prawdziwa historia Kota w butach"
premiera 31.07.2009
Zaplątani
Zaplątani, USA 2010
Myślałam, że naprawdę on zaplącze się w jej włosy i tak już nie będą mogli się rozstać. Jednak nie. Znacie bajkę o Roszpunce? To właśnie ona. Choć może niezupełnie ta sama…
Jest to film godny uwagi zarówno małych widzów jak i dorosłych. Jak zawsze produkcja Disney’a mówi o wartościach uniwersalnych. Pomijając motyw miłości, moją uwagę zwróciły dwa inne. Po pierwsze kwestia rodziny, pochodzenia i wychowania. Roszpunka ma swój dom (a właściwie swoją wysoką wieżę, której nie opuszcza), ma „matkę”, która jest dla niej całym światem, bo wszyscy inni ludzie są „źli” i „mogą ją skrzywdzić”. Na ile złodziejka jest złą matką? Kto zrozumie cierpienie króla i królowej oraz ich wytrwałość?...
Inny motyw z „Zaplątanych” to kwestia marzeń. Nawet najwięksi bandyci mają swoje pragnienia i aspiracje… Czasem te marzenia nie są nawet uświadomione, wyartykułowane. A jednak jak jeden kamyk wywołuje lawinę, tak jedno małe wydarzenie może dodać sił moich zrealizowania.
Bajka o marzeniach, o rodzinie, o przyjaźni, o nadziei, o dobru i o tysiącach innych spraw, które każdy z nas potrafi dostrzec.
Skazany na śmierć
Kameleon obdarzony znacznym talentem aktorskim trafia na pustynię, gdzie panują brudne i twarde reguły. Przetrwają tylko najsilniejsi. Jak przekonuje widza meksykański zespół złożony z czterech sów, prowadzący narrację opowieści, główny bohater tej historii, do takich nie należy. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać aż zginie.
Egotyczny, ale i samotny kameleon wypada z samochodu swoich właścicieli i ląduje na autostradzie na samym środku pustyni. Dzięki pomocnym wskazówkom trafia do zapomnianego miasteczka na pustyni zamieszkanego przez osobistości, na pierwszy rzut oka, spod ciemnej gwiazdy. Stara się odnaleźć w tej rzeczywistości i dzięki wielu szczęśliwym zbiegom okoliczności i nieco nonszalanckiej głupocie, wyrasta na wielkiego bohatera i ma pomóc mieszkańcom miasta w rozwiązaniu ich największego problemu, ciągłego braku wody. Śmierć jednak czyha na każdym kroku i głównemu bohaterowi wcale nie musi się udać.
Więcej o fabule nie powiem, żeby nie psuć widzowi przyjemności przewidywania i tworzenia szeregu kolejnych możliwych rozwiązań. Fabuła, choć opiera się na prostym schemacie, jest niezwykle ciekawa i momentami zaskakująca. W opowieści nie chodzi jednak o to, żebyśmy nigdy nie mogli się domyślić co dalej, ale raczej o to, aby nas poruszyła i sprawiała wielką przyjemność, a Rango niewątpliwie ma wszystkie walory takiej opowieści.
Strona dźwiękowa filmu wykonana jest z wielką maestrią. Muzyka Hansa Zimmera wspaniale podkreśla klimat i jest niezwykle ciekawa melodycznie. Pozwala przenieść się na Dziki Zachód i poczuć spiekotę pustyni. Wszystkim polecam również obejrzenie wersji z oryginalnym dubbingiem, gdyż jest zupełnie mistrzowski i nie trzeba nawet wyśmienicie znać angielskiego, aby dostrzec urok meksykańskiego czy teksańskiego akcentu. Poza tym głosy niewątpliwie budują wspaniale dopracowane i zindywidualizowane osobowości poszczególnych postaci, od pierwszoplanowych po epizodyczne. Co w połączeniu ze znakomitą, wysmakowaną animacją daje wspaniały efekt estetyczny.
Jak dla mnie jest to najlepsza animacja od czasów pierwszego Shreka. Nie wiem czy dziecko będzie się na tym filmie tak dobrze jak dorosły, z racji wieku nie będzie w stanie odczytać wszystkich nawiązań i docenić subtelnych żartów, ale z pewnością może zachwycić się opowieścią, kibicując sympatycznemu bohaterowi w jego zmaganiach z rzeczywistością (co ważne nie jest to rzeczywistość uładzona i pozbawiona wszystkiego co złe, w imię nieszkodzenia dziecku). Wzywam więc: rodzino do kina! Warto!
Rango, reż. Gore Verbinski, scen. John Logan, premiera 4 marca 2011.
Gnomeo i Julia
Tytuł zdradza wiele. Tak, to kolejna wersja Szekspirowskiej opowieści o romantycznej i tragicznej miłości. Podobnie jak w dramacie klasyka odnajdujemy tu historię dwóch zwaśnionych rodów, jednak w tej opowieści są to rody… krasnali podwórkowych! Jak łatwo przewidzieć, nieszczęśliwa miłość połączyła reprezentantów tych skłóconych sąsiadów. Czy jednak potrafimy założyć, jakie będzie zakończenie? Czy w komedii reżyserowanej przez twórcę Shreka2 możemy liczyć na smutne zakończenie wbrew literze dramatu czy raczej na happyend? Którą wersję podamy dzieciom?
Umieszczenie znanej nam historii w tak nietypowej scenerii nie może być ominięte ze wzruszeniem ramion. Wielość żartów językowych mających swe uzasadnienie w polszczyźnie potrafi rozbawić do łez. Wielość absurdalnych sytuacji (jak ożywanie figurek ogrodowych, ale nie tylko!) przeplata się z momentami dobrze nam znanymi – zdobywania serca ukochanej, tęsknoty za bliską osobą, współpracy i jedności przyjaciół.
Film pozwala spojrzeć na świat, który mógłby chować się przed naszymi oczami, pomaga docenić, jak ważna jest jedność myślenia i zgoda. Ale jednocześnie jako dorosła osoba czuję niedosyt – może spowodowany krótkością filmu, może zbyt wartką akcją, a może… A może jednak jest to film dla młodszych widzów – taki Romeo i Julia dla najmłodszych? Chętnie wysłuchałabym dziecięcej recenzji.
Gnomeo i Julia, reż. Kelly Asbury, premiera 13 maja 2011
Przez zabawę do serca
Niektóre tylko się wiercą. Inne biegają. Marudzą. Płaczą. Prawie wszystkie pytają: czy to już koniec? możemy iść do domu?
Niedzielna Msza święta to nielada wyzwanie dla rodziców małych łobuziaków. Większość dzieci nie przepada za bezczynnym przebywaniem w jednym miejscu. Chcą ciągle poznawać, szukają wrażeń, przygód, są żądne nowości, wyzwań. Nie zadowala ich bierne słuchanie, czy wypowiadanie wyuczonych formuł. Zwłaszcza jeśli tego wszystkiego tak naprawdę zupełnie nie rozumieją.
Zamiast znaczących pochrząkiwań, krytycznych spojrzeń, upomnień, może warto zastanowić się, jak sprawić, by te abstrakcyjne pojęcia i gesty nabrały dla dzieci konkretnego znaczenia. W jaki sposób można tego dokonać? Najprościej – dzięki zabawie!
Początkującym polecam Zabawę z przypowieściami, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Święty Wojciech. Zawiera ona dwadzieścia osiem najbardziej znanych przypowieści Jezusa, z których każda została opatrzona odpowiednim komentarzem. Ale te proste i przystępne dla dzieci wyjaśnienia to jeszcze nie największy atut publikacji: autorzy zadbali o to, aby wszystkie historie mogły zostać przyswojone w najatrakcyjniejszy dla małych czytelników sposób – poprzez działanie! Dlatego też poszczególnym przypowieściom przyporządkowano rozmaite gry, zabawy, prace plastyczne, czy warte przemyślenia opowieści. Dzięki nim dzieci dowiedzą się, dlaczego Pan Jezus pochwalił nieuczciwego zarządcę, a zganił sługę, który nie pomnożył swojego talentu. Przy okazji zyskają okazję do wyćwiczenia takich cnót, jak: wytrwałość, ofiarność, otwartość na innych, cierpliwość. No a przy tym doskonała zabawa gwarantowana!
Zabawa z przypowieściami stanowić może znakomity prezent gwiazdkowy, bowiem z jednej strony odpowiada charakterem refleksyjności Świąt Bożego Narodzenia, z drugiej – raczej nie zostanie odłożona na półkę zaraz po tym, gdy święta przeminą – zawarte w niej propozycje gier i zabaw mogą stanowić niezastąpione źródło inspiracji przez cały rok.
B. Garcia, M. Segarra, J. Ballaz, Zabawa z przypowieściami, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2010.
Narnia - tylko dla dzieci?
Wśród tysięcy książek dla dzieci wyróżnia się pewna grupa, która – wprowadzając od dziesięcioleci kolejne pokolenia na ścieżki literatury – zasłużyła sobie na półkę honorową w światowej bibliotece. Do tego szlachetnego grona z całą pewnością należą Opowieści z Narnii. Kolejne tomy dzieł Lewisa zawierają niemal wszystko, co lektury dla najmłodszych czytelników posiadać powinny: wciągające historie, przygody, podróże, walkę dobra ze złem, elementy magii, barwne postacie… Jednak te liczne walory nie przesądzają jeszcze o wyjątkowości utworów angielskiego pisarza. Cóż zatem jest w nich takiego niezwykłego? By znaleźć odpowiedź na to pytanie, warto sięgnąć po Świat według Narnii Jonathana Rogersa.
Amerykański literaturoznawca podjął się trudu być może dla niektórych dość zabawnego – dokonał szczegółowej analizy serii książek przeznaczonych dla dzieci. Jednak już krótka lektura jego rozważań przekonuje, że nie był to wysiłek bezzasadny – w przekonywujący i wiarygodny sposób Rogers ukazuje głębszy sens kolejnych przygód, zwrotów akcji, a niekiedy po prostu rozmów bohaterów Narnii. Wielkim atutem dokonywanych interpretacji jest wspieranie ich odpowiednimi cytatami z innych dzieł Lewisa, zwłaszcza tych opisujących jego nawrócenie i późniejsze przemyślenia na temat wiary. Dzięki temu wychodząc od konkretnych scen i dialogów, otrzymujemy o wiele szerszy obraz chrześcijańskich koncepcji autora. Co to znaczy wierzyć? Czy wiara jest dana raz na zawsze? Na czym polega całkowite zawierzenie i posłuszeństwo? Czy można samemu wyzwolić się z kajdan egocentryzmu? Jak daleko można zboczyć z drogi, by mieć jeszcze szansę powrotu? Według Rogersa te i wiele innych pytań stawianych jest przed czytelnikami Opowieści z Narnii. I choć prawdopodobnie najmłodsi z nich nie będą na razie w stanie zgłębić pełni symboliki ukrytej w przygodach dzieci i ich spotkaniach z Aslanem, jednak być może pewne obrazy pozostaną w ich pamięci i kiedyś zaowocują. Może dzięki czytanym historiom w przyszłości, jako ludzie dorośli, uwierzą, że wiara, choć trudna, powinna być piękna i radosna?
Świat według Narnii to książka godna polecenia. Nie tylko dlatego, że jest ciekawie i przekonywująco napisana – takich komentarzy znaleźć można zapewne wiele. Czyta się ją wspaniale przede wszystkim dlatego, że Rogers to nie tyle badacz twórczości Lewisa, ile współwyznawca jego życiowego credo: pragnienia oparcia swojej egzystencji w Bogu. Obydwaj autorzy obdarowują czytelników wspaniałym darem – dzielą się tym, w co wierzą, a ich dzieła przepełnione są szczerością, otwartością i radością.
Jonathan Rogers, Świat według Narnii. Chrześcijańskie znaczenie niezwykłych opowieści C.S. Lewisa, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2011.